Zmiany w kanonie lektur. "Wystarczyło znać cztery utwory, żeby zdać maturę. To żenujące"
- Dzieci mają problem z omawianiem fragmentów Biblii i traktowaniem ich jako dzieła literackiego. Jak im wytłumaczyć, że utwory Jana Pawła II mają omawiać jako teksty areligijne? Jak słyszą "papież", to mówią, że to nie katecheza - opowiada w kolejnym odcinku podcastu edukacyjnego "Szkoła marzeń" Milena Cybulska-Rakoczy, polonistka, wicedyrektorka Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi.
Od września uczniowie na języku polskim omawiają lektury według listy zmienionej przez Ministerstwo Edukacji i Nauki. - Ten kanon pokazuje myślenie anachroniczne i ahistoryczne. Tak jakby jego twórcy zapomnieli, że świat się zmienił – komentował na początku roku szkolnego portalowi RadioZET.pl literaturoznawca.
- Trudno się z tym nie zgodzić, było lepiej – stwierdza po omówieniu większości lektur Milena Cybulska-Rakoczy, polonistka, wicedyrektorka Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi. W kanonie znalazło się m.in. więcej dzieł kardynała Stefana Wyszyńskiego, Zofii Kossak-Szczuckiej, Jana Pawła II. - Dzieci mają problem z omawianiem fragmentów Biblii i traktowaniem ich jako dzieła literackiego. Jak im wytłumaczyć, że utwory Jana Pawła II mają omawiać jako teksty areligijne? Jak słyszą "papież", to mówią, że to nie religia – opowiada polonistka w podcaście edukacyjnym "Szkoła marzeń".
Lista lektur do wyboru
Nie tylko w tym roku uczniowie i nauczyciele borykają się z narzuconym spisem lektur. Zwłaszcza w szkołach branżowych i technikach jest z tym kłopot. - Przedmioty ogólne, jak polski i matematyka, to coś, czego uczniowie nie trawią. Koncentrują się na przedmiotach zawodowych – wyjaśnia Milena Cybulska-Rakoczy. Dlatego, jak tłumaczy, trzeba po pierwsze szukać w książce tego, co jest najbliższe uczniom, co ich otacza, żeby młodzież miała wrażenie, że robi coś dla siebie. Nawet jeśli tekst jest dla niej zupełnie niezrozumiały.
Zdaniem polonistki dobrze byłoby, gdyby lektury były do wyboru. - Np. trzeba omówić reportaż, ale spośród zaproponowanych autorów to nauczyciel z klasą wybierałby dany tekst – mówi Cybulska-Rakoczy w "Szkole marzeń". Jak wspomina, wcześniej pracowała kilkanaście lat w gimnazjum i wtedy umożliwiono taki wybór. To znaczy w kanonie był Henryk Sienkiewicz, ale polonista mógł wybrać: jeśli dana klasa interesowała się historią, to sięgała po „Krzyżaków”, jeśli nie to omawiała np. „Quo vadis”. - Powstaje też mnóstwo piosenek, które wykorzystują fragmenty tekstów literackich. Np. utwory zespołu Bongostan mają cytaty z Księgi Koheleta. To dobry punkt wyjścia do omówienia lektury. Młodzież łatwiej zapamiętuje też dane dzieło – opowiada polonistka.
Część ekspertów proponuje z kolei, by tylko 20 proc. pozycji w kanonie było stałe, np. dzieła Kochanowskiego, Szekspira, Mickiewicza. 80 proc. powinno być zmienne tak, by każde pokolenie miało swój spis lektur odpowiadający epoce. - Tylko problemem byłoby określenie tego stałego kanonu, bo dla jednych dane utwory są ważne, dla innych inne i w efekcie wszystko jest ważne i niczego nie można usunąć – stwierdza polonistka.
Cztery lektury i matura zdana
Jej zdaniem powinno się zacząć od zmiany sposób weryfikowania wiedzy na maturze czy testach, by nie koncentrowały się one wyłącznie na znajomości treści lektury. - Np. jaki kolor ścian miał pokój Raskolnikowa? Z takimi pytaniami się spotykałam, to absurd. Przecież chodzi tu o wyciąganie wniosków, odniesienie do rzeczywistości – mówi i wspomina ostatni egzamin maturalny. - W zeszłym roku do matury przygotowywałam mojego chrześniaka. Żeby zdać, okazało się, że trzeba było znać cztery lektury. To było żenujące. I on ich nie przeczytał, korzystał tylko streszczeń - dodaje.
W kanonie lektur pojawiają się też autorzy rosyjscy, ale młodzież po wybuchu wojny w Ukrainie traktuje je raczej obojętnie. - Często uczniowie nie mają świadomości, z jakiego języka został przetłumaczony dany tekst – wyjaśnia w podcaście edukacyjnym polonistka. To również pokazuje, że młodzież obowiązkowe książki traktuje jako zupełnie nieprzystające do rzeczywistości. Co ważne, jak zaznacza ekspertka, to nie jest tak, że młodzież nie czyta w ogóle. Nie czyta utworów narzuconych przez MEiN. - W czerwcu na lekcjach zajmujemy się omawianiem lektur własnych. Wtedy uczniowie przynoszą książki, które które im się podobały i poświęcamy na to sporo czasu, bo zawsze przynoszą ich sporo - zapewnia Cybulska-Rakoczy w podcaście "Szkoła marzeń".
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET