Wybory prezydenckie w Polsce zagrożone? “Im bliżej, tym większe tego prawdopodobieństwo”
W Rumunii oficjalnie rusza kampania prezydencka. Poprzednie wybory unieważniono z powodu zewnętrznych wpływów na wynik. Czy proces wyboru prezydenta Polski również jest zagrożony? - Im bliżej wyborów, tym większe prawdopodobieństwo występowania takich zagrożeń - komentuje w rozmowie z RadioZET.pl Julian Dobrowolski, ekspert Fundacji INFO OPS Polska.
W piątek, 4 kwietnia, oficjalnie ruszyła kampania wyborcza kandydatów na prezydenta w Rumunii. Powtórzone wybory odbędą się 4 maja. W grudniu zeszłego roku rumuński sąd konstytucyjny unieważnił pierwszą turę wyborów i nakazał powtórzenie całego procesu wyborczego. Powodem decyzji były ustalenia służb wywiadowczych, które wskazywały na wpływ zewnętrznego “aktora państwowego” na przebieg wyborów.
Niespodziewany zwycięzca pierwszej tury wyborów skrajnie prawicowy Călin Georgescu złamał zasadę równości wyborów przez prowadzenie nieuczciwej i nielegalnej kampanii na Ti kToku. - Doszło do ingerencji w proces wyborczy. Materiały wyborcze publikowane na TikToku nie były odpowiednio oznaczone, co jest złamaniem rumuńskiego prawa - wyjaśnia Julian Dobrowolski, ekspert Fundacji INFO OPS Polska.
Polska podzieli los Rumunii?
Rumuńskie służby zdobyły dowody na to, że w proces ingerencji w wybory było zaangażowanych ponad 25 tys. kont na TikToku, które zaczęły publikować posty promujące Georgescu zaledwie dwa tygodnie przed wyborami. Dzięki temu skazywany od początku na porażkę skrajnie prawicowy kandydat niespodziewanie wygrał pierwszą turę, zdobywając 22,94 proc. głosów. Popularność na TikToku w dużej mierze zawdzięczał automatom, które manipulowały algorytmami platformy społecznościowej i zwiększały zasięg postów promujących jego kandydaturę.
Czy podobny scenariusz grozi Polsce? Czy atak hakerski na system teleinformatyczny Platformy Obywatelskiej jest sygnałem, że obce służby chcą wywierać wpływ na wynik wyborów prezydenckich w Polsce? - Na ten moment nie ma dowodów na to, że jest to działanie bezpośrednio związane z procesem wyborczym. Mamy przecież przykłady analogicznych działań, które odbywały się nie w trakcie wyborów, czy tuż przed nimi, ale w innych okresach - wyjaśnia Dobrowolski. Podkreśla jednak, że trzeba polegać na informacjach, które posiada premier Donald Tusk. Zdaniem szefa rządu doszło do ingerencji w proces wyborczy.
“Cyberatak na system informatyczny Platformy. Zaczęła się obca ingerencja w wybory. Służby wskazują na wschodni ślad” - napisał w środę, 2 kwietnia, na platformie X Donald Tusk.
Wybory prezydenckie w Polsce. “Obcy ‘aktorzy’ będą próbowali wpływać na wybory”
Dobrowolski przestrzega, że problem z ingerencją wpływu obcych służb na proces wyborczy w demokratycznych krajach jest coraz większy. Nie tylko Rumunia musiała się z nim zmierzyć. Wcześniej do podobnych sytuacji dochodziło np. w Niemczech. - Obcy “aktorzy” będą próbowali wpływać na proces wyborczy przez publikację fałszywych informacji, tzw. fake newsy. Mogą dokonywać amplifikacji już istniejących informacji, które będą sprzyjały jednej lub drugiej partii politycznej, czy też narracjom mającym wpływ na polskie społeczeństwo - tłumaczy ekspert z Fundacji INFO OPS Polska.
Według Dobrowolskiego w demaskowaniu wpływu obcych “aktorów” - czyli wszystkich podmiotów, które sieją dezinformację i propagandę, np. na rzecz obcego państwa - nie należy kierować się wyłącznie tym, czy narracja sprzyja danym grupom, które stoją za działaniami dezinformacyjnymi czy propagandowymi.
- Nie jest ważne, co będzie wykorzystywane w celu manipulacji społeczeństwem. Ważne, żeby prowadziło to do polaryzacji społecznej. Możemy sobie wyobrazić sytuację, w której “aktor” zewnętrzny będzie wzmacniał narracje, które sprzyjają jednemu z przeciwnych sobie ugrupowań politycznych tylko po to, żeby wzmocnić polaryzację społeczną - podkreśla Dobrowolski.
Jak dotąd nie widać w Polsce działań dezinformacyjnych i propagandowych podobnych do tych, które miały miejsce w Rumunii. Co nie oznacza, że ten problem może się już nie pojawić. - Im bliżej wyborów, tym większe prawdopodobieństwo występowania tych zagrożeń. Tak prawdę dziś jesteśmy całkiem daleko od wyborów z perspektywy prowadzenia działań dezinformacyjnych i propagandowych. One mogą być najintensywniejsze w krótkim okresie przed pierwszą turą, ale też pomiędzy pierwszą a drugą turą - mówi Dobrowolski.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET