Nerwowe liczenie głosów w Sejmie. Los projektów aborcyjnych wciąż niepewny

3 min. czytania
20.10.2026 13:15
Obserwuj nas na Google

Los dwóch projektów dotyczących aborcji pozostaje niepewny. Choć przywrócenie tzw. kompromisu aborcyjnego ma duże szanse na poparcie większości sejmowej, wątpliwości budzi projekt dekryminalizacji pomocy w przerywaniu ciąży, wobec którego zastrzeżenia zgłasza część polityków PSL.

ministra ds. równości
fot. Jacek Szydlowski / Forum

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego projekty aborcyjne napotykają problemy w Sejmie.
  • Jakie zmiany mają wprowadzić proponowane projekty aborcyjne.
  • Które organizacje planują protesty w sprawie aborcji.
  • Co premier Donald Tusk obiecał w kwestii praw aborcyjnych.

Projekty aborcyjne w Sejmie z problemami

W Sejmie toczy się debata na temat praw kobiet. Dyskusja dotyczy dwóch projektów, które mają łagodzić restrykcyjne dziś prawo aborcyjne. Pierwszy z nich ma odwrócić skutki wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku. Drugi ma znieść kary za pomoc w przerywaniu ciąży dla najbliższych. 

Wciąż nie ma jednak pewności, czy przepisy znajdą większość w parlamencie. O ile zgoda w przypadku przywrócenia kompromisu aborcyjnego jest niemal pewna - jest to bowiem projekt Trzeciej Drogi, to w kwestii dekryminalizacji mogą pojawić się przeszkody. Poważne wątpliwości ma bowiem PSL. 

- Głosowanie dotyczące ustaw aborcyjnych to jest głosowanie światopoglądowe, więc tu nigdy nie będzie dyscypliny. Tu nie ma absolutnie żadnych wytycznych. W takich sprawach każdy głosuje zgodnie z własnym sumieniem, więc wszystkiego dowiemy się dopiero po głosowaniach - powiedział Jakub Stefaniak, wiceszef KPRM z PSL. 

Czarzasty: Jak nie drzwiami, to oknem

Jednoznaczne stanowisko w sprawie ustaw aborcyjnych wyraził z kolei marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. - Ustalaliśmy, że właśnie w październiku będzie to procedowane. Bardzo zależy mi na tym, aby te przepisy znalazły większość. Jak będzie, zobaczymy. Jeżeli nie uda się wejść drzwiami, to wejdziemy oknem - mówił.

Katarzyna Kotula, pełnomocniczka rządu ds. równości z Lewicy, mówiła, że głosy koalicji będą się liczyć do ostatniej chwili. - Za nami intensywne rozmowy. Tego, jak będzie, dowiemy się wieczorem. To, na czym Lewicy zależy najbardziej, to jest częściowa dekryminalizacja pomocnictwa w aborcji - powiedziała. 

Redakcja poleca

- Niezależnie od przepisów, aborcje cały czas się dzieją. Tu różnego rodzaju organizacje wykonują tę robotę za państwo, bo nie udało nam się zmienić prawa aborcyjnego. Niestety wokół tematu aborcji są duże emocje i polaryzacja, dlatego brakuje merytorycznej dyskusji - dodała. Zapewniła też, że posłowie Lewicy są zmobilizowani do pojawienia się na sali sejmowej, bo w tym przypadku znaczenie będzie miał każdy głos. Nawet jeśli projekty zyskają poparcie większości sejmowej, wciąż nie ma pewności, czy prezydent Karol Nawrocki złoży pod nimi swój podpis. 

Aktywistki zapowiadają protesty

Rozczarowania działaniami polityków nie kryją kobiety, które przypominają, że dostęp do aborcji był jedną z obietnic premiera Donalda Tuska, która znalazła się na liście 100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów. - Uważamy, że te ustawy są zdecydowanie za małą zmianą. Aborcja nadal nie będzie legalna i dostępna dla kobiety - mówiła Julianna Łoboda z Fundacji Widzialne.

Aktywistki zapowiadają, że w 27 miastach w całej Polsce odbędą się protesty. - Przychodzimy z konkretami, na które nie możemy już czekać. Po pierwsze, żądamy, żeby rządzący uchwalili projekt legalnej aborcji do 12. tygodnia ciąży, zgodnie z założeniami 100 konkretów. Po drugie, żądamy całkowitego usunięcia art. 152 z Kodeksu karnego, tak aby lekarze czy pielęgniarki nie byli karani za respektowanie praw kobiet. Żądamy też, aby każda kobieta w Polsce mogła otrzymać tabletkę „dzień po" - mówiła Dominika Lasota z Inicjatywy Wschód. 

Agnieszka Czerederecka z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet przypomniała strajk z 8 marca 2017 roku. - Wtedy pokazywałyśmy PiS-owi czerwoną kartkę. W najczarniejszych snach nie wyobrażałam sobie, że po 10 latach przyjdzie mi pokazać czerwoną kartkę rządowi, na który same głosowałyśmy - dodała. 

- Po 10 latach kolejne pokolenie kobiet musi wychodzić na ulice i domagać się swoich praw. Panie premierze, obiecał pan kobietom coś bardzo ważnego. Macie państwo tylko rok, aby dotrzymać tej obietnicy. My, oszukane kobiety, bywamy bardzo pamiętliwe. Mam nadzieję, że nie będzie się musiał pan, panie premierze, przekonać o tym przy urnach wyborczych za rok - powiedziała. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET