Dark tourism w polskich górach. „Przemawia mocniej niż niejedna lekcja historii”
Tanatoturystyka, nazywana dark tourism lub turystyką śmierci, może budzić negatywne skojarzenia. Może też być jednak wspaniałą lekcją historii, która na dodatek odbywa się wśród wspaniałych krajobrazów dzikiej przyrody. Tak wygląda to w Beskidzie Niskim.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak Dusan Jurković wpłynął na architekturę cmentarzy w Beskidzie Niskim.
- Dlaczego cmentarze wojenne w Beskidzie Niskim są unikalne w Europie.
- Co sprawia, że tanatoturystyka przyciąga turystów do Beskidu Niskiego.
Bitwa pod Gorlicami, jedna z najkrwawszych bitew I wojny światowej, zostawiła po sobie wieczny ślad w całej okolicy. To cmentarze, na których leżą żołnierze, którzy do swoich domów, rozsianych po wielu krajach Europy, już nie wrócili. Swój ślad w tym regionie zostawiła także II wojna światowa, a właściwie jej echa i wysiedlenia Łemków, po których zostały opuszczone wsie. I cmentarze, obecnie ukryte pośród łąk i lasów.
Tanatoturystyka w Beskidzie Niskim
Wśród pierwszej grupy cmentarzy wyróżniają się te projektowane przez słowackiego architekta Dusana Jurkovicia, który w Beskidzie Niskim odcisnął swój ślad. Wykształcony w Wiedniu, wcześniej projektujący wille, schroniska turystyczne czy domy zdrojowe, w czasie I wojny światowej został odpowiedzialny za cmentarze. Zaprojektował ok. 35 nekropolii na terenach Beskidu Niskiego, w tym chyba najbardziej charakterystyczny cmentarz z wieżami na wzgórzu Rotunda.
To właśnie tam najchętniej ciągną turyści, którzy chcą zobaczyć wspaniałe zabudowania, znajdujące się na szczycie góry, na którą można wyjść z Regietowa bądź Zdyni. Ci, którzy znają Główny Szlak Beskidzki, wiedzą, że na jego trasie lub tuż obok, jest kilka dzieł Jurkovicia.
Jednak nie tylko pokonujący GSB podziwiają leżące w Beskidzie Niskim cmentarze. Każdego roku wiele osób chętnie odwiedza tamtejsze nekropolie, czy to te z I wojny światowej, czy też zapomniane, łemkowskie, których charakter jest nieco inny, bardziej naturalny, często zresztą przez tę naturę częściowo wchłonięty.
Sytuacja unikatowa w skali Europy
- Cmentarze Beskidu Niskiego są wyjątkowe z kilku powodów. Przede wszystkim zachwyca ich położenie. Wiele z nich znajduje się w trudno dostępnych lasach, na grzbietach wzgórz czy w miejscach oddalonych od głównych dróg. Nie ma tu rozbudowanej infrastruktury turystycznej, szerokich ścieżek ani tłumów. Ta cisza i dzikość niosą za sobą refleksję i sprawiają, że odwiedzający mogą zatrzymać się na chwilę i spojrzeć na historię z zupełnie innej perspektywy – tłumaczy w rozmowie z RadioZET.pl Jan Gubała, prezes stowarzyszenia „Beskid z Jankiem".
- Drugim elementem jest architektura. Monumentalne kamienne krzyże, drewniane kaplice i gontyny, starannie wykonane ogrodzenia oraz harmonijne wpisanie nekropolii w beskidzki krajobraz tworzą miejsca o niezwykłym klimacie. To cmentarze, na których naprawdę czuje się powagę historii – dodaje.
Co warte podkreślenia, wojenne cmentarze służą za miejsce spoczynku żołnierzom z wielu państw, oraz z przeciwnych armii. Stąd często można spotkać tam nazwiska bałkańskie, węgierskie, austriackie czy słowackie. - Byli przeciwnikami na polu bitwy, ale po śmierci pochowano ich z jednakowym szacunkiem. To sytuacja unikatowa nie tylko w Polsce, ale również na tle Europy – mówi Gubała.
Bolesna lekcja historii
Prezes stowarzyszenia „Beskid z Jankiem” zwraca także uwagę, że odwiedzanie cmentarzy to także cenna lekcja historii. Bolesna, ale tym bardziej zapadająca w pamięć. - Cmentarze wojenne są doskonałym miejscem do opowiadania historii regionu. To cisi świadkowie historii. To nie tylko piękne miejsca ukryte pośród beskidzkich wzgórz, ale przede wszystkim materialny dowód tragicznych wydarzeń sprzed ponad stu lat. Widok tysięcy nazwisk wyrytych na tabliczkach – ojców, synów, braci i mężów – przemawia znacznie mocniej niż niejedna lekcja historii – mówi.
Dlatego tak ważna jest dbałość o stan beskidzkich cmentarzy. Zdaniem Gubały w Polsce zwracamy uwagę głównie na pozostałości po II wojnie światowej, a przecież Bitwa pod Gorlicami, jedna z najważniejszych bitew frontu wschodniego I wojny światowej, miała ogromny wpływ na dalszy przebieg działań wojennych, która zmieniła losy Polski, Europy i świata.
- Ta pamięć musi być zachowana, to nasze dziedzictwo. I my, mieszkańcy Beskidu Niskiego wiemy o tym, dlatego trudno nazwać je opuszczonymi. Dzięki pracy lokalnych społeczności, pasjonatów i instytucji są pielęgnowane, a na wielu z nich niemal zawsze pali się znicz. To pokazuje, że pamięć o poległych wciąż jest żywa i stanowi ważny element tożsamości Beskidu Niskiego – mówi Jan Gubała.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET