Bestialsko zamordował psa w sylwestrową noc. Twierdził, że zwierzę uciekło
Do potwornego czynu doszło w Pieńsku (województwo dolnośląskie) w sylwestrową noc. Jeden z mieszkańców potwornie znęcał się nad swoim psem – wymierzał zwierzakowi ciosy siekierą. Zakatowana suczka zmarła. Oprawca przyznał się do winy, a całe zdarzenie miał widzieć przejeżdżający rowerzysta.
W sylwestrową noc, 58-letni mieszkaniec Pieńska bestialsko zakatował swojego psa. W czwartek został zatrzymany przez policję – dowiedziało się Radio ZET. Od samego rana, na terenie jego posesji pracują technicy, ponieważ oprawca zakopał skatowanego zwierzaka w ogródku.
Pijany wracał z pracowniczej wigilii. Po drodze skatował 4-miesięcznego psaJak relacjonował Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt, świadkiem okrucieństwa zadanego pieskowi miał być rowerzysta, który widział, jak 58-latek uderza zwierzę siekierą w głowę. Dzień później mężczyzna powiadomił aktywistów. Według relacji świadka, właściciel miał katować psa przed domem, a gdy zobaczył rowerzystę - schował się w garażu.
Ktoś wyrzucił szczeniaka prosto pod koła samochodu. Fundacja szuka świadkówKiedy na miejscu zdarzenia pojawili się aktywiści, 58-latek miał tłumaczyć, że pies uciekł mu przez fajerwerki. Wpuścił ich jednak na teren swojej posesji. Jak przekazał w rozmowie z Radiem ZET Konrad Kuźmiński z Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, wszędzie było mnóstwo śladów krwi. W czwartek rano, zaraz po przyjeździe policji, właściciel przyznał się do bestialskiego zamordowania czworonoga. Nie został jeszcze oficjalnie przesłuchany.
fot. Facebook/Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt
Kłamał, że piesek uciekł mu przez fajerwerki
"31 grudnia 2019 r., gdy każdy normalny człowiek czeka na rozpoczęcie nowego roku, Marek S., mieszkaniec gminy Pieńsk, katował swoją suczkę owczarkę niemiecką siekierą. Miał ją okładać po głowie, a po obywatelskiej interwencji zawlókł półżywe zwierzę do garażu" – poinformował Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt w mediach społecznościowych.
"Nasi Inspektorzy przyjechali na miejsce - na twarzy oprawcy widoczny był stres i zdenerwowanie. Twierdził, że pies mu uciekł w noc sylwestrową. Jednak nic się nie zgadzało. Ślady krwi były w tym samym miejscu, o którym mówił zgłaszający, a na siekierce widoczne były krwawe smugi i sierść" – czytamy we wstrząsającym komunikacie.
Kłusownik dobijał psa w sidłach. To cud że przeżył, służby szukają oprawcyPrzypomnijmy, że za znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem grozi do 5 lat pozbawienia wolności.
RadioZET.pl/RadioZET/Grażyna Wiatr/Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt-Facebook
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET