Świadkowie o policjantach i wypadku z nastolatkami. "Jakby flirtowali i mówili o trójkącie"
Nowa relacja świadka wydarzeń z Dawidów Bankowych (woj. mazowieckie), gdzie rozbił się radiowóz z dwiema nastolatkami w środku. - Te ich teksty (policjantów - red.) miały taki podtekst erotyczny, jakby sobie flirtowali. Oprócz tego niby-żartu, że "mogą włączyć zaraz inne koguty", był też jakiś tekst o... trójkącie - mówił w rozmowie z Onetem świadek interwencji funkcjonariuszy.
Na jaw wychodzą kolejne fakty dotyczące wydarzeń z 2 stycznia. Tego dnia wieczorem w miejscowości Dawidy Bankowe pod Warszawą radiowóz uderzył w drzewo u zbiegu ul. Złote Łany i Kinetycznej. Poza funkcjonariuszami w pojeździe znajdowały się dwie nastolatki. Początkowo policja nie komentowała, jak dziewczyny mogły się tam znaleźć. Później przekazano, że zostały zatrzymane podczas interwencji dotyczącej "wypalania kabli".
Wobec policjantów toczy się wewnętrzne postępowanie. Sprawę bada również prokuratura. Zamieszani w sprawę funkcjonariusze nie są zawieszeni, tylko przebywają na zwolnieniach lekarskich. Dziennikarze portalu Onet dotarli do świadków policyjnej interwencji i znajomych poszkodowanych dziewczyn (jedna z nich po wypadku trafiła do szpitala).
Dawidy Bankowe. Świadkowie o wypadku radiowozu z nastolatkami
Wszystko zaczęło się od zgłoszenia o pożarze w pobliskim lesie i popularnym miejscu spotkań młodzieży. - Tuż obok jest dzikie wysypisko śmieci, które prawdopodobnie ktoś podpalił albo rzucił tam niedopałek papierosa i zaprószył ogień. Kiedy zauważyliśmy pożar, podjechaliśmy tam i próbowaliśmy ugasić go naszymi gaśnicami samochodowymi. Kiedy to się jednak nie udało, a ogień coraz bardziej się rozprzestrzeniał, zagrażając także pobliskim drzewom i krzewom, wezwaliśmy strażaków. Ci szybko ugasili ogień. Tuż za nimi na miejsce przyjechał też patrol policji - mówił jeden z rozmówców Onetu.
Informatorzy portalu, który w obawie na zemstę policji wolą pozostać anonimowi, przeczą, że wszyscy przesłuchani w sprawie potwierdzili, że nastolatki same chciały wejść do radiowozu. - Kiedy straż odjechała, drugi policjant, ten starszy, również do nas podszedł. Nawet wszystkich nas nie spisali, tylko niektórych. Zaczęli z nami rozmawiać, już nie tak oficjalnie. Zaczęli rzucać jakieś dwuznaczne żarty, zwłaszcza w stronę jednej z naszych koleżanek. Ewidentnie można było odnieść wrażenie, że spodobała się jednemu z nich - relacjonował jeden ze świadków zdarzenia.
Co więcej, policjanci mieli wypowiadać dwuznaczne wypowiedzi. - Oprócz tego niby-żartu, że "mogą włączyć zaraz inne koguty", był też jakiś tekst o... trójkącie. Niby chodziło o trójkąt odblaskowy w samochodzie, ale było to powiedziane w sposób dwuznaczny, z takim uśmieszkiem. Było też coś o "przeszukaniu osobistym" tej naszej koleżanki, którą sobie upatrzyli. Zwłaszcza starszy z nich tak sobie "żartował", ten młodszy nie odzywał się, tylko się śmiał - tłumaczy rozmówczyni Onetu.
Relacje świadków wypadku radiowozu
Zdaniem świadków to jeden z policjantów miał przez okno auta powiedzieć do jednej z nastolatek, żeby wsiadła do radiowozu. Jej koleżanka, pamiętając dwuznaczne żarty funkcjonariuszy, wsiadła razem z nią.
Jedna z rozmówczyń Onetu dodała: - W pewnym momencie ku zaskoczeniu wszystkich — i nas, i naszych koleżanek w aucie — radiowóz z piskiem opon ruszył. Włączyli też koguty. Wyglądało to trochę tak, jakby chcieli się popisać, no bo przecież nie było potrzeby ich włączania. Myśleliśmy więc, że oni na końcu drogi je wysadzą. Zwłaszcza że widzieliśmy, że w pewnym momencie się zatrzymali, a potem znowu ruszyli bardzo szybko, włączając jeszcze sygnały dźwiękowe. Myśleliśmy, że je tam gdzieś wysadzili i pojechali, bo mieli wezwanie na interwencję.
- W pewnej chwili zauważyliśmy dziewczyny na krawężniku, kawałek od zakrętu, na którym rozbił się radiowóz. Jedna z nich miała zakrwawioną twarz. Powiedzieliśmy, że wzywamy karetkę, ale one, że nie możemy, bo policjanci kazali im stąd "s*********".
Pomocy medycznej udzielili rannym dopiero strażacy ochotnicy z Raszyna, zaalarmowani przez znajomych nastolatek. Zdaniem świadków zdarzenia wypadek z radiowozem długo nie był zgłaszany na policję oraz pogotowie ratunkowe.
W ocenie rozmówców Onetu pytań jest znacznie więcej: - Na przykład czy są nagrania kamery z wnętrza radiowozu? Jakoś nikt o tym nie mówi. Albo, dlaczego policjanci nie zostali przebadani na obecność narkotyków czy innych środków odurzających? Kiedy pytaliśmy o to komendanta, to stwierdził, że nie widzi tu podstawy do zrobienia narkotestów, bo musi widzieć od razu, że coś jest nie tak. Czy to nie było wystarczająco dziwne zachowanie funkcjonariuszy, że wzięli dwie nastolatki do radiowozu i jechali z nimi jak szaleni?
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET