`

"Tu miał być twój ulubiony program". Rząd zostawił media bez wyboru

4 min. czytania
10.02.2021 23:00
Obserwuj nas na Google

Media bez wyboru - pod takim hasłem 10 lutego niezależne media w Polsce protestowały przeciwko podatkowi, jaki rząd chce na nie narzucić pod przykrywką zwalczania skutków COVID-19. Zamilkły liczne stacje telewizyjne i radiowe, w tym Radio ZET. Media połączyły się we wspólnym proteście, by słuchacze, widzowie i internauci mogli przekonać się, jak będzie wyglądać Polska bez niezależnych mediów.

Media bez wyboru
fot. Julian Sojka/East News

„W tym miejscu powinnaś / powinieneś zobaczyć stronę główną. Jeśli plany rządu się powiodą, możesz jej kiedyś nie zobaczyć naprawdę. Możesz też stracić możliwość korzystania z innych mediów i źródeł informacji” – taki komunikat 10 lutego docierał do internautów po wejściu na stronę RadioZET.pl, podobny wyświetlano na stronach innych niezależnych mediów w Polsce. Wszystko w ramach protestu „Media bez wyboru”.

W środę 10 lutego zamilkły liczne stacje radiowe. Nadawanie wstrzymano do godziny 4:00 nad ranem 11 lutego. Również na antenie Radia ZET nie można było usłyszeć audycji czy serwisów informacyjnych, a jedynie komunikat specjalny. Przez cały dzień nasza redakcja otrzymywała słowa wparcia od słuchaczy. "Cofnąłem się w czasie. Rano, zamiast obudzić mnie Radio ZET, obudził mnie komunikat jak 13 grudnia 1981 roku. Pobudka była przerażająca. Popieram was i popieram to, co robicie", "Współczuję, ale trzeba walczyć" - mówili, dzwoniąc na naszą antenę.

Tego dnia nie wyemitowano flagowych programów informacyjnych największych stacji telewizyjnych w kraju, takich jak TVN czy Polsat. Na ekranach telewizorów stale udostępniano czarną planszę z komunikatem: „Tu miał być Twój ulubiony program”.

Fot.

Media bez wyboru - we wspólnym liście otwartym

"Media bez wyboru" to protest przeciwko dodatkowemu podatkowi od reklam, jakim rząd chce obciążyć działające legalnie oraz nieuchylające się od opłat i składek media, co argumentuje zwalczaniem skutków pandemii COVID-19. Rezultatem takiego działania w trudnym czasie pandemii może być likwidacja części medialnych biznesów. Walka ze skutkami pandemii nie jest jednak rolą mediów, a rządu. Naszym zadaniem jest przekazywanie rzetelnych informacji. Nie ma wolnego kraju bez niezależnych mediów i nie ma wolności bez wolności wyboru.

W ramach akcji „Media bez wyboru” solidaryzowały się dziesiątki wydawców i nadawców. Sygnatariuszami wspólnego listu otwartego do rządu jest m.in. Grupa Eurozet. W liście media zwróciły uwagę, że zapowiadany przez rząd podatek to tak naprawdę "haracz, uderzający w polskiego widza, słuchacza, czytelnika i internautę, a także polskie produkcje, kulturę, rozrywkę, sport oraz media". 

"Wprowadzenie go będzie oznaczać:

  • osłabienie, a nawet likwidację części mediów działających w Polsce, co znacznie ograniczy społeczeństwu możliwość wyboru interesujących go treści,
  • ograniczenie możliwości finansowania jakościowych i lokalnych treści. Ich produkcja daje obecnie utrzymanie setkom tysięcy pracowników i ich rodzinom oraz zapewnia większości Polaków dostęp do informacji, rozrywki oraz wydarzeń sportowych w znaczącej mierze bezpłatnie,
  • pogłębienie nierównego traktowania podmiotów działających na polskim rynku medialnym, w sytuacji, gdy media państwowe otrzymują co roku z kieszeni każdego Polaka 2 mld złotych, media prywatne obciąża się dodatkowym haraczem w wysokości 1 mld zł,
  • faktyczne faworyzowanie firm, które nie inwestują w tworzenie polskich, lokalnych treści kosztem podmiotów, które w Polsce inwestują najwięcej. Według szacunków, firmy określane przez rząd jako „globalni cyfrowi giganci” zapłacą z tytułu wspomnianego haraczu zaledwie ok. 50 - 100 mln zł w porównaniu do 800 mln zł, jakie zapłacą pozostałe aktywne lokalnie media"

- brzmi fragment listu otwartego. Jego pełną treść i listę sygnatariuszy można znaleźć tutaj:  List otwarty do władz Rzeczypospolitej Polskiej i liderów ugrupowań politycznych.

Protestowaliśmy, byście mogli przekonać się, jak będzie wyglądać Polska bez niezależnych mediów. Protestowaliśmy, walcząc o wielość i różnorodność mediów w Polsce, ale przede wszystkim - o prawo wyboru dla Was. Naszym słuchaczom, czytelnikom i partnerom handlowym dziękujemy za zrozumienie i wsparcie.

Redakcja poleca

Andrzej Duda w TVP: Wolności słowa w Polsce nie brakuje

W akcji protestacyjnej nie brały udziału media publiczne, a także te określane jako prawicowe. Na antenach TVP czy TVP Info, które 10 lutego nie przerwały transmisji, krytykowano redakcje przyłączające się do protestu. Wzburzenie w sieci wywoływały komentarze publicystów i ukazujące się na ekranach "paski" takie jak: „Koncerny medialne traktują Polskę jak kolonię”, „Niemieckie media dla Polaków nie chcą płacić składki na polską służbę zdrowia, kulturę i zabytki” czy "Szefowie medialnych koncernów zarabiają miliony, ale zyskami nie chcę dzielić się z Polakami". 

Fot. Adam Burakowski/REPORTER

Krytykę wywołało też opublikowane przez portal tvp.info oświadczenie "Media do wyboru". "Tu jest Twój ulubiony portal. Codziennie otrzymujesz tutaj najważniejsze i najciekawsze informacje z Polski i ze świata. Nasze treści są tu dzięki Tobie. Środki z abonamentu pozwalają nam nie oglądać się na zagraniczne interesy i rzetelnie opisywać rzeczywistość oraz ujawniać to, co inni woleliby ukryć" - napisano.

Jeszcze tego samego wieczoru, gdy inne media protestowały, na antenie TVP ws. akcji wypowiedział się  Andrzej Duda. - Słyszę wiele głosów, jak to narusza wolność słowa. Chwileczkę, chwileczkę; to nie o wolność słowa tutaj chodzi, tylko o pieniądze. Wolności słowa w Polsce nie brakuje. Można krytykować wszystkich: prezydenta, rządzących, wszyscy są krytykowani - mówił prezydent. – Wolność słowa jest większa niż przed 2015 rokiem – dodał.

 

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET