Alarm w szkołach w Lublinie. „Dla nas zadaniem jest troska o to, żeby te dzieci przeżyły”
Pierwsza prawdziwa ewakuacja szkół w Lublinie stała się testem obowiązujących procedur. Większość placówek zdała go wzorowo, ale nie wszystkie. Wiceprezydent Mariusz Banach tłumaczy, co było najważniejsze podczas alarmu i co teraz musi zostać poprawione.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak szkoły na Lubelszczyźnie zareagowały na alerty RCB.
- Dlaczego niektóre placówki nie zareagowały odpowiednio.
- Co robi samorząd w celu poprawy procedur ewakuacji.
- Które narzędzia są kluczowe w komunikacji z rodzicami.
Alerty i ewakuacja na Lubelszczyźnie. Nie wszystkie szkoły zareagowały dobrze
W miniony czwartek Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało alert o zagrożeniu atakiem z powietrza do mieszkańców województwa lubelskiego i podkarpackiego. Na szczęście na ostrzeżeniach się skończyło. Przyszedł jednak czas na ocenę tego, jak zareagowały placówki i instytucje.
Jak informowaliśmy już w piątek, nie wszystkie placówki zareagowały odpowiednio. Pod lupę wzięto przede wszystkim działanie szkół i bezpieczeństwo dzieci. Wiceprezydent Lublina ds. oświaty i wychowania Mariusz Banach mówi wprost, że jest z niej bardzo zadowolony. Mimo że nie wszystkie placówki zareagowały odpowiednio.
- Zwróćmy uwagę, że to była pierwsza prawdziwa ewakuacja, do której możemy się przygotować jedynie teoretycznie. Nie da się do tego przygotować w praktyce. 90 proc. szkół w Lublinie zareagowało wzorcowo, oczywiście były takie, które zareagowały źle - stwierdził.
„Priorytetem jest życie dzieci"
Powiedział, że urząd wysłał do dyrektorów szkół ankiety, które pozwolą dokładnie ocenić reakcję placówek. We wtorek odbędzie się też spotkanie, na którym omawiane i ulepszane będą konkretne procedury.
- My, jako samorządowcy, dzięki szkoleniom, w których uczestniczyliśmy, mamy wyrytą jedną prawdę. W momencie ewakuacji mamy ochronić naszych uczniów i młodzież przed falą uderzeniową i odłamkami. Ja się tłumaczę z tego, że był to dyskomfort dla dzieci, ale ja nie wyobrażam sobie ewakuacji w radosnych podskokach. Jakkolwiek by to dramatycznie nie brzmiało, dla nas zadaniem na czas ewakuacji jest troska o to, żeby te dzieci przeżyły. O ich kondycję psychiczną będziemy się troszczyć później - powiedział.
Podkreślił, że w momencie zagrożenia dzieci są dużo bezpieczniejsze w szkole niż w samochodzie rodzica, który będzie chciał je odebrać. - Trzeba robić wszystko, żeby w tym czasie nie przebywać na ulicach. Trzeba pamiętać, że my mamy bardzo ważne narzędzie komunikacyjne, jakim jest dziennik elektroniczny. Nie ma lepszego narzędzia przekazu do rodziców - stwierdził.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET