`

Mentzen definitywnie stracił szansę na drugą turę. Frekwencja? Może być rekordowa

7 min. czytania
30.04.2025 06:02
Obserwuj nas na Google

- Z jednej strony coraz bardziej nienawidzimy polityki, polityków. Z drugiej strony kochamy ich nienawidzić. Podczas kampanii zmieniamy się w kibiców, a czasem nawet kiboli politycznych – komentuje nastroje w końcówce kampanii wyborczej prof. Przemysław Sadura. I przewiduje, co może wydarzyć się przed wyborami prezydenckimi planowanymi na 18 maja.

Debata prezydencka Super Expressu
fot. MAREK KUDELSKI/AGENCJA SE/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego prezydent Andrzej Duda zdecydował się poprzeć Karola Nawrockiego?
  • Jaką drugą turę przewiduje prof. Przemysław Sadura, socjolog polityki z Uniwersytetu Warszawskiego?
  • Jakiej frekwencji możemy spodziewać się w wyborach prezydenckich?

Do wyborów prezydenckich zostały niecałe trzy tygodnie. Kampania wchodzi w kluczową fazę. Według ostatnich sondaży największe szanse na drugą turę mają: Rafał Trzaskowski (kandydat Koalicji Obywatelskiej) oraz Karol Nawrocki (popierany przez PiS). W ostatnich dniach duże spadki zaliczył trzeci według sondaży Sławomir Mentzen ( Konfederacja).

Czy debaty zmienią te wyniki? Czego należy spodziewać się w najbliższych dniach kampanii? Jaka będzie frekwencja? O tym wszystkim mówi w rozmowie z RadioZET.pl dr hab. Przemysław Sadura, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, szef Katedry Socjologii Polityki UW.

Piotr Kozłowski: Za chwilę zaczynamy majówkę. Czy przy grillu, spotkaniach rodzinnych i ze znajomymi będziemy odpoczywali od polityki, czy będziemy ostro dyskutowali o trwającej kampanii prezydenckiej?

Prof. Przemysław Sadura: - Z całą pewnością kampania będzie jednym z ważnych tematów podczas tych spotkań. Polityka często przewija się przy świątecznym stole, więc myślę, że podobnie będzie podczas majówki. To zresztą pewien paradoks, bo z jednej strony coraz bardziej nienawidzimy polityki, polityków. Ale z drugiej strony kochamy ich nienawidzić.

Potwierdza to także oglądalność debat prezydenckich. Debata trzech telewizji z Końskich zgromadziła przed telewizorami siedem milionów widzów. Więcej niż co drugi włączony telewizor był nastawiony właśnie na debatę. Poziom oglądalności sięgał tego, z jakim mieliśmy do czynienia w trakcie największych imprez sportowych, np. finału siatkówki na Igrzyskach Olimpijskich.

To pokazuje, że przy całej niechęci do polityki zmieniamy się w kibiców, a czasem nawet kiboli politycznych. Poziom emocji jest naprawdę wysoki.

Redakcja poleca

Zwłaszcza że debaty trwały po kilka godzin. O utrzymanie zainteresowania przez tak długi czas nie jest łatwo.

- Widać, że ludzie interesują się polityką. Są w stanie wytrzymać wielogodzinne programy z udziałem kandydatów. Później komentują to w mediach społecznościowych, wyszukują informacji o kandydatach, chcą dowiedzieć się więcej.

To jest też prognostyk wysokiej frekwencji w wyborach prezydenckich. Obawialiśmy się, że może być z nią rożnie, bo nastroje po wyborach parlamentarnych trochę oklapły. Zwłaszcza wśród wyborców koalicji rządowej, którzy mogą być rozczarowani tempem zapowiadanych rozliczeń poprzedniej władzy. Ale jak widać, na czas kampanii kandydatom udało się przywrócić emocje sprzed 23 października 2023 roku. Zwłaszcza politykom koalicji, którzy przekonują, że aby w pełni odsunąć PiS od władzy, trzeba jeszcze wybrać prezydenta z ich obozu.

Do wyborów zostały niecałe trzy tygodnie. Wchodzimy w kluczową fazę kampanii. Spodziewa się pan, że kandydaci jeszcze czymś zaskoczą?

- Na pewno muszą to zrobić. Zaraz po majówce kandydaci z pewnością przejdą do natarcia. Spodziewam się postawienia na bardzo emocjonalny przekaz. Być może to jest też czas dla Rafała Trzaskowskiego, dla tych kandydatów, kandydatek, którzy do tej pory mieli spokojniejszą kampanię, żeby oprócz elementów polityki miłości zastosowali też politykę nienawiści. Myślę, że wszystkie strony będą próbowały na tej ostatniej prostej, różnych brudnych zagrywek.

Redakcja poleca

Co może być takim game changerem? Może debata zaplanowana na 12 maja, czyli tuż przed wyborami?

- Z przewidywaniem game changer'a jest taki problem, że on z definicji jest trudny do przewidzenia. O tym, że coś nim było, dowiadujemy się po fakcie. Szczerze mówiąc, nie spodziewam się jakiegoś zdecydowanego zwrotu.

Kto według pana zmierzy się w drugiej turze wyborów prezydenckich?

- Gdybym miał dziś przewidywać najbardziej prawdopodobny przebieg wyborów, to pewnie Trzaskowski zmierzy się w drugiej turze z Nawrockim.

Rafał Trzaskowski wyraźnie stracił po debatach, choć do końca nie wiemy ile, bo sondaże się różnią. Karol Nawrocki zyskał, wyrobił się, wypadł lepiej, pokazał się w dobrej formie. Te słupki troszeczkę się zbliżyły, ale nie na tyle, żeby radykalnie odwrócić sytuację. Stawiałbym, że przy wysokiej frekwencji - być może nawet rekordowej, wyższej niż pięć lat temu – rozstrzygnięcie będzie na korzyść Trzaskowskiego. Chociaż różnica może być niewielka.

W pewnym momencie wydawało się, że Nawrocki może przegrać walkę o drugą turę ze Sławomirem Mentzenem. Dziś to już chyba nierealne.

- Mentzen definitywnie stracił szanse na drugą turę. Dopadła go klątwa Korwina, bo Janusz Korwin-Mikke zawsze na koniec kampanii, nawet jak już dobrze szło, potrafił zrobić coś, po czym notowania czy to Unii Polityki Realnej, czy Konfederacji radykalnie spadały. A to zwyzywał kobiety, a to zaatakował niepełnosprawne dziecko, a to coś innego wywinął.

Sławomir Mentzen zrobił dokładnie to samo. Nazwanie gwałtu "pewną nieprzyjemnością" to skrajny brak empatii. Opowiadanie o płatnych studiach, co uderza w interes tego najtwardszego konfederackiego elektoratu, czyli młodzieży, było dyskwalifikujące. Dlatego o drugiej turze dla Mentzena możemy już mówić tylko w czasie przeszłym.

Nawrocki zyskał kosztem Mentzena, kandydaci koalicji kosztem Trzaskowskiego.

- To efekt tego, że obecnie w Polsce nie mamy jednego społeczeństwa tylko dwa subspołeczeństwa, które głosują na zupełnie innych kandydatów. Jedni na prawicę, czyli PiS i Konfederację, drudzy na partie szeroko pojętego bloku demokratycznego. Te przepływy, które aktualnie oglądamy, zmiany poparcia odbywają w ramach tych bloków, ale już nie pomiędzy nimi. Jak słabnie Trzaskowski, to słabnie na korzyść kandydatów, kandydatek Lewicy, na korzyść Hołowni. Jeśli zyskuje Nawrocki, to kosztem Mentzena.

Fot.

Kandydat Konfederacji już nie odrobi straty?

- Nie. Oprócz tego słynnego wywiadu w Kanale Zero Mentzen ewidentnie nie radzi sobie w debatach. W zasadzie nie wiadomo, które mu bardziej szkodzą - czy te, na których się nie pojawia, czy te, na których się pojawia i powtarza w kółko to samo jak katarynka.

Nie współczuję Konfederacji i Mentzenowi, bo to cały czas formacja prezentująca niebezpieczne poglądy. Wystarczy spojrzeć na reakcję Krzysztofa Bosaka. On nie krytykował samej treści wypowiedzi Mentzena na temat gwałtu tylko to, że w ogóle się pojawiła. Tymczasem tematów aborcyjnych miało w kampanii nie być. To jakby uczeń wstydził się nie tego, że ściągał, ale tego, że go złapano na ściąganiu. To jest niebezpieczne, bo za którymś razem w Konfederacji takich szkolnych błędów nie popełnią.

Co więcej, nadal, przynajmniej teoretycznie, ta partia jest w komfortowej sytuacji. Jeżeli utrzyma wysokie notowania, to w kolejnych wyborach parlamentarnych może być czynnikiem decydującym. Bez niej nie będzie się dało stworzyć koalicji rządowej, niezależnie od tego, czy miałaby rządzić z PiS-em, czy z Koalicją Obywatelską.

Czyli druga tura będzie pojedynkiem Trzaskowskiego z Nawrockim. A kto zajmie miejsce na podium? Czy marszałek Szymon Hołownia ma szansę? W debatach radzi sobie bardzo dobrze.

- Debaty pokazały, że on się dobrze w nich czuje, zyskuje na nich. To sprawia, że może jeszcze wyprzedzić Mentena. Niedawno ta różnica była na tyle duża, że wydawało się to nierealne. Teraz to się zmieniło. Ostatnie dni Szymon Hołownia powinien wykorzystać na zniwelowanie dystansu do Mentzena. Natomiast jeśli miałbym prognozować, to uważam, że mijanki nie będzie. Sławomir Mentzen dowiezie to trzecie miejsce.

Podobnie jak wynik Mentzena wpłynie na notowania Konfederacji, tak wynik Hołowni będzie miał znaczenie dla losu Polski 2050.

- W mojej ocenie w pewnym momencie marszałek Sejmu po prostu "przefajnował", nie wyczuł granicy, trochę stał się człowiekiem memem i przestał być traktowany poważnie. Między innymi stąd spadki notowań Polski 2050. Dziś Hołowni pomagają dwie rzeczy. Jedną jest to, że ma nóż na gardle, walczy o polityczne przetrwanie, nie tylko swoje, ale i swojej formacji. Po drugie kampania weszła w fazę debat telewizyjnych, a ten format niesamowicie sprzyja Hołowni. On jest ewidentnie zwierzęciem medialnym. Widać, że czuje się tam jak ryba w wodzie. Jest swobodny, w swoim żywiole. Na tym może zyskiwać punkty procentowe i wychodzić z kryzysu wizerunkowego.

W niedzielę Karola Nawrockiego poparł prezydent Andrzej Duda, choć jeszcze kilka tygodni temu mówił, że nie poprze nikogo. Pewnie dla obserwatorów polityki nie jest to gigantyczne zaskoczenie. Czy ten gest może spowodować duży wzrost poparcia Nawrockiego?

- To, że Andrzej Duda jest prezydentem jednej partii, wiemy od dawna. Chyba nikt nie miał złudzeń, kogo poprze. Jest to na pewno sygnał dla elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, który mógł takiego wskazania oczekiwać. Nawrocki przez całą kampanię miał niższe niż poparcie, niż wynosi poparcie dla partii. Widać było, że część wyborców PiS-u nie uznawała go za swojego kandydata. Dlatego należy się spodziewać, że notowania Nawrockiego wzrosną.

Dlaczego prezydent z udzieleniem tego wsparcia czekał tak długo?

- To element racjonalnej strategii wyczekiwania. Andrzej Duda się nie spieszył, spokojnie obserwował sondaże. Pamiętamy przecież, że jeszcze niedawno Nawrocki i Mentzen szli łeb w łeb. Mijanka była całkiem realna. Wskazywanie kandydata wtedy byłoby nierozsądne, bo co gdyby wyniki sondażowe teraz były inne i pewniakiem na drugą turę byłby Mentzen? Wtedy trzeba byłoby się umizgiwać do elektoratu Konfederacji.

W momencie, kiedy Mentzen zaliczył serię potknięć i duże spadki, sprawa się rozstrzygnęła. Teraz w strategii wyborczej PiS chodzi o to, żeby Nawrocki wygrał. Wszystkie ręce na pokład i popieramy Nawrockiego.

Dużo rozmawiamy o Nawrockim i Menzenie, a niewiele o Rafale Trzaskowskim. Przez długi czas był zdecydowanym liderem, ale jego kampania była dość letnia. W debatach albo nie uczestniczył albo wypadał słabo. Co w ostatnich tygodniach powinien zrobić sztab Trzaskowskiego, aby kandydat KO wygrał pierwszą turę?

- Nie dać się zaskoczyć żadnym zgranym chwytem i nie unikać konfrontacji z rywalami nawet na nieprzyjaznym gruncie. Ludzie muszą zobaczyć, że się nie boi, radzi sobie i wygrywa.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET