Finał afery ze znaną warszawską cukiernią. Konserwator zabytków zabrał głos
Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków zajął się sprawą znanej warszawskiej cukierni, która pomazała przedwojenną kamienicę na Saskiej Kępie. Chodzi o znaną sieć Lukullus, która w ramach swojej urodzinowej akcji różową farbą na przyziemu elewacji budynku napisała wielki napis "LXXX". Mieszkańcy bardzo ostro ocenili taki marketing, a konserwator ujawnił, jaki ma być finał zamieszania.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były przyczyny kontroli cukierni Lukullus przez WUOZ.
- Dlaczego mieszkańcy Saskiej Kępy sprzeciwili się akcji marketingowej.
- Jakie działania zapowiedzieli właściciele cukierni po krytyce.
Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków skontrolował znaną warszawską cukiernię
Na początku stycznia w sieci pojawiły się pierwsze doniesienia o nietypowej akcji marketingowej warszawskiej cukierni Lukullus, która w swojej lokalizacji na Saskiej Kępie, mieszczącej się w przedwojennej kamienicy, namazała na elewacji wielki różowy napis "LXXX". Taki sam zresztą możemy zobaczyć także na stronie internetowej cukierni. W ten sposób cukiernia chciała odnieść się do 80-lecia powstania firmy, by przypomnieć o jej korzeniach.
Niestety krzykliwe graffiti nie przypadło do gustu lokalnym mieszkańcom. Zdjęcia cukierni umazanej sprejem przewinęły się przez media społecznościowe i po fali krytyki dość szybko właściciele cukierni przeprosili za akcję, zapowiadając, że usuną napis najszybciej, kiedy będzie to możliwe, czyli kiedy pozwoli na to pogoda.
Lukullus przeprasza i zapowiada usunięcie grafitti
Ponieważ układ urbanistyczny i zespół budowlany Saskiej Kępy chronione są wpisem do rejestru zabytków, a sama kamienica przy ul. Walecznych 29 jest zabytkiem, sprawą zainteresował się stołeczny konserwator, Michał Krasucki. Wystąpił on do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków o przeprowadzenie kontroli. W środę 14 stycznia WUOZ poinformował o wynikach. Kontrola odbyła się 12 stycznia, a przedstawiciele Wydziału Kontroli i Dotacji WUOZ potwierdzili, że napis na kamienicy się znajduje.
"Potwierdzono, że w partii przyziemia elewacji budynku od strony ul. Francuskiej naniesiono farbą w sprayu napis "LXXX" w kolorze magenta, w ramach akcji marketingowej mieszczącej się tam cukierni. Na realizację wspomnianego działania nie uzyskano pozwolenia konserwatorskiego, które wymagane jest ze względu na to, że budynek przy ul. Walecznych 29 znajduje się na obszarze wpisanego do rejestru zabytków historycznego układu urbanistycznego Saskiej Kępy" — czytamy w mediach społecznościowych konserwatora.
Urodzinowa akcja czy akt wandalizmu?
Jak wyjaśnia Wyborcza, Właściciele Lukullusa, którzy prowadzą przedsiębiorstwo jako już trzecie pokolenie, chcieli podkreślić w te sposób, że historia firmy sięga 1946 roku, kiedy swoją pracownię na Nowej Pradze otworzył Jan Dynowski, mistrz czekolady w fabryce Wedla. Początkowo cukiernia nosiła nazwę "Kremówka", a dopiero od 1998 roku znana jest jako Lukullus. Właściciele podkreślają, że nie taki był zamiar ich działań.
"Umieszczenie nowego logotypu na witrynach naszych lokali w formie graffiti niektórych oburzyło. Nie taki był nasz cel. Niezadowolonych przepraszamy. Szczególnie mocne przeprosiny należą się społeczności Saskiej Kępy. Jest nam głupio, że Was rozwścieczyliśmy" — poinformowano w oświadczeniu. Właściciele zaznaczają, że taka forma miała odnosić się do patrzenia w przyszłość. "Postanowiliśmy świętować zacny jubileusz, patrząc w przyszłość właśnie, poza widoczną dla oczu linię horyzontu. Chcemy opowiadać o Lukullusie z perspektywy wyobrażonego prawnuczka, a nie tylko z perspektywy dziadka Jana Dynowskiego" — dodano.
Ostatecznie zatem napis już niebawem zniknie z budynku na Saskiej, choć po oświadczeniu WUOZ pojawiło się wiele komentarzy dotyczących samego konserwatora. Internauci pod wpisem na Facebooku alarmują, że podcas gdy w tak głośnej sprawie konserwator zabiera głos, w innych przypadkach chowa głowę w piasek. "To może szanowny Pan konserwator przejdzie się Francuską w kierunku Zwycięzców i skontroluje daszki i szyldy, jak już tak żwawo na to zareagowaliście. Szczególnie daszek knajpy indyjskiej z pleksi jak z nadmorskich jarmarków" — wskazuje internautka. Ktoś inny pokazał inne okoliczne "malunki" na ścianach, którymi nikt się nie interesuje.
Właściciele Lukullusa zapowiedzieli, że mazaje z Saskiej znikną, kiedy pogoda pozwoli — i może to być już w najbliższych dniach, bo w stolicy nieco się ociepliło. Dopiero po usunięciu napisu będzie można mówić o finale sprawy. Niektórzy zbulwersowani pytają jednak w sieci, jakie będą konsekwencje prawne takiej marketingowej samowoli. Aby uzyskać odpowiedź na to pytanie skontaktowaliśmy się z rzeczniczką prasową WUOZ, Anną Śmigielską. Informacje przekażemy, kiedy tylko do nas napłyną.
Źródło: Radio ZET/wyborcza.pl/WUOZ
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET