Hydrolog: “Nadciąga kolejna fala opadów”. Czy grozi nam powódź?
- Opady związane z układem frontów atmosferycznych są rozciągnięte od Śląska, przez Małopolskę aż po województwo mazowieckie. Duży opad może więc potencjalnie wystąpić, ale raczej lokalnie, na przestrzeni kilku, kilkunastu kilometrów - mówi o aktualnej sytuacji pogodowej w Polsce hydrolog dr inż. Marcin Wdowikowski z Politechniki Wrocławskiej. Ekspert uspokaja: nie grozi nam kataklizm z września ubiegłego roku.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak niż genueński Gabriel wpływa na pogodę w Polsce?
- Dlaczego Kotlinę Kłodzką ominą tym razem intensywne opady?
- Co odróżnia obecną sytuację pogodową od zeszłorocznej powodzi?
- Które regiony Polski są najbardziej narażone na intensywne opady?
Nad Polską panuje niż genueński Gabriel, który przyniósł obfite opady deszczu i porywisty wiatr. Intensywnie pada na obszarze województwa mazowieckiego, świętokrzyskiego i łódzkiego - poinformował w środę rano Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW). Sytuacja jest niebezpieczna. Rząd i służby ostrzegają przed zagrożeniem powodziowym. Czy jest się czego obawiać?
Kotlina Kłodzka bezpieczna? Rok temu przeszła przez nią wielka woda
Jak tłumaczy w rozmowie z RadioZET.pl dr inż. Marcin Wdowikowski z Politechniki Wrocławskiej, każdy niż z dużą ilością wody powoduje realne zagrożenie powodziowe. Obecna sytuacja różni się jednak od tej z września ubiegłego roku, kiedy to doszło do powodzi.
- Różni się, chociażby, z powodu ilości wody, która jest przenoszona. Z tego co widzimy na modelach pogodowych, i co się na razie potwierdza, niż nie obejmie istotnego obszaru, czyli Kotliny Kłodzkiej i południowo-wschodniej części kraju w tak dużym zasięgu, jak w ubiegłym roku.
To dobra informacja, bo w Kotlinie Kłodzkiej nie odbudowano jeszcze w pełni infrastruktury, która została zniszczona w ubiegłym roku przez wodę. - Zresztą nawet jak byłaby odbudowana, to nie byłoby dobrze, jeśli rok po roku mielibyśmy takie zdarzenia na tym terenie - mówi dr inż. Wdowikowski.
Tym razem opady kumulują się w części Polski centralnej, południowej i wschodniej. Duże opady deszczu mogą wystąpić lokalnie. - We wrześniu ubiegłego roku prognozowane były wartości opadów na poziomie 150 mm w ciągu jednej doby. I to na jednym bardzo dużym obszarze. W tej chwili układ frontów atmosferycznych jest rozciągnięty i związane z nim opady są rozciągnięte od Śląska, przez Małopolskę aż po województwo mazowieckie. Jest potencjał do tego, żeby duży opad wystąpił, ale raczej lokalnie, na przestrzeni kilku, kilkunastu kilometrów - twierdzi hydrolog.
Nadchodzą duże opady. Hydrolog: “Będą rozciągnięte w czasie”
We wrześniu zeszłego roku niż, który spowodował wielką powódź, zaklinował się w obszarze górskim. - Niż przez blokadę kręci się na obszarach górskich do momentu, aż się nie “wypada”. Wtedy są intensywne opady i trwają dwa, trzy, czasami cztery dni - wyjaśnia dr inż. Marcin Wdowikowski i dodaje:
- Teraz niż jest rozciągnięty na obszar prawie całej Polski. Na ten moment ta blokada nie jest aż tak silna, więc nie spodziewamy się takiego kotłowania w górach. Natomiast sporo wody dotrze do nas w drugiej części tygodnia.
Według prognoz od piątku można spodziewać się kolejnej fali opadów. Dzisiejsza doba (środa) jest najistotniejsza. W czwartek, 10 lipca, hydrolodzy będą mieć pełniejszy obraz sytuacji. - W drugiej części tygodnia przewidywane są opady, ale rozciągnięte w czasie. Na przykład we Wrocławiu wczoraj i przedwczoraj padało, ale z przerwami. Nie jest to jednostajny, kilkudniowy i intensywny opad - mówi Wdowikowski.
Niż genueński dopiero wszedł do Polski. Opady, które wystąpiły w poprzednich dniach, związane są z napływem powietrza z układów niżowych. - Wszystko się teraz będzie rozgrywało o to, jak zachowa się powietrze, które wślizgnęło się do nas kilka dni temu niżem od strony zachodniej. Czy i na ile się rozbuduje? Czy w okolicach Skandynawii nie uformuje się wyż, który spowoduje, że powietrze z basenu Morza Śródziemnego będzie mogło wirować nad Polską? - zastanawia się ekspert.
Czekają nas anomalie pogodowe. “Burze będą wyrastać, jak grzyby po deszczu”
Hydrolog uspokaja jednak, że sytuacja nie wygląda tak groźnie, jak przedstawiały je modele jeszcze kilka dni temu. Nie grozi nam sytuacja z zeszłego roku, ale trzeba zachować czujność. - To jest bardzo dynamiczna sytuacja, bo przez długi czas mieliśmy fale upałów. Powietrze i ziemia w całej Europie było mocno nagrzane. Zjawiska konwekcyjne, jak szybkie burze, mogą w nieoczekiwanych miejscach wyrastać jak grzyby po deszczu - twierdzi hydrolog.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET