Burza po zwolnieniu pracownicy Dino. Poszło o wizytę Zandberga. "Skandal"
Kierowniczka sklepu Dino w Sochaczewie twierdzi, że wielokrotnie zgłaszała zbyt niskie temperatury w miejscu pracy. Sprawa została nagłośniona, a do sklepu z interwencją poselską wszedł Adrian Zandberg. Wkrótce pani Katarzyna, pracownica Dino, została zwolniona.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego poseł Adrian Zandberg interweniował w sklepie Dino.
- Jakie były zarzuty wobec Katarzyny Kiwerskiej prowadzące do jej zwolnienia.
- Jak ministerstwo i inne instytucje reagują na zwolnienie pracownicy Dino.
Burza po zwolnieniu pani Katarzyny, pracownicy Dino
W lutym poseł Adrian Zandberg, współprzewodniczący partii Razem, wszedł z interwencją poselską do sklepu Dino przy ul. Włókienniczej w Sochaczewie. Zmierzył temperaturę, termometr wskazał wówczas 8 stopni Celsjusza. Polityk przyjechał na zaproszenie kierowniczki sklepu Katarzyny Kiwerskiej. Kobieta twierdzi, że wcześniej wielokrotnie zgłaszała zbyt niskie temperatury w miejscu pracy. Zamiast odpowiedzi doczekała się zwolnienia dyscyplinarnego, które wręczono jej w piątek, 13 marca.
"Pani Katarzyna, dzięki której udało się nam nagłośnić sytuację pracowników sklepu pracujących w 8 stopniach Celsjusza, została zwolniona z naruszeniem polskiego prawa. Jesteśmy w kontakcie ze związkiem i z odpowiednimi instytucjami państwowymi. Rozmawiałem właśnie w tej sprawie z Głównym Inspektorem Pracy. Mam deklarację ze strony PIP, że państwo nie zostawi pani Katarzyny bez pomocy prawnej" - napisał w poniedziałek na swoim profilu w mediach społecznościowych Adrian Zandberg.
"Chodziło o interwencję posła Zandberga"
Do kwestii zwolnienia odniosła się również pani Katarzyna w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". - W wypowiedzeniu jest napisane, że "dopuściłam osoby postronne do strefy magazynowej", ale nie ma tam ani słowa o tym, kim te osoby były. Chodziło o interwencję posła Adriana Zandberga. Przyjechał w związku ze zgłoszoną przeze mnie sprawą temperatur w sklepie i w magazynie. Towarzyszyły mu osoby, które były świadkami tej interwencji - powiedziała "Wyborczej" zwolniona kierowniczka.
Firma zarzuciła jej złamanie procedur bezpieczeństwa. Zwolnienie jest dyscyplinarne, ze skutkiem natychmiastowym i bez okresu wypowiedzenia, co znacznie komplikuje sytuację pani Katarzyny na rynku pracy. Wiąże się ono z obciążającym wpisem w świadectwie pracy, ponadto znacząco utrudnia dalszą karierę zawodową i dostęp do świadczeń. Z byłym pracodawcą Kiwerska spotka się w Sądzie Pracy.
Posłanka: "Czasy pańszczyzny się skończyły"
Do sprawy odniosła się również posłanka Marcelina Zawisza. "Skandal! [...] To kolejna kobieta zwolniona za działanie na rzecz praw pracowników, której Dino wręcza dyscyplinarne zwolnienie! Pracownicy w Polsce to nie są niewolnicy, a czasy pańszczyzny się skończyły!" - napisała w mediach społecznościowych posłanka. W dalszej części wpisu dodała: "Założyciel i główny akcjonariusz Dino, jeden z najbogatszych ludzi w naszym kraju, żyje w luksusach, a pracownicy w Dino mają marznąć w pracy [...]". Przypomnijmy, że Dino należy do Tomasza Biernackiego, jednego z najbogatszych Polaków z majątkiem szacowanym na ok. 28 mld zł.
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zajmuje się sprawą. Szefowa resortu Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zwróciła się z wnioskiem do Głównego Inspektora Pracy o pilne przeprowadzenie kontroli w związku z możliwością nieprzestrzegania przez pracodawcę przepisów z zakresu zbiorowego prawa pracy.
- Upominanie się o zdrowie i bezpieczeństwo współpracowników to postawa godna pochwały, nie odwetu. W związku z doniesieniami o zwolnieniu pracownicy Dino, działaczki związkowej objętej szczególną ochroną, która miała zgłosić nieprawidłowe warunki pracy w markecie, zwróciłam się z wnioskiem do Głównego Inspektora Państwowej Inspekcji Pracy o pilne przeprowadzenie kontroli - powiedziała "Wyborczej" Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.
Źródło: Radio ZET/Gazeta Wyborcza
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET