Afera w ZUS. Urzędniczki podtruwały koleżankę? Prokuratura stawia zarzuty czterem kobietom

3 min. czytania
20.10.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Prokuratura postawiła zarzuty czterem byłym już pracownicom oddziału Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w Lublinie. Z akt trwającego ponad rok śledztwa wynika, że kobiety miały dolewać koleżance do napojów środki przeczyszczające. Najmłodsza z podejrzanych ma 32, a najstarsza 62 lata – ustaliło RadioZET.pl.

Oddział ZUS w Lublinie, ul. Zana
fot. Jacek Szydłowski/Forum

Śledczy postawili zarzuty czterem kobietom w wieku 32, 39, 58 i 62 lat (Paula L., Ewa K., Monika Ch. oraz Teresa J.). Uznali, że byłe już pracownice ZUS w Lublinie w krótkich odstępach czasu, wspólnie i w porozumieniu dolewały do napojów swojej koleżanki Magdaleny środki przeczyszczające. - Pewnego, ustalonego dnia dolały pokrzywdzonej środki zawierające laktulozę w ilości przekraczającej maksymalną dawkę terapeutyczną, czym spowodowały rozstrój jej zdrowia trwający nie dłużej niż siedem dni - mówi RadioZET.pl prokurator Marcin Stelmach, szef Prokuratury Rejonowej Lublin-Południe w Lublinie.

Zarzuty są efektem trwającego od ponad roku śledztwa. Wszczęto we wrześniu ubiegłego roku, po zawiadomieniu jednej z pracownic lubelskiego oddziału ZUS. Kobieta skarżyła się, że od kilku miesięcy w pracy oraz po niej źle się czuje. Regularnie bolały ją głowa i brzuch. Gdy nie przychodziła do pracy, objawy ustępowały. W pewnym momencie połączyła to z konfliktem z innymi pracownicami.

Afera w ZUS. Zaczęło się od konfliktu między koleżankami

W oddziale ZUS w Lublinie, znajdującym się w dużym biurowcu przy ul. Zana pracuje około 800 osób. O takiej sprawie jednak nigdy nie słyszeli. Jesienią ubiegłego roku nagłośniła ją „Gazeta Wyborcza”. Z ustaleń portalu wynikało, że w czerwcu 2025 roku między kilkoma pracownicami jednego z wydziałów ZUS doszło do konfliktu. Jego tło jest niejasne. Wiadomo jednak, że niechęć wspominanych czterech kobiet do koleżanki stawała się coraz większa. Konflikt eskalował.

Poszkodowana pracownica zaczęła skarżyć się na stan zdrowia. Pojawiły się migreny, bóle głowy oraz brzucha. Kobieta o wszystkim powiadomiła przełożonych, policję i prokuraturę. W ZUS wszczęto wewnętrzną kontrolę. Wykazała, że zawiadomienie jest zasadne. Dyrektor lubelskiego oddziału wszczął postępowanie dyscyplinarne wobec czterech pracownic.

To jednak nie koniec. Lubelscy śledczy stwierdzili, że mogło dojść do przestępstwa i rozpoczęli śledztwo. Dotyczyło art. 160 kodeksu karnego, który mówi o „narażeniu człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu”. Przestępstwo jest zagrożone karą do trzech lat więzienia. Dość szybko zabezpieczono też substancję, która mogła być dolewana do napojów poszkodowanej.

Postępowanie dowodowe oraz badania wykazały, że kobiety posłużyły się środkami przeczyszczającymi. Śledczy nie zdecydowali się na postawienie zarzutów z art. 160 kodeksu karnego, tylko łagodniejszych. Chodzi o art. 157, par. 2: „Kto powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwający nie dłużej niż 7 dni”. To przestępstwo zagrożone karą grzywny ograniczenia wolności lub do dwóch lat więzienia. Według prokuratora nie można mówić o zagrożeniu życia lub ciężkim uszczerbku na zdrowiu.

Redakcja poleca

Dyscyplinarki w ZUS. W Warszawie pomogła ukryta kamera

Z ustaleń śledczych wynika, że pracownice ZUS regularnie podtruwały koleżankę. Kobiety nie przyznały się do zarzutów. Wszystkie, zgodnie odmówiły składania wyjaśnień. Jak nieoficjalnie udało nam się ustalić, to starsze koleżanki mogły „podpuścić” młodsze kobiety do podtruwania pracownicy. Teraz podejrzane będą mogły składać wnioski dowodowe w postępowaniu. Wszystko wskazuje na to, że sprawa zakończy się aktem oskarżenia. Kobiety przed sądem będą odpowiadały z wolnej stopy.

Wspomniane cztery kobiety nie są już pracownicami ZUS. - Trzy kobiety zostały zwolnione z pracy dyscyplinarnie, czwarta odeszła na emeryturę - mówi RadioZET.pl Małgorzata Korba, rzeczniczka prasowa lubelskiego oddziału ZUS.

Podobna historia wydarzyła się na początku ubiegłego roku w Warszawie. 56-letnia pracownica firmy sprzątającej siedzibę Programu Trzeciego Polskiego Radia przy ul. Myśliwieckiej przez kilka miesięcy miała dolewać swojej 51-letniej koleżance substancje żrące do herbaty. Efektem były uszkodzenia organów wewnętrznych u poszkodowanej. Kobieta, podejrzewając, że jest ofiarą przestępstwa, zamontowała ukrytą kamerę, która potwierdziła te przypuszczenia.

Motywem był konflikt w pracy. Podejrzanej, ze względy na rodzaj dolewanej substancji, postawiono znacznie poważniejszy zarzut - usiłowanie spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi za to nawet 20 lat więzienia. Zarzut postawiono też 68-latce, która miała o wszystkim wiedzieć, ale nie powiadomiła policji.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET