Nawrocki "spłacał polityczny dług". Po co prezydentowi wizyta na CPAC?
Karol Nawrocki wystąpił na konferencji CPAC w Teksasie, gdzie ostro wypowiadał się na temat Rosji, a jednocześnie mocno chwalił Donalda Trumpa nieobecnego na samym wydarzeniu. Czy wizyta polskiego prezydenta na ideologicznej imprezie amerykańskiej prawicy przysłuży się polskiej racji stanu, czy raczej stanowi formę spłaty politycznego długu ze strony głowy państwa?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak CPAC stało się narzędziem wpływu polityki Donalda Trumpa.
- Dlaczego udział Karola Nawrockiego w CPAC jest formą "spłaty politycznego długu".
- Co prezydent podkreślił w swoim wystąpieniu na CPAC.
- Które nowo powstające ruchy mogą wpłynąć na amerykańską prawicę po erze Trumpa.
Nawrocki na CPAC. "Osobiste narzędzie Trumpa"
Karol Nawrocki zakończył właśnie kolejną wizytę w Stanach Zjednoczonych. Tym razem polski prezydent nie gościł jednak w Waszyngtonie czy Nowym Jorku, nie spotkał się również z żadnym z najważniejszych amerykańskich oficjeli – ani prezydentem Donaldem Trumpem, ani jego zastępcą JD Vance’em, ani sekretarzem stanu Marco Rubio. Głównym punktem wyjazdu był udział w Konferencji Konserwatywnej Akcji Politycznej (CPAC). To wydarzenie, któremu w ostatnich latach nadano sporą rangę międzynarodową. To oczywiście nie ta renoma, co konferencja bezpieczeństwa w Monachium czy forum w szwajcarskim Davos, jednak i tak od kilku lat każdego roku w konkretnym miejscu w USA bądź Europie (CPAC jest już rodzajem "eventowej" franczyzy) gromadzą się najważniejsi politycy (również w randze przywódców), działacze i ideolodzy związani ze środowiskami populistycznej prawicy.
W Ameryce to przede wszystkim zwolennicy Trumpa skupieni wokół ruchu MAGA. Jak podkreśla w rozmowie z RadioZET.pl politolożka i amerykanistka Magdalena Górnicka-Partyka, sam format istnieje już od lat 70., ale na nowy poziom wszedł za czasów obecnego prezydenta USA. - CPAC stało się takim jego osobistym narzędziem budowania wpływu MAGA jako synonimu Partii Republikańskiej. Trump testował tam różne przekazy i narracje, które później wykorzystywał w kampanii. Ale CPAC pod egidą Trumpa miało również ambicję stać czymś w rodzaju konserwatywnej międzynarodówki. Stąd właśnie eksport tego formatu na cały świat. To scena, na której można było zrobić międzynarodową karierę, jeśli chodzi o ruch konserwatywny – tłumaczy.
Za granicą z CPAC sympatyzują tacy liderzy, jak premier Węgier Viktor Orban czy prezydent Argentyny Javier Millei. Szczególnie ten pierwszy, którego wystąpienie w 2022 roku stanowiło dla niego trampolinę do kariery w ramach globalnej prawicy, stał się – jak mówi nasza rozmówczyni - "faworytem MAGA i swoistym pasem transmisyjnym interesów trumpizmu w Europie." Przypomniała także, że zgodnie z najnowszą strategią bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych celem administracji w Waszyngtonie ma być wspieranie patriotyczno-prawicowch partii w Europie, które mają rozsadzać od środka Unię Europejską.
Nawrocki "spłaca polityczny dług"
Event ten odegrał również istotną rolę w zeszłorocznej kampanii prezydenckiej w Polsce. Jego pozaamerykańska edycja odbyła się pod koniec maja – tuż przed II turą wyborów - w podrzeszowskiej Jasionce, gdzie ówczesna szefowa Departamentu bezpieczeństwa USA Kristi Noem wprost poparła Nawrockiego. Nic więc dziwnego, że prezydent czuje emocjonalną więź z tą marką i postanowił zaszczycić swoją obecnością kolejną imprezę pod tym szyldem. - To pewna forma spłaty politycznego długu, odwdzięczenia się za tamto poparcie. Nawrocki prawdopodobnie uważa, że dzięki poparciu Amerykanów i samego Trumpa wygrał rok temu wybory. Ponadto może prezentować się jako taka przeciwwaga dla aktualnego rządu Donalda Tuska, który jest postrzegany jako bardziej proeuropejski. On ma być tym proamerykańskim skrzydłem w polskiej polityce – ocenia Górnicka-Partyka, zauważając, że „plecy” zza Oceanu sprawiają, że prezydent jest graczem dużo cięższej wagi w wewnętrznej polityce, niż byłby bez wsparcia Waszyngtonu.
Tym razem Nawrocki był jednak "rodzynkiem" na sali jednego luksusowych hoteli w Teksasie. Wystąpił tam bowiem jako jedyna urzędująca głowa państwa. W swoim przemówieniu mocno akcentował temat Rosji jako egzystencjalnego zagrożenia dla Europy, zwłaszcza środkowo-wschodniej. Podkreślił też potrzebę wspólnego działania państw demokratycznych przeciwko reżimom autorytarnym. Jednocześnie gorąco wychwalał samego amerykańskiego prezydenta, nazywając go "wielkim wojownikiem" (co w kontekście inwazji na Iran budzi jednak dwuznaczne skojarzenia) i przypominając – jego zdaniem - "jedną z najlepszych mów wygłoszonych w naszym kraju przez zagranicznego przywódcę”.
Chodzi o słynne wystąpienie na Placu Krasińskich w Warszawie w lipcu 2017 roku w trakcie jedynej jak dotąd prezydenckiej podróży Trumpa do Polski. Nawrocki zaznaczył też, że "świat potrzebuje więcej takich liderów jak Trump". - O nim nie można mówić inaczej niż w samych superlatywach, zwłaszcza jak się jest jego "protegowanym", więc nie spodziewałam się tutaj niczego niczego innego – komentuje politolożka. Sam zainteresowany nie przysłuchiwał się jednak słowom swojego odpowiednika znad Wisły. Nie zaszczycił bowiem swoją obecności teksańskiego CPAC, preferując w tym samym czasie grę w golfa w swojej posiadłości na Florydzie.
Ważne słowa prezydenta na temat Rosji. Czy trafią do zwolenników MAGA?
Zdaniem ekspertki bardzo ważne było natomiast w mowie Nawrockiego podkreślenie tego, jak agresywnym reżimem jest Rosja. Ruch MAGA niekoniecznie bowiem podziela strach Europy przed imperialnymi dążeniami Władimira Putina. Dla nich dyktator z Kremla, z którym Trump w sierpniu zeszłego roku ściskał dłonie na Alasce, to przywódca jak każdy inny. Nie mówiąc już o tym, że duża część elektoratu amerykańskich Republikanów to izolacjoniści niechętni operacjom wojskowym poza Ameryką i nierozumiejący sensu takich organizacji jak NATO opierających się na wsparciu i obronie sojuszników żyjących tysiące kilometrów od USA.
Czy w takim razie w interesie naszego kraju leży to, żeby prezydent Polski występował na takich właśnie mocno zideologizowanych wydarzeniach? - To jest zdecydowanie bardziej w interesie budowania jego osobistego wizerunku, natomiast nie wykluczam, że jakoś może to wpływać na pozycję Polski. Na pewno warto za każdym razem, kiedy spotyka się z przedstawicielami amerykańskiej prawicy, mówić o tym, jaka jest Rosja, a Polacy wiedzą o tym chyba najlepiej. Natomiast przekaz ten wybrzmiał niestety bez odpowiedniego kontekstu, bo trudno być antyrosyjskim i antyukraińskim - odpowiada Górnicka-Partyka.
I dodaje: - Amerykanie patrzą na konflikt w Ukrainie w sposób czarno-biały: jeśli nie popiera się Rosji, to popiera się Ukrainę. Tutaj trochę zabrakło tego tego aspektu, dlaczego Ukraina jest istotna z punktu widzenia amerykańskiego bezpieczeństwa. Myślę, że obecnych na CPAC w większości absolutnie nie interesuje bezpieczeństwo Europy jako takiej, skoro Trump cały czas powtarza, że Europa jest niewdzięczna i nie bierze odpowiedzialności za swoje bezpieczeństwo. W jej opinii forsując tezy na temat Rosji, należy podkreślać, jakim zagrożeniem jest ona także dla światowej dominacji Amerykanów, choćby z uwagi na współpracę z Chinami, uważanymi przez zaplecze obecnego prezydenta za państwo jednoznacznie wrogie USA.
Co po Trumpie? Czy prezydent USA reprezentuje "ruch schyłkowy"?
Na koniec Górnicka-Partyka przypomina, że w grudniu w Phoenix w Arizonie odbyło się podobne wydarzenie, tym razem pod auspicjami organizacji Turning Point, założonej przez zastrzelonego trzy miesiące wcześniej prawicowego influencera Charliego Kirka. Tam gościły "pierwszoligowe" gwiazdy republikańskiego establishmentu – wiceprezydent Vance, spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson czy popularni konserwatywni komentatorzy, jak Tucker Carlson czy Ben Shapiro. Zdaniem ekspertki to tam, a niekoniecznie na CPAC, bije teraz serce amerykańskiej prawicy, która – być może – już szuka pomysłu na siebie po przyszłym odejściu Trumpa z polityki i możliwych porażkach w listopadowych wyborach "połówkowych" do Kongresu i Senatu czy prezydenckich w 2028 roku.
- To może być ogromny problem dla polskiej prawicy czy środowiska związanego z prezydentem Nawrockim. Czy oni mają plan na to, co przyjdzie po Trumpie? Może być tak, że stawiają na środowisko, które jest już schyłkowe, a nie patrzą na to, jakie nowe prądy i nowi liderzy własne się wykluwają – zauważa. W jej opinii jeśli PiS czy otoczenie prezydenta chcą zachować relacje z post-Trumpowską Ameryką, to powinni już nawiązywać kontakty z prawym skrzydłem MAGA. - Pamiętajmy, że są to w dużej mierze izolacjoniści, więc oni nie będą priorytetowo traktować interesów Polski. Stawianie wszystkiego na jedną kartę, czyli na Trumpa, było opłacalne politycznie, ale krótkoterminowo. Wojna w Iranie sprawia, że możliwe, iż to się już bardzo mocno chwieje i to jest chyba ten moment, zanim dojdzie do tego, że MAGA już nie będzie taka, jaka była, że ten rozłam wśród amerykańskiej prawicy będzie coraz bardziej widoczny. Nawet, jeśli Donald Trump absolutnie będzie temu zaprzeczał – podsumowuje.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET