`

"Nie tylko takiego koguta możemy włączyć". Szokująca relacja nastolatki z rozbitego radiowozu

3 min. czytania
05.01.2023 14:55
Obserwuj nas na Google

Nowe doniesienia ws. wypadku radiowozu w Dawidach Bankowych (woj. mazowieckie). "Gazeta Wyborcza" dotarła do jednej z nastolatek, która była w pojeździe. - Wyszedł starszy funkcjonariusz, ten, który siedział za kierownicą, i krzyknął do nas: "Spierda...cie" - relacjonowała. Tymczasem, jak przekazał w czwartek rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkom. Sylwester Marczak, policjanci obecnie przebywają na L4.

wypadek radiowozu
fot. Adam STASKIEWICZ/East News/Facebook/Miejski Reporter

Do wypadku radiowozu z nastolatkami w Dawidach Bankowych doszło 2 stycznia. Policjanci otrzymali zgłoszenie dotyczące wypalania kabli. - Tego wypalania nie potwierdzili, natomiast było jakieś ognisko - przekazała Karolina Kańka z KPP w Pruszkowie. Funkcjonariusze odjechali stamtąd z nastolatkami w wieku 17 i 19 lat. Okazało się, że dziewczyny przebywały w aucie bez podstawy prawnej. W pewnym momencie pojazd uderzył w drzewo. 

Wypadek radiowozu z nastolatkami. "Ona bała się wejść sama"

W sprawie pojawiają się wciąż nowe informacje. "Gazeta Wyborcza" dotarła do 17-latki, która była w radiowozie. - Jechaliśmy ze znajomymi na przejażdżkę "na Dawidy". Gdy dotarliśmy na miejsce, zobaczyliśmy, że palą się gałęzie i trawy. Zadzwoniliśmy po straż pożarną, która przyjechała i ugasiła pożar. Za nimi przyjechał też radiowóz z dwoma policjantami - opowiadała.

Redakcja poleca

Jak dodała, mundurowi byli w dobrym humorze i żartowali. - Nie tylko takiego koguta możemy włączyć - miał rzucić jeden z nich. W pewnym momencie krzyknęli do jednej z dziewczyn z grupy, żeby wsiadła do pojazdu. – Ona bała się wejść sama do radiowozu, więc wzięła mnie ze sobą. Usiadłyśmy na tylnym siedzeniu – mówiła rozmówczyni "GW". Po tym, jak policjanci wypełnili dokumenty, ruszyli z piskiem opon. Dziewczyny nie wiedziały, dokąd jadą.

- Miałam obawy, że mogą nas gdzieś wywieźć i coś zrobić - mówiła. Z relacji nastolatki wynika, że policjanci jechali bardzo szybko, a sygnały świetlne i dźwiękowe były włączone. - Wydawało mi się, że zaraz zginę - opisywała tamto zdarzenie 17-latka. W pewnym momencie radiowóz rozbił się o drzewo. - Uderzyłam głową w szybę i w drzwi lewą stroną ciała. Mam obitą nogę i bark, złamany nos. Wyczołgałam się z auta i upadłam. Głowę trzymałam pomiędzy kolanami, miałam krew w ustach - mówiła.

Relacja 17-latki jest szokująca. Funkcjonariusze po wypadku mieli kazać dziewczynom uciekać. Najpierw, według słów dziewczyny, zareagował młodszy policjant: - Wziął nasze głowy w ręce, spojrzał w oczy i powiedział: "Teraz uciekajcie". Dopiero potem wyszedł starszy funkcjonariusz, ten, który prowadził. Krzyknął: "Spierda...cie!".

Ranna 17-latka została przewieziona przez znajomych do szpitala. - Tak naprawdę, to cieszę się, że się rozbiliśmy. Nie wiem, jak by się to skończyło. Zaczęłam się zastanawiać, jakie policjanci mają wobec nas zamiary - dodała.

Dawidy Bankowe. Policjanci po wypadku radiowozu są na L4

W środę zostało wszczęte śledztwo w Prokuraturze Rejonowej w Pruszkowie. - Dotyczy spowodowania wypadku oraz nieudzielenia pomocy - powiedziała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz. Tymczasem nowe informacje ws. policjantów i wypadku w Dawidach Bankowych przekazał w czwartek rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkom. Sylwester Marczak. - Wykonano czynności z udziałem pięciu świadków. Przed nami kolejne. Pozostało przesłuchanie 17-latki oraz policjantów, którzy obecnie obydwaj przebywają na L4 - poinformował.

- Wśród osób przesłuchanych na protokół, z pouczeniem o odpowiedzialności karnej jest 19-latka, która również była w aucie. Wszyscy świadkowie jednoznacznie wskazali, że prośba wejścia do radiowozu wyszła od nastolatek - oświadczył Marczak. Jak dodał, informacja ta nie ma natomiast dla postępowania większego znaczenia, gdyż nie było żadnych podstaw do tego, aby nastolatki znalazły się w radiowozie. - Wszelkie decyzje o karach dyscyplinarnych zawsze są podejmowane po wykonaniu wszystkich czynności w sprawie, przez właściwego przełożonego dyscyplinarnego - zaznaczył rzecznik KSP.

O zdarzeniu Komendant Powiatowy Policji w Pruszkowie poinformował Biuro Spraw Wewnętrznych Policji, Prokuraturę, a także Komendanta Stołecznego Policji. - Stąd decyzja ze strony Komendanta Stołecznego Policji o skierowaniu na miejsce Wydziału Kontroli KSP. Po wykonaniu czynności wyjaśniających podjęto niezwłocznie decyzję o czynnościach dyscyplinarnych, bowiem nie ma żadnych wątpliwości, że w samochodzie znajdowały się osoby postronne - podkreślił nadkomisarz Sylwester Marczak. Dodał, że dalsze decyzje w tej sprawie uzależnione są od ustaleń postępowania dyscyplinarnego, które prowadzi Wydział Kontroli KSP i od ustaleń prokuratury w ramach prowadzonego śledztwa.

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl/"Gazeta Wyborcza"/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET