`

Człowiek Trumpa od brudnej roboty. Dlaczego J. D. Vance tak nienawidzi Europy?

7 min. czytania
28.03.2025 10:28
Obserwuj nas na Google

J. D. Vance od początku swojej wiceprezydentury szokuje kontrowersyjnymi wypowiedziami na temat Europy czy wojny w Ukrainie. To element politycznej gry? Wiadomości, które wiceprezydent wymieniał z szefem Pentagonu na Signalu rozwiewają jednak wszystkie wątpliwości. 

fot. REBECCA DROKE/AFP/East News
  • J. D. Vance atakuje Europę. Krytycznie odnosi się do prezydenta Zełenskiego.
  • Vance porównuje kraje europejskie do ZSRR z czasów zimnej wojny.
  • Trump widzi Vance’a jako człowieka do realizacji trudnych zadań.

J. D. Vance już w kampanii wyborczej nie ukrywał braku sympatii do Europy. Jego wypowiedzi traktowane były jednak z przymrużeniem oka. Trwał wyścig prezydencki, a w Stanach Zjednoczonych to wielkie show, w którym nie owija się w bawełnę.  

Największy sprawdzian poglądów na politykę międzynarodową przyszedł, gdy pełnił już rolę wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych. 14 lutego 2025 roku na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa J. D. Vance w swoim przemówieniu zaatakował Europejczyków.  

Redakcja poleca

“Zagrożenie, o które najbardziej się martwię w kontekście Europy, to nie Rosja, to nie Chiny, to nie żaden inny zewnętrzny aktor. To, o co najbardziej się martwię, to zagrożenie z wewnątrz, odwrót Europy od niektórych z jej najbardziej podstawowych wartości, wartości dzielonych ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki” - wygłosił. 

Wiceprezydent, który szkodzi wizerunkowi USA 

Vance, ku zdumieniu słuchaczy, zamiast mówić o zagrożeniu, jakim jest Rosja, wskazywał na ograniczenia wolności słowa w Niemczech czy Szwecji. To jego zdaniem miała być największa bolączka Europy. Szokujące wypowiedzi, w których porównywał Związek Radziecki z czasów Zimnej Wojny do krajów europejskich, momentalnie trafiły na pierwsze strony gazet.  

Postawa Vance’a w Monachium, a także późniejsze wypowiedzi podważające lojalność Danii jako sojusznika, rozwiały nadzieje tych, którzy liczyli, że nieopierzony polityk dorośnie do sprawowanej funkcji w amerykańskim rządzie. - Vance był znany jako autor powieści (“Elegia bidoków” - przyp. red) i w związku z tym wiele osób uważało, że to będzie ktoś znacznie bardziej wyrafinowany. Okazało się jednak, że jest dosyć bezwzględnym politykiem, który szkodzi wizerunkowi Stanów Zjednoczonych - tłumaczy amerykanista profesor Tomasz Płudowski.   

Negatywny wizerunek wiceprezydenta USA na arenie międzynarodowej nie przeszkadza jednak Donaldowi Trumpowi. 40-letni Republikanin wpisuje się w jego wizję. Sam J.D. Vance również nie przejmuje się krytyką największych przywódców Europy, która spadła na niego po monachijskiej konferencji. Być może zadziałała na niego jak płachta na byka. Kolejny skandal z udziałem J. D. Vance wybuchł w najmniej oczekiwanym miejscu i momencie.  

Pod koniec lutego Wołodymyr Zełenski spotkał się w Gabinecie Owalnym z Donaldem Trumpem. Prezydenci mieli podpisać umowę o partnerstwie w wydobywaniu zasobów naturalnych Ukrainy. W trakcie rozmowy przed telewizyjnymi kamerami doszło do ostrej wymiany zdań. J. D. Vance zarzucił Zełenskiemu, że nie jest wdzięczny Trumpowi za to, że chce zakończyć wojnę.  

Redakcja poleca

“Panie Prezydencie, z całym szacunkiem, uważam, że to brak szacunku z pana strony, by przychodzić do Gabinetu Owalnego i roztrząsać to publicznie przed amerykańskimi mediami” - zwrócił się Vance do Zełenskiego i dodał: “Powinien pan dziękować prezydentowi za próbę zakończenia tego konfliktu”. 

Zełenski próbował odpowiedzieć wiceprezydentowi USA, ale do kłótni włączył się sam Trump. Ostatecznie prezydent Ukrainy opuścił Biały Dom bez podpisania umowy. Donald Trump żegnając się z dziennikarzami, podsumował spotkanie, mówiąc: “to będzie świetne telewizyjne show”. 

- Trump i Vance chcą osiągać swoje cele, nie bacząc na sposób czy konsekwencje swoich działań. Komunikują się jak w męskiej szatni. Wychowywali się w zupełnie innych czasach i po prostu w innym otoczeniu medialnym. Nie należą do sfery dyplomacji, czy ludzi nauki - wyjaśnia Płudowski. 

J. D. Vance. Człowiek od brudnej roboty 

J. D. Vance agresywnie komunikuje się w sprawach międzynarodowych, ale nie robi tego przez przyzwolenia swojego przełożonego. Donald Trump kilka tygodni po wizycie Wołodymyra Zełenskiego w Białym Domu przyznał się, że kłótnia była częścią strategii negocjacji z Ukrainą. 

“Musieliśmy zmusić Ukrainę do zrobienia tego, co słuszne. To nie była łatwa sytuacja. Widzieliście małą scenę w Gabinecie Owalnym, ale myślę, że teraz robią to, co słuszne, a my staramy się o zawieszenie broni, a następnie porozumienie pokojowe” - odkrywał kulisy skandalu Trump. 

To potwierdza, że J. D. Vance jest dla Trumpa człowiekiem od brudnej roboty. Widać to już było w czasie kampanii prezydenckiej, gdzie u boku Trumpa Vance atakował wściekle Demokratów i wchodził w konfrontację z dziennikarzami. 

-  Vance zrozumiał swoją pozycję. Ma być wypuszczany do przodu z bardzo skrajnymi wypowiedziami, żeby zobaczyć, jak reaguje świat i otoczenie. To go ustawia na przyszłość, ale niekoniecznie pozytywnie, bo od tej skrajnej polaryzacji może nastąpić kiedyś odbicie - analizuje amerykanista dr Karol Szulc. 

Zdaniem profesora Tomasza Płudowskiego zachowanie Vance’a znajduje poklask wśród wyborców nacjonalistycznych. - Oni odczytują to w ten sposób, że Vance broni swojego kraju. To jest oczywiście dosyć naiwne, bo to nie jest tak, że czym bardziej warkniemy na sąsiada, tym nasza pozycja jest lepsza, czy że mamy lepsze relacje z nim - tłumaczy ekspert. 

Ideowiec czy oportunista? Prawdziwa twarz J. D. Vance’a 

Brak sympatii Vance’a do Ukrainy to jednak nie tylko polityczna gra i wiceprezydencki obowiązek. To również jego poglądy na politykę międzynarodową. Zawsze stawiał dobrobyt Amerykanów na pierwszym miejscu. Często krytykował ówczesnego prezydenta Joe Bidena za to, że nie troszczy się wystarczająco o swoich obywateli zamieszkujących małe miasteczka i wsie.  

Sam J. D. Vance wychował się w robotniczej rodzinie w miasteczku w stanie Ohio położonym w tzw. pasie rdzy. Rejon ten charakteryzuje się wysoko rozwiniętym przemysłem ciężkim. Vance mieszkał również w appalaskim miasteczku Jackson w stanie Kentucky. Życie w amerykańskiej biedzie nakreślił w książce “Elegia dla bidoków”. Pozycja szybko stała się bestsellerem w księgarniach. J. D. udowadniał w niej, że spora część Amerykanów, żyjąca poza wielkimi miastami, straciła wiarę w American Dream. Ten proces z sukcesem wykorzystać miał w swojej kampanii wyborczej Donald Trump. 

- Jakkolwiek Vance ubarwił swoją historię w “Elegii bidoków”, to faktem jest, że przeszedł z ubogiej rodziny do establishmentu. To powoduje, że jest inny niż Trump, który wszystko dostawał od rodziny. Historia Vance’a  jest inna i dzięki niej może więcej rozumie i inaczej postrzega świat - zastanawia się dr Szulc. 

Historia życia J. D. Vance miała nieść nadzieję przeciwnikom Trumpa, że młody polityk będzie stopował szaleńcze pomysły prezydenta. W końcu nie chodziło tylko o to, że w przeciwieństwie do Trumpa miał trudny start w życiu. Vance jeszcze kilka lat temu był zagorzałym krytykiem obecnego prezydenta USA. W 2016 roku nazwał Trumpa “idiotą” i “szkodnikiem”.  

Nagle Vance zmienił zdanie o Trumpie. Stał się jego wielkim orędownikiem i jednym z najbardziej zaufanych ludzi. - Vance był “never-Trumperem”, czyli mówił, że Trump to jest najgorsze, co się mogło przydarzyć Stanom Zjednoczonym. To, że jest politycznym oportunistą, to wiedziałem. A to, że jest kłamcą? To chyba można powiedzieć o większości polityków. Vance zaczął gadać te same bzdury co Trump tylko po to, żeby mu się przypodobać - twierdzi amerykanista dr Karol Szulc.  

J. D. Vance szybko dostrzegł, że krytykowanie Donalda Trumpa to droga donikąd. Nowojorski biznesmen przyciągał coraz większy elektorat Republikanów i pożerał swoich rywali z własnego podwórka politycznego. Vance nie chciał podzielić losu Liz Cheney, która po krytyce Trumpa i głosowaniu przeciwko niemu w trakcie drugiego procesu w sprawie jego impeachmentu została wyrzucona z partii. Cheney była jedną z najbardziej prominentnych postaci wśród Republikanów, a mimo to nie przetrwała starcia z Trumpem. 

-  J.D Vance zrozumiał, że nie ma w Partii Republikańskiej alternatywy ani żadnej opozycji dla Trumpa, więc się przyłączył do niego - tłumaczy profesor Płudowski. 

Vance, mimo że urodził się w rodzinie, która nie zaznała amerykańskiego snu, to sam stał się jego uosobieniem. Ukończył prestiżowy Uniwersytet Yale. Stał się biznesmenem. Zarobił fortunę. Po drodze wypełnił obywatelski obowiązek, pełniąc służbę w piechocie morskiej. Zarówno Trump, jak i Vance to bogaci biznesmeni, ale z kompletnie inną historią i doświadczeniem życiowym. Wspólny pobyt w Białym Domu zdaje się jednak zacierać te różnice.  

- Podczas debaty kandydatów na wiceprezydentów z Timem Waltzem J. D. Vance jawił się jako poważny polityk. Wówczas wyobrażałem sobie, że on nie jest takim cynicznym i skorumpowanym - w sensie moralnym, a nie ekonomicznym - politykiem. Teraz okazuje się, że jest jednym z buldogów Trumpa, a nawet stara się być bardziej “Trumpowy” niż sam prezydent - ocenia Szulc. 

J. D. Vance. Wróg Europy w samym sercu Białego Domu 

“Trumpowość” Vance’a ma swoje potwierdzenie w poglądach na temat wojny w Ukrainie. Już jako senator często krytykował wsparcie USA dla Ukrainy i ogromne kwoty przekazywane przez Joe Bidena na pomoc wojskową. Od początku uważał, że wojna w Europie powinna zakończyć się jak najszybciej, bo zagraża bezpieczeństwu i rozwojowi Stanów Zjednoczonych. Krytykował Bidena, że zamiast powstrzymywać nielegalną imigrację, poświęca dużo uwagi Zełenskiemu. Negatywne nastawienie do prezydenta Ukrainy prezentował wielokrotnie. Trump przyznał się, że kłótnia w Gabinecie Owalnym była ustawką, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że atak Vance’a na Zełenskiego był szczery.  

Podobnie prawdziwa jest niechęć Vance’a do Europy. W przedstawieniu, jakie urządził w Monachium, można było doszukiwać się elementów politycznego show. Ujawniony przez redaktora naczelnego „The Atlantic” Jeffreya Goldberga zapis czatu z aplikacji Signal, w którym sekretarz obrony USA Pete Hegseth informował o planach ataku na Jemen, pokazuje jednak prawdziwe poglądy Vance’a. Wiceprezydent obawiał się, że ewentualny atak pomoże Europie. 

"Jeśli uważasz, że powinniśmy to zrobić, zróbmy to. Po prostu nienawidzę tego, że znów ratujemy Europę" - napisał wiceprezydent USA do Pete'a Hegsetha, szefa Pentagonu. 

W wewnętrznej rozmowie między zaufanymi współpracownikami J. D. Vance nie musiał zakładać żadnej maski. Był po prostu sobą - amerykańskim radykałem, który nienawidzi Europy. Człowiekiem, który być może zastąpi Donalda Trumpa na stanowisku prezydenta najpotężniejszego kraju na świecie. 

- Na razie Vance nie jest niezależnym bytem. Nie wiadomo, czy w ogóle zostałby wybrany w wyborach. Na pewno próbuje tymi ostrymi wypowiedziami budować swoją pozycję polityczną na przyszłość. Jest młody, nie jest nieatrakcyjny, ale na pewno odrzucający dla elit i Europejczyków - ocenia profesor Płudowski. 

Donald Trump pytany w wywiadzie dla Fox News, czy widzi J. D. Vance’a jako kandydata Republikanów w wyborach prezydenckich w 2028 roku, odpowiedział krótko: “Nie.” Prezydent wyjaśnił jednak, że jest na to jednak za wcześnie, a Vance jest bardzo zdolny.  

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET