15. rocznica zaginięcia Iwony Wieczorek. Były policjant: “Nie zbliżamy się do prawdy”

7 min. czytania
17.07.2025 06:02
Obserwuj nas na Google

- To, co się pojawia w mediach o samej Iwonie Wieczorek, jej życiu i znajomych, nie zmienia wartości dowodowej. Nie zbliża nas do sprawcy zabójstwa Iwony Wieczorek - mówi w rozmowie z RadioZET. pl inspektor Marek Dyjasz, były dyrektor Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji. 17 lipca 2010 roku 19-letnia Iwona Wieczorek zaginęła bez śladu. Prokuratura twierdzi, że została zamordowana. 

fot. Iwona Wieczorek/Facebook

Iwona Wieczorek ostatni raz była widziana w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku. Wówczas 19-letnia dziewczyna poszła ze znajomymi do sopockiego klubu. Po wyjściu z dyskoteki wracała sama do domu w Gdańsku. Zarejestrowały ją kamery monitoringu w kilku miejscach, jednak dziewczyna nigdy do domu nie dotarła. 

Nad sprawą pracuje Wydział do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji oraz Archiwum X. W pierwszych latach po zaginięciu Iwony Wieczorek śledztwu przyglądała się Komenda Główna Policji. Dyrektor Biura Kryminalnego KGP inspektor Marek Dyjasz wraz z policyjnymi analitykami skrupulatnie przeanalizował akta tej tajemniczej sprawy.

Mateusz Kapera: Nie ma pan wrażenia, że ta sprawa zatrzymała się w miejscu już dawno temu? 

Inspektor Marek Dyjasz, były policjant: - Nie, dlatego, że policjanci i prokuratorzy cały czas pracują przy tej sprawie. Teraz mamy do czynienia z postępowaniem ukierunkowanym na zabójstwo, sprawa trafiła do policjantów z Wydziału Terroru Kryminalnego i Zabójstw w Komendzie Stołecznej Policji. 

 Z roku na rok żyjemy tą sprawą, mimo tego, że tak naprawdę nie dzieje się w niej nic nowego. Dlaczego mimo upływów lat nie doszło do przełomu? 

 - Sam się zastanawiam nad fenomenem tej sprawy. Przez 15 lat polskie społeczeństwo, ale też policja i prokuratura, nią żyją. Znam wiele spraw, które nie zostały rozwiązane, a w których doszło też do pozbawienia życia człowieka. Zostały one umorzone i nie mają takiego rozgłosu medialnego jak w przypadku zabójstwa Iwony Wieczorek. Może jest to pokłosiem błędów, które na początku policja popełniła, bo nie ukrywajmy, że błędem było początkowe ukierunkowanie postępowania na zaginięcie Iwony Wieczorek. Należało w miarę szybko, już po 48 godzinach, zdecydować o prowadzeniu czynności w kierunku zabójstwa Iwony Wieczorek.  

Redakcja poleca

Niestety, te pierwsze działania, pierwsze dni czy tygodnie spowodowały, że dziś nie wiemy nic. To, co się pojawia w mediach, co wypuszczają różne źródła o samej Iwonie Wieczorek, jej życiu i znajomych nie zmieniają wartości dowodowej. Odsłaniane karty z jej życia prywatnego nie zbliżają nas do sprawcy zabójstwa. Przynajmniej tak mi się wydaje. 

 W nowej książce “Zaginiona Iwona Wieczorek. Koniec kłamstw” jej autorzy Mikołaj Podolski i Marta Bilska twierdzą, że mają nowe ustalenia w sprawie Iwony Wieczorek. Przekazali je nawet na piśmie Prokuraturze Krajowej. Mogą okazać się przełomowe? 

 - Trudno powiedzieć, dlatego, że wydaje się, że wszystko już wiemy. Jestem zawsze sceptyczny, jak ktoś przychodzi i mówi: “wszystko wiem, jestem tego pewny”. Podchodzę do takich rewelacji ostrożnie, również jako policjant. Przepracowałem prawie 30 lat w policji w pionie kryminalnym, więc w zasadzie nic nie powinno mnie zaskoczyć. A zaskakiwało mniej, jeszcze jak byłem czynnym policjantem, i zaskakuje mnie do dziś. Być może dziennikarze, którzy napisali tę nową książkę o Iwonie Wieczorek, dotarli do informacji, o których organy ścigania nie wiedzą, albo też dziennikarzom się wydaje, że policja o tym nie wie. 

Mam nadzieję, że materiał, który przekazali do Prokuratury Krajowej, zostanie sprawdzony przez policjantów z Wydziału Terroru Kryminalnego i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji. Miejmy nadzieję, że to popchnie tę sprawę o jakieś dwa, trzy kroki, czy chociażby o jeden krok do przodu. Niech ten spektakl dotyczący zabójstwa Iwony Wieczorek zostanie zakończony wynikiem pozytywnym. 

Nie prowadził pan śledztwa dotyczącego zabójstwa Iwony Wieczorek, ale analizował pan akta tej sprawy. Jaka była rola Komendy Głównej Policji w tym postępowaniu? 

- Jako Komenda Główna Policji nie prowadziliśmy tego postępowania. Próbowaliśmy w latach 2010-2012 i jeszcze później, po moim odejściu z funkcji dyrektora Biura Kryminalnego KGP, wesprzeć policjantów z Gdańska w procesie wykrywczym. Powstały dwie albo trzy analizy sporządzone przez profesjonalnych analityków, m.in. pana Marka Siewerta, analityka z KGP, który pracował również przy sprawie zabójstwa w Kredyt Banku. W zasadzie to on wykrył zabójców. Wcześniej pracowaliśmy razem w Wydziale Zabójstw Komendy Stołecznej, kiedy byłem jego naczelnikiem w latach 1999-2005.  

Redakcja poleca

Siewert razem z innym analitykiem z biura wywiadu kryminalnego stworzył pełną analizę materiału, na którym można było zbudować kilka wersji śledczych. Większość z nich została zweryfikowana. Nie wiem, czy do końca, bo nie mam już dostępu do materiałów śledztwa. Co jakiś czas pewne informacje czy materiały były też dołączane już po moim odejściu ze służby i rzucały nowe światło na sprawę. 

Jaka jest pana wersja wydarzeń w sprawie Iwony Wieczorek? 

- Za zabójstwem Iwony Wieczorek stoi osoba, którą ona znała i której ufała. Doszło do nieporozumienia, dość dużej sprzeczki. Sytuacja wymknęła się spod kontroli. Może kobieta została uderzona nieopatrznie, może popchnięta, albo uderzona jakimś przedmiotem. Sprawca nie miał zamiaru zabicia Iwony Wieczorek, ale dziewczyna została pozbawiona życia.  

Sprawca na tyle skrupulatnie później jednak działał, że nie wpadł w panikę i ukrył ciało oraz zatarł ślady. Tak skutecznie, że do dziś udaje mu się uniknąć odpowiedzialności. Mija 15 lat i nie wiemy, kto to zrobił. Uważam, że Iwona Wieczorek swojego oprawcę znała i miała do niego zaufanie. Trzeba szukać go w kręgu jej znajomych i przyjaciół.  

Ta skrupulatność sprawcy zabójstwa, o czym może świadczyć? Chyba nie każdy człowiek potrafiłby dokonać takiej zbrodni i skutecznie zatrzeć jej ślady? 

- Wychodzę z założenia, że każdy z nas, pan czy ja, jesteśmy zdolni do popełnienia ciężkiego przestępstwa. Zależy to tylko od okoliczności i motywu. Strach, impuls, zagrożenie, z którym się spotykamy, może spowodować, że zaczniemy zachowywać się irracjonalnie. Możemy nawet pozbawić kogoś życia.  

W przypadku zabójstwa Iwony Wieczorek czas działał i działa na korzyść sprawcy. Najważniejsze jest pierwsze 48 godzin od informacji o popełnionym przestępstwie. Każda godzina, każdy dzień czy tydzień zwłoki powoduje, że sprawca ma nad policją coraz większą przewagę. Ślady zacierają się też samoczynnie. Ludzie nanoszą na nie nowe.  

Ważny jest też element zaskoczenia sprawcy. Gdy policja ma materiał dowodowy, nawet nie pełny, to sprawca myśli, że śledczy wiedzą wszystko, więc woli się przyznać. W tej sprawie przedstawiono tak dużo materiału, tyle osób opisano jako potencjalnych sprawców, że ten, który to popełnił, na pewno to czyta i nigdy nie będzie pewny, czy policja nie zapuka do niego o 6 rano. Będzie z tym żył do końca życia, albo do momentu, kiedy nie nastąpi przedawnienie ścigania przestępstwa, czyli po 40 latach od jego popełnienia. 

Co mogłoby przerwać życie na wolności sprawcy zabójstwa Iwony Wieczorek? 

-  Mówi się, że ujawnienie i odnalezienie zwłok Iwony Wieczorek. Stoję na stanowisku, że odsłoniłoby to wiele kart. Umożliwiłoby wysnucie wersji tego, jak doszło do pozbawienia życia Iwona Wieczorek. To byłby materiał wskazujący na sprawcę tego przestępstwa. 

Kluczowe byłoby też ujawnienie innych informacji, które posiadają osoby ze środowiska Iwony Wieczorek, a którymi nie chcą się podzielić z organami ścigania. Znajomi dziewczyny są nieszczerzy w swoich zeznaniach czy wyjaśnieniach. Doszło do tego, że jednej z osób postawiono zarzuty mataczenia. 

Jako policjant musiałem wielokrotnie przebijać się przez zmowę milczenia, kłamstwa, które można było od razu wyjaśnić na korzyść przesłuchiwanych osób. Ale te osoby wówczas myślały: “nie będę się mieszał, nie będę zeznawał prawdy, bo jeszcze zrobię sobie kłopot”. To powoduje, że dochodzenie od zdarzenia do sprawcy wydłuża się maksymalnie. 

Zawsze też stosowałem zasadę, i mówiłem o niej policjantom, a teraz studentom, że sprawca jest na pierwszych dwustu stronach akt, czyli w pierwszym tomie śledztwa. 

To oznaczałoby, że zabójca Iwony Wieczorek to jej bliski znajomy albo ktoś z rodziny. Te osoby zwykle pojawiają się w pierwszym tomie akt śledztwa. 

-  Zdecydowanie tak. W 99 proc. śledztw, które prowadziłem, a później nadzorowałem, sprawca był właśnie w pierwszym tomie akt. Czasami było to bezpośrednie wskazanie, a czasami kluczowa była jedna notatka policjanta albo dzielnicowego, który w rozmowie z postronnym świadkiem zawarł informację, nawet szczątkową, która wskazywała na sprawcę. Trzeba tylko potrafić czytać akta i wyciągać z nich wnioski.  

Z drugiej strony, Paweł P., kolega Iwony, który pojawia się od razu w śledztwie, wydaje się, że był błędnym typem policji i prokuratury. Patrykowi G., partnerowi Iwony, również nie udało się przypisać winy. 

- Ci dwaj panowie sami sobie narobili problemów. Nie byli na początku do końca szczerzy i wiarygodni. Zresztą całe środowisko, w którym obracała się Iwona Wieczorek, nie mówiło wszystkiego. To byli młodzi ludzie. Może się bali, albo myśleli, że te informacje, które mają, są niepotrzebne. Chcieliśmy od razu dojść, może to też był błąd, do pewnej prawdy. Nie mówię o łamaniu procedur. Po prostu im więcej informacji się pozyskuje na samym początku, tym bardziej jest na czym pracować. Dlatego te kontakty z policjantami musiały być częstsze, bo co pojawiała się nowa informacja, czy materiał dowodowy, to trzeba było to weryfikować i dodatkowo przesłuchiwać świadków.  

Mataczenie i zmowa milczenia wśród znajomych Iwony Wieczorek budzi największe kontrowersje. Wydaje się, że powinni być chętni do współpracy z policją, aby wyjaśnić, co stało się koleżanką.  

-  To nie jest takie proste. W większości spraw, w których uczestniczyłem jako prowadzący czy nadzorujący śledztwo, osoby najbliższe ofierze nie do końca zdawały sobie sprawę, że ukrywając pewne niekorzystne fakty dla niej, działają na niekorzyść procesu wykrywczego. Część z tych ludzi myślała: “to jest nieważne, po co będę o tym mówił, według mnie nie ma to żadnego związku z tą sprawą”. Tak jest w wielu przypadkach. Ludzie nie chcą wyjawiać całej prawdy o ofierze, patrząc na jej wizerunek, na to, co się już stało, na nieszkalowanie tej osoby. 

W czasie przesłuchań starałem się tę barierę zmowy milczenia przełamać, przekonać świadka czy podejrzanego, że lepiej mówić wszystko, bo i tak zostanie to tajemnicą śledztwa czy dochodzenia. Nikt się o tym nie dowie, ale lepiej, żebyśmy wiedzieli to od pana, niż żebyśmy dowiedzieli się tego pokątnie. Niestety, strach przed donosicielstwem, szkalowaniem ofiary, czy brakiem sympatii i zaufania do organów ścigania był, jest i będzie.  

 Byłby pan zaskoczony, jakby się okazało, że za śmierć Iwony Wieczorek odpowiada jednak Paweł P., Patryk G., lub ktoś z rodziny? 

- Nie tyle byłbym zaskoczony, co zastanawiałbym się, gdzie popełniliśmy błąd. Dlaczego stwierdziliśmy, że wszystko już o nich wiemy i że należało ich wykluczyć. Szukałbym błędu, który spowodował, że tym ludziom odpuściliśmy. Jednak podkreślam raz jeszcze, że Iwona Wieczorek znała swojego oprawcę i trzeba szukać go w kręgu bliskich znajomych. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET