Dziekan uczelni Sławosza Uznańskiego: "Cierpliwość nie jest cechą pokolenia Z, a jest kluczowa"
- Zetki wiedzą, czego chcą, ale muszą mieć wszystko tu i teraz. A cierpliwość wydaje się kluczowa do tego, żeby osiągać sukces - mówi w rozmowie z RadioZET.pl prof. Jacek Kucharski z Politechniki Łódzkiej, uczelni, na której studiował Sławosz Uznański-Wiśniewski.
Aleksandra Pucułek: - Sławosz Uznański-Wiśniewski w tym momencie jest chyba najbardziej znanym państwa absolwentem. Wielokrotnie wspominał o roli szkoły, uczelni i nauczycieli w swojej drodze zawodowej.
Dr hab. Jacek Kucharski, prof. Politechniki Łódzkiej, dziekan Wydziału Elektrotechniki, Elektroniki, Informatyki i Automatyki: - Kilkakrotnie był u nas na wydziale, kiedy jeszcze starał się dostać do zespołu astronautów. Potem gdy już został wybrany, miałem okazję z nim rozmawiać. Odkąd studiował u nas, minęło trochę czasu. Poza tym przy tej liczbie studentów na wydziale nie oszukujmy się, nie zawsze się pamięta danego studenta, nawet jeśli jest tak dobry i tak szczególny jak Sławosz. Z naszych pracowników pamięta go emerytowany już promotor jego pracy dyplomowej. Sławosz wielokrotnie wspominał też prof. Andrzeja Napieralskiego, naszego dawnego prorektora, który był jego mentorem, zachęcał go do studiów na politechnice, pokierował go.
Jesteśmy w przededniu wyników maturalnych i szczytu rekrutacji na studia. Jak to jest więc dziś, na uczelnie trafiają już osoby mocno ukierunkowane, które wiedzą, czego chcą, czy raczej są to osoby, które trafiły na studia po omacku i uczelnia ich dopiero ukierunkowuje?
- Dziś wciąż znacznie większy procent młodych ludzi podejmuje studia niż 20,30 lat temu. Doświadczamy kształcenia masowego, w związku z tym trafiają do nas studenci z różnym nastawieniem. Część wie, czego chce, świadomie studiuje kierunki, o których marzyła, a część rzeczywiście nie ma takiej wiedzy. Ale z naszych doświadczeń wynika, że jeśli młodzi ludzie podejmą studia na kierunku, co do którego nie byli przekonani, to większość z nich się odnajduje i zaczyna lubić to, co robimy. Mamy więc do czynienia z takim miksem, co nam nie ułatwia sprawy, jeśli chodzi o kształcenie, bo najlepiej mieć grupy równe, zaangażowane i zdeterminowane do pacy.
Wtedy to jest też bardzo wymagająca grupa.
- Zgadza się, wymaga to od naszych pracowników większego wysiłku. Ale póki co dajemy radę, kadra uczelni jest na bardzo dobrym poziomie, a studia na politechnice przyciągają przez to, że uzyskuje się tu wykształcenie na bardzo dobrym poziomie.
Czy zdarzają się panu studenci, po których widzi pan od razu, że źle wybrali, że to zupełnie nie jest dla nich, czy trudno to na początku stwierdzić? Albo tacy się raczej nie zdarzają?
- Na pewno widzimy takich, którzy dobrze wybrali. Grupę studentów, która rzeczywiście wie, czego chce, która sobie świetnie radzi, która wyprzedza swoich kolegów, także w zaangażowaniu w studia, widać gołym okiem. Natomiast mając świadomość tego, że dla części osób wybrany kierunek nie był wyborem w pełni świadomym, na wydziale prowadzimy np. cykle webinariów czy konsultacji w pierwszym semestrze z przedmiotów typu matematyka, fizyka, żeby pomóc studentom, kiedy przychodzą pierwsze kolokwia, egzaminy.
Dajemy im możliwość bliższego kontaktu z prowadzącymi, żeby mogli o coś dopytać, poprosić o dodatkowe informacje. Statystyki, które prowadzimy, pokazują, że dzięki temu udaje nam się zatrzymać więcej studentów niż wcześniej, kiedy jeszcze takich działań nie podejmowaliśmy. Nawet więc jeśli część studentów jest słabsza i być może nie wybrała w pełni świadomie tego, co studiuje, to wszystkich staramy się wspomóc.
Z jednej strony słyszę od nauczycieli, wykładowców, że trudno pracuje się dziś z pokoleniem Z czy alfa. Nie można im zbyt wiele informacji przekazywać jednocześnie. Mają trudności z formułowaniem myśli, z odczytywaniem i zrozumieniem dłuższego polecenia, nie potrafią łączyć faktów. Z drugiej strony słyszę, że to pokolenie nastawione na siebie, dążące do tego, czego chce.
- Na pewno obserwujemy nieco gorsze przygotowanie dzisiejszych studentów w zakresie teoretycznym niż to było 20,30 lat temu. Mimo że od jakiegoś czasu wszyscy zdają obowiązkowo matematykę na maturze, to jednak ten poziom wiedzy matematycznej, czy fizycznej nie jest tak wysoki jak kiedyś.
Co dodatkowo kłóci mi się z tym, że sporo liceów rezygnuje teraz z klas humanistycznych na rzecz matematyczno-informatycznych, biologiczno-chemicznych. To właśnie te są najpopularniejsze wśród młodzieży.
- A jednak poziom wiedzy, z jakim przychodzą do nas młodzi ludzie, różni się od tego, co kiedyś. Uczelnia stara się więc dobierać metody kształcenia do charakterystyki pokolenia, które przychodzi nam kształcić. Zetki rzeczywiście potrzebują krótkiej komunikacji, dobrze wiedzą, czego chcą, ale są niecierpliwe, muszą mieć wszystko tu i teraz. Dlatego proponujemy różnego typu metody aktywizujące studentów np. design thinking, uczenie przez problem, projekt, czy metody gamingowe. One nie były znane i używane kilka dekad temu, natomiast dzisiaj stają się narzędziem dotarcia do tych młodych ludzi - może nie trudnych, ale innych niż poprzednie pokolenia.
Wciąż spory odsetek osób kończy studia i może pochwalić się wyższym wykształceniem. To dobrze, czy jednak studia, dyplom powinien być czymś elitarnym?
- Oczywiście im więcej ludzi kończy studia, tym poziom intelektualny społeczeństwa - przynajmniej potencjalnie - jest wyższy, więc to dobrze. Z drugiej strony musimy też spojrzeć prawdzie w oczy. To może powodować obniżanie poziomu, wymagań na uczelniach i dostosowywanie się do tych słabszych słuchaczy. Staramy się utrzymać taki poziom, jak nas uczono przed laty, ale rzeczywiście zderzamy się z tym problemem.
Skoro jesteśmy przy poziomie intelektualnym społeczeństwa, ostatnio w rozmowach z młodymi ludźmi słyszę powtarzające się pytania: „a na co to, a po co to, nie opłaca się”. To, że ktoś coś wie, ma małe znaczenie. Wiedza ekspercka jest podważana na każdym kroku. Zauważa pan to też na uczelni?
- Z przykrością muszę powiedzieć, że tak. Być może jest to cecha tego pokolenia, które nie docieka, nie pogłębia wiedzy, tylko chce już teraz, zaraz mieć wszystko i tylko to, co niezbędne. Sposobem na to byłoby uświadamianie rynku pracy. Dzisiaj, kiedy w Polsce stopa bezrobocia jest bardzo niska, można bez trudu uzyskać całkiem dobrze płatną pracę, niekoniecznie mając super wysokie kwalifikacje. To zniechęca do tego, żeby podnosić kwalifikacje, rozwijać się. W tym upatrywałbym więc poprawy sytuacji.
Trzeba uświadamiać pracodawcom, że nie powinni przyjmować młodych ludzi jak najszybciej, byle tylko mieć ręce do pracy, ale zachęcać ich do tego żeby się rozwijali, bo wiadomo że to jest inwestycja długofalowa. Młodzi ludzie przygotowują się kilka dekad do swojej kariery zawodowej. Im więcej zdobędą na początku, tym dłużej i bardziej efektywnie będą potem działać w życiu zawodowym. Często powtarzam studentom, że kiedy przychodzi w życiu prime time, w którym jesteśmy najbardziej efektywni w zdobywaniu wiedzy, w uczeniu się, trzeba go wykorzystać. Z czasem jest to coraz trudniejszy proces, więc nie ma co odkładać tego na potem.
A propos czasu od młodzieży słyszę, że szkoła zabiera im czas na realizację pasji, marzeń, że gdyby powiedzieli, że chcą polecieć w kosmos to nie potraktowano by tego poważnie.
- Cenię sobie pasję, bez niej trudno robić coś wartościowego. Ale ona jest o tyle cenna, o ile jest solidnie podbudowana. Trzeba poświęcić czas, żeby te fundamenty sobie zbudować. Poza tym nie wiadomo, kiedy nam się coś przyda. Dobrym przykładem jest kształcenie się w zakresie matematyki. Czasami słyszymy od studentów, że ta matematyka to taka trudna, ciężka. Muszą to zdać, ale ale po co im to, w ogóle nie wykorzystają tego w praktyce.
Nie rozumieją, że tak naprawdę w matematyce nie chodzi o to, żeby nauczyć się konkretnych metod, bo one rzeczywiście przydają się później wąskiemu gronu naukowców, a w codzienności przemysłowej czy biznesowej raczej się tego nie stosuje. Ale chodzi o to, żeby rozwijać wyobraźnię, myślenie abstrakcyjne, czyli coś co jest absolutnie uniwersalne i przydaje się później w każdym obszarze. Są to umiejętności: generalizacji, spoglądania z pewnej perspektywy na problem, łączenie faktów.
To ciekawa jestem, jakie konkretnie umiejętności z PŁ nasz astronauta wykorzystuje teraz w kosmosie.
- Myślę że dużo. Nieraz podkreślał, że na Politechnice Łódzkiej otrzymał mocne podstawy teoretyczne, co otworzyło mu drogę do tego, żeby później zrobić doktorat za granicą, a dzisiaj być astronautą i polecieć w kosmos. Czyli ta podbudowa matematyczna czy fizyczna była kluczowa i na pewno pomogło mu to w dalszym rozwoju.
Pan Sławosz Uznański może być też pomocny w walce o tę eksperckość i pokazywanie, że warto mieć wiedzę, że warto się kształcić, warto się rozwijać?
- Zdecydowanie. Gdy rozmawialiśmy dwa, trzy miesiące przed jego lotem, spytałem go, co by radził młodym ludziom, którzy też być może marzą o takim sukcesie. Odpowiedź Sławosza jest niezwykle ważna dla młodzieży, bo powiedział, że przede wszystkim trzeba być cierpliwym, że zdobywanie czegoś wartościowego wymaga pracy i czasu. Cierpliwość, która nie jest typową cechą pokolenia Z, wydaje się więc kluczowa do tego, żeby osiągać sukces.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET