Wybory, mandaty i polityczna burza. Sejm ponownie zajmie się sporną ustawą
Sejm wraca do prac nad nowelizacją kodeksu wyborczego, która ma dostosować liczbę mandatów poselskich do zmian demograficznych. Według PKW obecne przepisy, oparte na danych sprzed kilkunastu lat, mogą naruszać zasadę równości głosów w wyborach.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie zmiany proponuje nowelizacja kodeksu wyborczego.
- Dlaczego obecne przepisy naruszają prawo wyborcze.
- Co argumentuje marszałek Sejmu w kwestii podziału mandatów.
- Które kwestie budzą kontrowersje w sprawie nowelizacji.
Drugie podejście do nowelizacji kodeksu wyborczego
Sejm ponownie zajmie się nowelizacją kodeksu wyborczego. Sprawa jest pilna, bo - jak argumentuje w piśmie do marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego szef PKW Sylwester Marciak - obecne przepisy naruszają prawo wyborcze. Chodzi konkretnie o korektę liczby mandatów przypadających na poszczególne okręgi wyborcze. Przypomnijmy, że pierwsza próba zmian została zawetowana przez prezydenta Karola Nawrockiego.
Nowelizacja kodeksu wyborczego jest niezbędna z uwagi na zmieniającą się sytuację demograficzną. Obecny podział mandatów opiera się na danych z 2011 roku, a te są już w znacznym stopniu nieaktualne. To z kolei oznacza, że przy wyborach parlamentarnych naruszona może być zasada proporcjonalności.
- Uważamy, że okręgi mandatowe powinny być dostosowane do liczby ludności. Tam, gdzie ludzi jest mniej, trzeba ten mandat zabrać, a w odwrotnej sytuacji go dołożyć. W tej sprawie nie ma żadnej wielkiej polityki, nie ma żadnego haczyka. To jest kwestia uczciwości i tego, żeby głos każdego obywatela i obywatelki ważył tyle samo - ocenia marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty.
Sejm przekaże kompetencje PKW?
Mariusz Witczak z Koalicji Obywatelskiej przypomina, że Państwowa Komisja Wyborcza co cztery lata - na rok przed wyborami - ma obowiązek przygotować raport będący wyciągiem z rejestru wyborców. - Celem jest przypisanie odpowiedniej liczby mandatów do liczby ludności. - To wynika z twardych danych. Tutaj nikt nie ma nic do grzebania, nie ma przestrzeni, żeby ktokolwiek uznaniowo cokolwiek wpisywał - mówi.
- My cały czas stoimy na stanowisku, żeby przekazać kompetencje Państwowej Komisji Wyborczej. Niemniej jednak, jeśli prezydent zdecyduje się to zawetować, mamy jeszcze trzeci krok, czyli uchwalenie załącznika. Wetowanie załącznika ma charakter absurdalny - dodaje.
„Próba załatwienia wyborów przy zielonym stoliku"
Odmienne spojrzenie na sprawę prezentuje Zbigniew Kuźmiuk z Prawa i Sprawiedliwości. Jak twierdzi, w pierwszym, zawetowanym przez Karola Nawrockiego, projekcie znalazły się „zapisy uderzające w wybory". - Odnoszę wrażenie, i prezydent to jasno powiedział, że to jest próba załatwienia wyborów przy zielonym stoliku - ocenia.
- Koalicja zna sondaże. Dobrze byłoby, żeby na rok przed wyborami rządzący już niczego nie poprawiali. Jeszcze raz powtórzę, że w ustawie były zapisy godzące w wybory. Dlatego została zawetowana przez prezydenta - dodaje parlamentarzysta.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET