Romanowski w Naddniestrzu? Ekspert ostrzega. „Pamiętajmy, że on ma olbrzymią wiedzę”
Czy Marcin Romanowski faktycznie przebywa w Naddniestrzu? Nie ma co do tego pewności, ale fakt, iż o byłym wiceministrze sprawiedliwości mówi się w kontekście kontrolowanej przez Rosję separatystycznej republiki może być ogromnym ciężarem wizerunkowym dla PiS. W rozmowie z RadioZET.pl prof. Szymon Ossowski z UAM tłumaczy, dlaczego największa partia opozycyjna straci przez Romanowskiego i co w tej sprawie może być niebezpieczne z punktu widzenia państwa.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Marcin Romanowski wystąpił o list żelazny.
- Jakie są konsekwencje wizerunkowe dla PiS z powodu pobytu Romanowskiego w Naddniestrzu.
- Co sprawia, że Romanowski jest ważną postacią dla PiS.
- Dlaczego pobyt Romanowskiego w Naddniestrzu jest problematyczny dla PiS.
Marcin Romanowski w Naddniestrzu? Nowe doniesienia ws. b. ministra
12 sierpnia do Sądu Okręgowego w Warszawie wpłynął wniosek posła PiS i byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego o wydanie listu żelaznego. Z dokumentu wynika, iż został on nadany w Tyraspolu na terenie Naddniestrza - separatystycznego regionu Mołdawii nieuznawanego za państwo i znajdującego się pod silnym wpływem Kremla. Romanowski oświadczył, że stawi się do sądu lub do prokuratora w oznaczonym terminie pod warunkiem odpowiadania z wolnej stopy. Polskie organy ścigania mają na ten moment związane ręce. Mołdawskie władze – z którymi Warszawa pozostaje w relacjach - sprawują bowiem tylko formalną jurysdykcję nad tym terytorium. Nie ma też na ten moment oficjalnego potwierdzenia, że nadany do Polski list faktycznie jest autorstwa byłego wiceministra i że rzeczywiście przebywa on w Naddniestrzu.
Jedno jest pewne: to nie przysłuży się głównej sile opozycyjnej. Sytuacja, w której były wiceminister sprawiedliwości, nad którym ciążą zarzuty o nadużycia finansowe ws. Funduszu Sprawiedliwości, miałby przebywać na terenie de facto kontrolowanym przez Rosję może być dla PiS wyjątkowym obciążeniem wizerunkowym. Taką ocenę sytuacji przedstawia w rozmowie z RadioZET.pl prof. Szymon Ossowski z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. - Jeśli ten doniesienia się potwierdzą, to będzie duży kłopot dla PiS. Nie da się wytłumaczyć ani obronić tego, że ich polityk przebywa na terytorium kontrolowanym przez Kreml – przyznaje. Zwraca przy tym uwagę na przypadek Mariusz Kamińskiego i Macieja Wąsika, którzy na przełomie 2023 i 2024 byli aresztowani po decyzji sądu, skazującego prawomocnie posłów PiS.
- Oni nie uciekli z kraju, byli więzieni, potem zostali ułaskawieni. Mogli przedstawiać się jako ofiary „reżimu Tuska”, prowadzić narrację, że władza „atakuje polityków opozycji”. Można było zbudował wokół tego całą akcję PR-ową. PiS wtedy na tym za bardzo nie straciło, a w swoim elektoracie wręcz ugruntowało swoją pozycję, bo o Wąsiku i Kamińskim mówiło się jako odważnych – podkreśla, przypominając, że temat po kilku miesiącach przycichł, a obaj byli ministrowie ostatecznie trafili do Europarlamentu. Jego zdaniem z Romanowskiego ani Zbigniewa Ziobry, czyli jego dawnego przełożonego w resorcie sprawiedliwości, nie da się zrobić „medialnych męczenników”.
- Przypadek Ziobry to jeszcze pół biedy, bo uciekł do Stanów Zjednoczonych, naszego sojusznika. Ale już sam fakt ucieczki pokazuje, że obaj nie mieli odwagi. Badania opinii publicznej dość jasno pokazują, że także część zwolenników PiS ocenia negatywnie, że uciekli przed wymiarem sprawiedliwości. Nawet jeśli uważają, że w Polsce nie mogliby liczyć na uczciwy proces – zaznacza Ossowski. Według niego widać już proces odżegnywania się i odcinania od Romanowskiego ze strony polityków prawicy, choćby członków „Rozwój Plus” Mateusza Morawieckiego. Ale na krytykę byłego wiceszefa MS pozwolił sobie również Przemysław Czarnek. Kandydat Nowogrodzkiej na premiera stwierdził, że choć nie ma pewności, że Romanowski na 100 proc. przebywa w Naddniestrzu to, gdyby fakt ten został potwierdzony, byłoby to „przekroczenie pewnej linii”.
Romanowski może dużo wiedzieć? Ekspert ostrzega
- Pamiętajmy o jeszcze jednej rzeczy. Romanowski to były wiceminister sprawiedliwości. On ma olbrzymią wiedzę na temat funkcjonowania państwa i może przecież przekazywać różnym podmiotom niejawne informacje – zauważył politolog. Zwrócił także uwagę na aspekt związany z przynależnością posła do PiS. Wciąż nie został on bowiem usunięty z szeregów formacji Jarosława Kaczyńskiego. - Mateusza Morawieckiego wyrzucono, a Romanowskiego nie, bo ponoć nie złamał statutu. Jakby chcieli go usunąć z PiS, to by to zrobili, wystarczyłaby jedna decyzja prezesa. Ale być może wniosek z tego nasuwa się taki, że on jest zbyt ważny i za dużo wie – przyznaje Ossowski. Zdaniem eksperta Romanowskiemu i Ziobrze oraz samemu PiS pomogłoby, gdyby obaj politycy wrócili do Polski i próbowali dowodzić swoich racji przed polskimi sądami.
Czy to, że były wiceminister wymyka się polskim organom ścigania [przypomnijmy, że od 2024 roku przebywa poza Polską, pod koniec tamtego roku otrzymał azyl na Węgrzech – red.] może zaszkodzić wizerunkowo także rządzącym, ośmieszając ideę rozliczeń poprzedniej władzy, co było przecież jednym z fundamentalnych postulatów przedwyborczych w 2023 roku? - Ogólnie to rozliczenia rządów PiS są porażką. Byłyby zwycięstwem, gdyby kończyły się przed sądem. Natomiast sam fakt, że Romanowski ucieka, nie musi działać na szkodę rządzących. Pamiętajmy, że mamy w Europie otwarte granice, on korzystał ze strefy Schengen, mógł się swobodnie przemieszczać. Poza tym, to zawsze może być wytłumaczenie, dlaczego nie można Romanowskiego i Ziobry rozliczyć. Nie można, bo nie ma ich w kraju, więc nie można ich np. przesłuchać. W niektórych przypadkach politycznie można gonić króliczka, zamiast chcieć go złapać – podsumowuje rozmówca RadioZET.pl.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET