Czytelnicy „boją się” takich książek. Ekspert: „Pełna kontrola jest niemożliwa”
Czytelnicy „boją się” książek wydanych po 2022 roku, bo - jak twierdzą - mogą być wygenerowane przez sztuczną inteligencję. - Obecnie nie istnieje metoda, która pozwalałaby z pełną pewnością stwierdzić, że dany tekst powstał przy użyciu sztucznej inteligencji - przyznaje w rozmowie z portalem RadioZET.pl Włodzimierz Albin, członek Rady Polskiej Izby Książki.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak wydawnictwa weryfikują korzystanie z AI przez autorów.
- Dlaczego wzrasta obawa przed książkami tworzonymi przez AI.
- Jakie zmiany wprowadzają wydawnictwa w umowach z autorami.
W jednym z internetowych serwisów rozpoczęła się dyskusja na temat wpływu sztucznej inteligencji na rynek książki. „Obecnie czytam powieść beletrystyczną wydaną w 2025 roku i, być może to paranoja, ale pewne składnie przypominają mi dzieło sztucznej inteligencji. Oczywiście nie twierdzę, że całość tak powstała, ale skoro księża używają AI do pisania kazań, to zastanawiam się, czy autorzy książek mieliby jakieś skrupuły, żeby obejść się bez sztucznej inteligencji, jeśli, przykładowo, przyspieszyłyby pewne procesy tworzenia książki” - zastanawia się jeden z internautów.
Obawa czytelników jest uzasadniona?
Kolejna osoba w dyskusji dodaje: „Pracuję z modelami językowymi na co dzień: obawa jest jednocześnie słuszna i trochę przesadzona. Słuszna, bo narzędzie istnieje i jest używane. Nikt nie ma skrupułów, żeby przyspieszyć sobie pracę. Przesadzona, bo żaden doświadczony czytelnik nie pomyli rozdziału napisanego przez człowieka z rozdziałem wypluwanym przez LLMa [zaawansowane narzędzie sztucznej inteligencji, które potrafi przetwarzać, analizować i generować tekst w sposób przypominający ludzki - przyp. red.]. Szczególnie w języku polskim”.
W jaki sposób wydawnictwa upewniają się, że autor nie wspomagał się nowoczesną technologią, pisząc tekst? - Obecnie nie istnieje metoda, która pozwalałaby z pełną pewnością stwierdzić, że dany tekst powstał przy użyciu sztucznej inteligencji. Dlatego wydawnictwa stosują raczej zestaw pośrednich narzędzi i procedur redakcyjnych, a nie jedno techniczne rozwiązanie - mówi nam Włodzimierz Albin, członek Rady Polskiej Izby Książki.
Nowe zapisy o AI w umowie z autorami
Pierwszym elementem z tego zestawu jest deklaracja autora w umowie. - Coraz częściej pojawiają się zapisy, w których autor oświadcza, czy i w jakim zakresie korzystał z narzędzi AI. Ma to znaczenie zwłaszcza w literaturze faktu, reportażu czy publikacjach naukowych, gdzie istotna jest wiarygodność źródeł - dodaje Włodzimierz Albin.
Drugim poziomem jest klasyczna redakcja i weryfikacja treści. - Redaktorzy zwracają uwagę m.in. na niespójności w narracji, powtarzalność stylu, brak indywidualnego języka postaci czy nieistniejące źródła w przypisach. W literaturze faktu standardem jest dodatkowo sprawdzanie bibliografii i cytatów. Trzecim narzędziem są detektory tekstu AI. Ich skuteczność nie przekracza 50 proc. - zaznacza członek Rady Polskiej Izby Książki. W praktyce wydawnictwa polegają więc głównie na procesie redakcyjnym i odpowiedzialności autora, a nie na technologicznej „kontroli" powstawania tekstu.
Rynek książki czekają ważne zmiany
Jak twierdzi Włodzimierz Albin, upowszechnienie narzędzi AI prawdopodobnie zmieni rynek książki na kilku poziomach. Po pierwsze, może znacząco zwiększyć liczbę powstających tekstów. - Już dziś w niektórych segmentach rynku - np. w self-publishingu - obserwuje się gwałtowny wzrost liczby publikacji tworzonych z pomocą AI. Kindle drastycznie ograniczył możliwości publikacji tekstów stworzonych w ten sposób. Drugą konsekwencją może być spadek średniej jakości książek, a wydawcy mogą być zmuszeni jeszcze mocniej koncentrować się na selekcji i pracy redakcyjnej - twierdzi Albin.
Jednocześnie technologia może też ułatwić pracę samym autorom – np. w researchu, planowaniu struktury książki czy redagowaniu tekstu. W takim modelu AI staje się narzędziem wspomagającym. Jeśli chodzi o długofalowe zmiany, możemy spodziewać się, że kluczową wartością stanie się autentyczny styl i wiarygodność autora. - Unikalny głos pisarski i zaufanie czytelników mogą stać się ważniejszym wyróżnikiem niż sama sprawność językowa. Dla rynku książki prawdziwym problemem nie jest to, że AI napisze arcydzieło. Problemem jest to, że może produkować nieskończoną liczbę poprawnych, średnich powieści - dodaje nasz rozmówca.
Afera wokół książki Opolskiej. „Kluczowa jest szybka reakcja”
Jednym z kontrowersyjnych przykładów możliwego wspomagania się narzędziami sztucznej inteligencji w procesie tworzenia książki jest publikacja „Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata” dziennikarki Karoliny Opolskiej. Została wydana nakładem Wydawnictwa Harde w październiku 2025 roku. Eksperci znaleźli błędne przypisy z nieistniejących publikacji. W ocenie recenzentów błędy wskazywały na posługiwanie się w pracy sztuczną inteligencją.
Wydawca wydał oświadczenie, w którym przeprosił za przypisy, twierdząc, że pojawiły się przez „błąd techniczny”. Podkreślono, że „na żadnym etapie książka nie była pisana ani współtworzona przez narzędzia AI”. Opolska publicznie obiecywała erratę do książki. Mimo to w drugiej połowie marca wydawnictwo poinformowało o wycofaniu ze sprzedaży książki dziennikarki TVP.
Jak wydawnictwa powinny zachować się w takiej sytuacji? - Kluczowa jest szybka i transparentna reakcja wydawcy: weryfikacja wskazanych fragmentów, konsultacja z autorem oraz - jeśli to konieczne - przygotowanie erraty lub korekty kolejnego wydania. Sprawa ta pokazuje jednak również szerszą zmianę w roli wydawcy - zaznacza Włodzimierz Albin, członek Rady Polskiej Izby Książki. - Po pierwsze, wydawcy zaczynają wprowadzać do umów obowiązek deklaracji korzystania z narzędzi AI, podobnie jak wcześniej wprowadzano oświadczenia o samodzielności tekstu czy o prawach autorskich do materiałów źródłowych. Nie chodzi o całkowity zakaz używania technologii, lecz o transparentność procesu twórczego - dodaje.
„Pełna kontrola jest niemożliwa”
Ponadto, jak podkreśla ekspert, rośnie znaczenie fact-checkingu i kontroli bibliografii, zwłaszcza w literaturze faktu, reportażu i publikacjach naukowych. Modele językowe potrafią generować bardzo wiarygodnie brzmiące przypisy i cytowania, dlatego redakcja musi częściej sprawdzać, czy wskazane publikacje rzeczywiście istnieją. Dodatkowo wydawcy zaczynają rozwijać procedury redakcyjne dotyczące pracy z tekstem powstałym przy wsparciu AI. Może to obejmować dodatkową redakcję stylistyczną, sprawdzanie spójności narracji czy weryfikację źródeł informacji.
- Trzeba jednak podkreślić, że pełna kontrola nad wykorzystaniem AI jest w praktyce niemożliwa. Podobnie jak wcześniej wydawcy nie byli w stanie całkowicie zweryfikować procesu pisania książki przez autora, tak również dziś mogą jedynie tworzyć procedury ograniczające ryzyko. W związku z tym można się spodziewać, że podobnych sporów i nieporozumień będzie w przyszłości więcej. Można powiedzieć, że wydawcy muszę wrócić do standardów pracy sprzed dziesięcioleci. A pomysły, że świat wydawniczy może obejść się bez wydawcy, bo autorzy będą sami publikować w internecie, chyba odejdą w przeszłość - twierdzi Włodzimierz Albin.
„Autor stawia na szali własną reputacje”
Jeśli autor książki wygeneruje za pomocą sztucznej inteligencji tylko przypisy (do publikcji, które nie istnieją) - czy grozi mu odpowiedzialność karna? O komentarz poprosiliśmy adwokata Macieja Kubiaka, który specjalizuje się w zagadnieniach prawa autorskiego, mediów, filmowego i prasowego, IT i nowych technologii. - Zasadniczo publikowanie książek z błędami i zmyślonymi przypisami nie jest samo w sobie zabronione - autor stawia na szali własną reputację. Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś, kupując książkę, ma prawo przypuszczać, że to źródło rzetelnej informacji. Jeśli tak nie będzie, to mogą wchodzić w grę uprawnienia konsumenckie - mówi nam adw. Maciej Kubiak.
Możemy mieć do czynienia również z naruszeniem przez autora umowy z wydawcą, który oczekiwał określonego standardu zamówionego dzieła. - Poza tym, zamieszczenie błędnych i niesprawdzonych informacji może prowadzić do naruszenia dóbr osobistych konkretnej osoby, firmy lub instytucji, a nawet do przestępstwa zniesławienia. Wreszcie: błędne informacje w literaturze fachowej (np. w medycynie) mogą prowadzić do dramatycznych skutków i potencjalnej odpowiedzialności. Takie historie należy jednak oceniać indywidualnie - dodaje Kubiak.
Książka wygenerowana przez AI. Kim jest autor?
Zawiłości prawnych jest jednak więcej. Jeśli książka jest w całości wygenerowana przez AI, to prawa autorskie nie przysługują do niej nikomu. Nawet, jeśli ktoś podpisze się pod publikacją, nie będzie jej twórcą. Sprawa się komplikuje, gdy AI tylko częściowo pomaga w tworzeniu książki. Poprawianie literówek, ortografii, czasem stylu - nie mają wpływu na prawa autorskie autora książki. Podobnie, jeśli narzędzie AI zostanie wykorzystane jako researcher.
- Kluczowe bowiem będzie to, że autor sam pisał książkę - odcisnął w niej swoje piętno twórcze i decydował o tym, jaka jest finalna forma wyrazu. Jeśli natomiast „autor” jedynie podał temat, a resztę zrobiła sztuczna inteligencja albo napisała całe rozdziały czy istotne fragmenty, to materiał wykreowany przez AI nie będzie objęty prawem autorskim. Oczywiście wiele przypadków może być jeszcze bardziej skomplikowanych - wyjaśnia adw. Kubiak.
Czy w polskim prawie na przestrzeni ostatnich kilku lat zaszły już jakieś zmiany uwzględniające wpływ sztucznej inteligencji na prawa autorskie? - Zmian w samym prawie autorskim, które regulowałyby to, kto jest twórcą w przypadku używania AI, nie ma i nie zapowiada się, aby były. Nie są też konieczne. Prawo autorskie chroni kreatywność ludzką i to człowiek musi być autorem. Były natomiast zmiany, które regulują kwestie tzw. tekst and data mining (czyli eksploracji tekstów i danych). W największym uproszczeniu również uczenia się algorytmów dużych modeli językowych. Przy czym to już zupełnie inny temat - dodaje adwokat Maciej Kubiak.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET