`

Alicja i Jola walczą o uznanie ślubu w Polsce. "Mamy nadzieję, że te argumenty sąd weźmie pod uwagę"

6 min. czytania
15.01.2026 13:42
Obserwuj nas na Google

- Bardzo chcemy, żeby dyskryminacja par LGBT w Polsce się skończyła.  Walczymy o upodmiotowienie, o to, żeby państwo nas w końcu zauważyło – tłumaczy Jolanta Sienkiewicz-Prochowicz. Ze swoją żoną przed sądem walczy o uznanie w Polsce małżeństwa zawartego w Portugalii. Po wyroku TSUE jest na to szansa.

Jolanta i Alicja w sądzie walczą o uznanie ich małżeństwa w Polse
fot. Piotr Kozłowski/RadioZET.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie kroki podjęły Alicja i Jolanta, by uznać małżeństwo w Polsce.
  • Dlaczego portugalska Madera była idealnym miejscem na ślub kobiet.
  • Czy orzeczenia TSUE I NSA będą przełomem w sprawie uznawania małżeństw jednopłciowych w Polsce.

Alicja i Jolanta są w związku od pięciu lat. W lipcu 2023 roku wzięły ślub na Maderze. Przyjęły wówczas wspólne nazwisko Sienkiewicz-Prochowicz. Portugalską wyspę wybrały nie tylko ze względu na piękne widoki. Przede wszystkim mocno katolicki kraj zalegalizował związki jednopłciowe już w 2010 roku. Mimo zawarcia ślubu w kraju Unii Europejskiej kobiety wobec polskiego prawa są dla siebie obcymi osobami. Dlatego podjęły próbę uregulowania swojego stanu cywilnego w Polsce.

Walka o uznanie małżeństwa w sądzie

Kobiety chcą dokonać transkrypcji aktu małżeństwa, czyli uznania w Polsce związku zawartego w innym kraju. - Rozmawiałyśmy o tym już przed zawarciem małżeństwa na Maderze. Uznałyśmy, że chcemy ślub zarejestrować i mieć z tego tytułu prawa, ale też obowiązki. Stwierdziłyśmy też, że to nasz obowiązek obywatelski. To miał być również sygnał dla innych par w podobnej sytuacji, że jest to możliwe. Chcemy, żeby państwo polskie wiedziało o naszym ślubie, zaakceptowało go i traktowało nas jak inne małżeństwa, a nie udawało, że nas nie ma - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Jolanta Sienkiewicz-Prochowicz.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej 25 listopada 2025 roku orzekł, że państwo członkowskie ma obowiązek uznać małżeństwo zawarte przez obywateli UE w innym kraju. Powołał się m.in. na unijną swobodę przemieszczania się osób. W przypadku Alicji i Joli o transkrypcji musi orzec sąd. W czwartek (15 stycznia) kobiety stawiły się w tej sprawie przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Lublinie. Liczyły, że rozprawa może zakończyć się dla nich pozytywnym orzeczeniem. Na sali rozpraw nastąpił jednak zwrot akcji. Adwokatka kobiet Monika Sokołowska w porozumieniu ze swoimi klientkami zwróciła się z wnioskiem o odroczenie rozprawy. Powołała się na decyzję Naczelnego Sądu Administracyjnego ze środy (14 stycznia). Ten 20 marca ma wydać wyrok w sprawie transkrypcji aktu małżeństwa pary mężczyzn. Według adwokatki decyzja NSA może wyznaczyć linię orzeczniczą dla sądów w kraju.

WSA w Lublinie zgodził się na odroczenie terminu rozprawy do czasu wydania orzeczenia przez NSA. -  Mamy nadzieję, że wyjdzie to nam i całej społeczności na dobre. Warto poczekać, żeby mieć więcej danych i argumenty, które sąd, mamy nadzieję, weźmie pod uwagę. Chodzi o szerszy kontekst całej sprawy. Nie tylko swobodę przemieszczania się, ale też zasadę niedyskryminacji - mówiła tuż po wyjściu z sądowej sali Alicja Sienkiewicz-Prochowicz.

"Konstytucja sprzyja parom LGBT"

Kobiety ucieszyły się nie tylko z faktu, że sąd przychylił się do wniosku adwokatki, ale też z argumentacji. Przewodniczący składu sędzia Jerzy Drwal mówił o "ważkim charakterze sprawy". - Tu nie chodzi tylko o nas, ale o całą społeczność, o to jak będzie wyglądała linia orzecznicza i bardzo chcemy, żeby dyskryminacja par LGBT w Polsce po prostu się już skończyła.  W sądzie walczymy o upodmiotowienie, o pewne symboliczne gesty widoczności, o to, żeby państwo nas w końcu zauważyło - tłumaczyła Jolanta Sienkiewicz-Prochowicz. Jolanta jest trenerką antydyskryminacyjną, prowadzi także szkolenia dla nauczycieli. Alicja jest prezeską Stowarzyszenia Unia Równości, które organizuje Marsz Równości w Lublinie.

Redakcja poleca

W rozmowie z RadioZET.pl kobiety przekonywały, że w Polsce jest wiele par, które chcą zalegalizować swoje małżeństwo, ale nie mogą tego zrobić. Tymczasem, wbrew pozorom, są ku temu podstawy. - Wbrew temu co mówi część polityków, sprzyjają nam też zapisy konstytucji. Art. 18 mówi o tym, że "małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny podlega szczególnej ochronie państwa". To nie wyklucza, że małżeństwo może być związkiem innych osób. Nie ma tam wprost zapisu, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny. Tak uważa część konstytucjonalistów, m.in. prof.Ewa Łętowska - zauważała Jola Sienkiewicz-Prochowicz w rozmowie z RadioZET.pl

I dodawała: - Uważamy, że konstytucja jest niezwykle mądrym dokumentem pod wieloma względami. Według mnie osoby, które ją stworzyły, formułując te zapisy w taki, a nie inny sposób, otworzyły możliwość zawarcia małżeństw jednopłciowych.

Kolejną furtkę otworzył Naczelny Sąd Administracyjny w 2022 roku. Orzekł wówczas, że art. 18 nie zabrania małżeństw jednopłciowych. Uznał, że zapis tylko określa pewną formę małżeństwa, ale nie można jej uznać za jedyną.

Alicja i Jolanta zauważają też, że sytuacja osób homoseksualnych, które w innym kraju zawarły małżeństwo nieuznawane w Polsce, może generować wiele absurdów. Dla przykładu każda z nich mogłaby u nas wziąć ślub z mężczyzną. Wcześniej w Urzędzie Stanu Cywilnego w Polsce bez problemu otrzymałaby potwierdzenie, że jest panną. - Proszę sobie wyobrazić, że jesteśmy w Unii Europejskiej i jednocześnie na Maderze mam żonę, a w Polsce mam męża? Absurd? No absurd - mówiła Jolanta.

Ślub Alicji i Jolanty na Maderze
Fot. Archiwum prywatne
Ślub Alicji i Jolanty na Maderze

Urząd, wojewoda, sąd. Walka o uznanie małżeństwa trwa

Trzeba dodać, że kobiety walkę o uznanie swojego małżeństwa zaczęły od Urzędu Stanu Cywilnego w Lublinie. Poszły tam już w sierpniu 2023 roku, tuż po powrocie z Madery. Jak wspominają, miały obawy, że zostaną potraktowane niezbyt przychylnie. Ale tak się nie stało. - Po wypełnieniu dokumentów Jola weszła do pokoju i mówi, że jest żoną. Urzędniczka patrzy na mnie i pyta: "a pani"? Mówię, że żoną. W tym momencie nastąpiła chwila konsternacji, ale takiej pozytywnej. Widziałyśmy, że urzędniczki podeszły do nas życzliwie, chciały pomóc, ale ze względu na stan prawny było to trudne - wspomina Alicja Sienkiewicz-Prochowicz.

Ostatecznie od kierownika USC dostały decyzję odmowną. Odwołały się do wojewody lubelskiego. Był przełom 2023 i 2024 roku. Zmieniała się władza. PiS zastępowała koalicja, w której większość miała PO. Zmieniali się też wojewodowie. Lecha Sprawkę z PiS zastąpił polityk PO Krzysztof Komorski. Jola od znajomych słyszała, że teraz będzie szansa na to, że ich walka zakończy się pozytywnie. Tak się jednak nie stało. Znów odmówiono im transkrypcji. Pozostała więc walka w sądzie.

Ta zaczęła się w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w 2024 roku, ale od razu została zawieszona. Również na prośbę adwokatki Alicji i Joli. Sąd wstrzymał wydanie decyzji do czasu wydania wspomnianych orzeczeń przez Naczelny Sąd Administracyjny, który analizował, czy uznać ślub zawarty przez dwóch mężczyzn w Berlinie. I w tej sprawie wystąpił z pytaniem do TSUE, który odpowiedział w listopadzie. Natomiast wyrok w sprawie małżeństwa zawartego w Berlinie NSA ma wydać 20 marca. Po nim ruszy sprawa Alicji i Joli.

Redakcja poleca

Ustawa o osobie najbliższej? "Absolutnie nie rozwiąże problemów osób LGBT+"

Gdyby sąd nakazał transkrypcję aktu małżeństwa, byłby to pewien symbol. Ale i tak Alicja, Jolanta oraz wiele innych par jednopłciowych musiałby włożyć sporo wysiłku, aby zyskać pełnię praw, jakie mają małżeństwa heteroseksualne. Chodzi m.in. o wspólnotę majątkową, prawo do dziedziczeniu czy informacji o stanie zdrowia. Z dokumentem musiałyby załatwiać wszystkie formalności w każdym urzędzie czy u notariusza z osobna. Natomiast małżeństwo byłoby wpisane do rejestru, w którym znajdują się wszystkie inne.

Czy ich sytuację mogłaby zmienić ustawa o statusie osoby najbliższej, którą planuje uchwalić rządząca koalicja? - Śmiejemy się, że to ustawa „Współlokator Plus”. Ona jest absolutnie kadłubkowa, domyślnie wpisano w niej chociażby rozdzielność majątkową zamiast wspólnoty. Nie ma wielu innych praw. W przypadku dziedziczenia jeżeli rodzina zgłosi się po testament, to trzeba będzie iść do sądu. Ta ustawa będzie wymagała zmian w 248 innych przepisach. I absolutnie nie rozwiąże problemów osób LGBT+. W jej świetle nadal będziemy pannami, ale nie będziemy mogły wejść w związek małżeński. W zasadzie nie wiadomo, jaki będzie nasz status. A wystarczyłoby wprowadzić jedną ustawę o równości małżeńskiej i nic więcej nie trzeba byłoby zmieniać - tłumaczy Jolanta Sienkiewicz-Prochowicz.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET