`

Ujawniamy skandaliczne praktyki prokuratorów. “Żeby nie było, że nic nie robiliśmy”

12 min. czytania
14.12.2022 07:52
Obserwuj nas na Google

Tadeusz M. zginął w niejasnych okolicznościach. Gdy policjant przekazał prokuratorowi, że lekarz nie jest pewny, czy ktoś brał udział w śmierci mężczyzny, usłyszał: “przez durnego lekarza trzeba zrobić 308, żeby się potem nikt nie czepiał”. W Prokuraturze Rejonowej w Golubiu-Dobrzyniu narodził się niebezpieczny proceder. Prokuratorzy nie pojawiali się na miejscu ujawnienia zwłok. Telefonicznie ustalali okoliczności gwałtownych zgonów. Jak ustaliła Prokuratura Krajowa, dotyczyło to 35 postępowań na przestrzeni czterech lat.

fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

Golub-Dobrzyn to niewielkie miasto położone godzinę drogi od Torunia. To tam mieści się prokuratura rejonowa, o której w 2018 roku zrobiło się głośno na całą Polskę. Wszystko za sprawą materiału Superwizjera TVN o tajemniczej śmierci 18-letniego Jakuba Schimandy. W programie reporterzy wytknęli zaniedbania śledczych. Po dziennikarskim śledztwie stanowiska stracili szef prokuratury i jego zastępczyni. To właśnie ona prowadziła sprawę Jakuba. Prokurator Okręgowy w Toruniu Artur Krause publicznie skrytykował sposób prowadzenia postępowania.

- Do głównych wad postępowania zaliczono przede wszystkim brak obecności prokuratora na miejscu zdarzenia - powiedział reporterom radia PiK w 2018 roku prokurator.

Sprawa Jakuba Schimandy miała być ewenementem. Wypadkiem przy pracy prokuratorów. Nie była. Jak ustaliło śledztwo Prokuratury Krajowej, w 34 sprawach w Prokuraturze Rejonowej w Golubiu-Dobrzyniu doszło do podobnych zaniedbań, co w przypadku śmierci Jakuba Schimandy. Golubscy prokuratorzy wielokrotnie nie zjawiali się na miejscu ujawnienia zwłok. Nie zlecali sekcji zwłok. Sprawę załatwiali przez telefon. Chodziło o jak najszybsze zamknięcie postępowania. Poniżej opisujemy kilka postępowań, w których to śledczy z Prokuratury Krajowej dopatrzyli się zaniedbań ze strony prowadzących je prokuratorów.

Prokurator Ilona L.

Jest kwiecień 2018 roku. Ilona L. jest asesorem prokuratury w Golubiu-Dobrzyniu. Asesor to osoba ucząca się zawodu prokuratora. Jej decyzje musi aprobować przełożony.

Ilona L. otrzymuje od golubskiego policjanta informację o śmierci 26-latka. Ciało mężczyzny wisi w pomieszczeniu gospodarczym tuż przy jego domu. Lekarz stwierdza, że przyczyną śmierci było powieszenie, ale nie wyklucza, że ktoś inny mógł mieć coś wspólnego ze zgonem mężczyzny. W notatce służbowej asesor Ilona L. pisze, że “funkcjonariusze przybyli na miejsce zdarzenia nie ujawnili żadnych śladów działania osób trzecich”. Problem jest jednak taki, że w rozmowie z policjantem, który przyjechał na miejsce zdarzenia asesor nie zapytała o to, czy ujawniono jakiekolwiek ślady. Skąd zatem pewność, że ich nie było?

W notatce Ilony L. znajdują się informacje o tym, że 26-latek cierpiał na schizofrenię paranoidalną. Leczył się psychiatrycznie. Zgłaszał rodzinie chęć popełnienia samobójstwa. Ciało 26-latka zostaje wydane rodzinie bez przeprowadzenia sekcji zwłok. 16 kwietnia asesor Ilona L. zatwierdza postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa. 

Maj 2018. Wczesnym rankiem policjant z Golubia-Dobrzynia odkrywa, że na słupie w pobliżu kompleksu leśnego powieszone jest ciało 20-letniego chłopaka. Dzwoni do prokuratury. Mówi, że doszło do samobójstwa. Jest 28 maja.

- Powiem tak... ja nie mam dyżuru, jestem na urlopie - odpowiada prokurator widniejący na rozpisce dyżurnych. 

- W rozpisce ma pan 28 do 3 (28 maja do 3 czerwca - przyp. red.), pan ma dyżur - mówi zaskoczony policjant.

- Dobra, ale kto ma po mnie, kto po mnie ma? 

- Po panu w czerwcu ma Ilona L. 

- To niech pan do niej dzwoni. Będzie przesunięcie - rzuca na koniec prokurator.

Czterech prokuratorów z Prokuratury Rejonowej w Golubiu-Dobrzyniu miało usłyszeć zarzuty dotyczące niedopełnienia obowiązków.
Fot. Piotr Kamionka/Reporter

Policjant dzwoni do asesor Ilony L. Przekazuje jej, że lekarz w karcie informacyjnej podał, że śmierć nastąpiła z powodu “zamierzonego samouszkodzenia przez powieszenie”. Według policjantów 20-latek sygnalizował, że chce się zabić. Miał wysyłać żonie swojego brata wiadomości, które można było odebrać, jako zapowiedź targnięcia się na życie. Jak to policja ustaliła? Dowiedziała się tego przesłuchując brata ofiary. Nie sprawdziła jednak telefonu, czy faktycznie takie wiadomości miały miejsce. Krewny 20-latka mógł zarówno mówić prawdę, zmyślać lub nawet celowo wprowadzać w błąd. Nikt tego jednak nie zweryfikował.

Asesor nie pojawiła się na miejscu zdarzenia. Dwa dni później zapadła decyzja o odmowie wszczęcia śledztwa. 

Prokurator Ireneusz M. 

6 października 2014 roku. Prokurator Ireneusz M. otrzymuje informację o zgonie Bernarda S. Do śmierci mężczyzny doszło w garażu sąsiada, któremu pomagał naprawić kombajn. Policjant pracujący na miejscu zdarzenia dowiaduje się od sąsiada Bernarda S., że ten nagle upadł i stracił przytomność. Zmarł po reanimacji. Na nosie ma otarcie. Lekarz nie wyklucza działania osób trzecich. W karcie informacyjnej odnotowuje: „Rana na nasadzie nosa - możliwość upadku (...) lub działanie osób trzecich”.

Prokurator Ireneusz M. zleca policjantom przyjąć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, po czym rzuca: „lekarza będziemy ścigać w takim razie”. Prokurator nie nakazuje jednak zabezpieczenia ciała stwierdzając: „jeżeli rodzina nie będzie chciała sekcji to absolutnie”.

W aktach sprawy znajduje się także protokół przyjęcia ustnego zawiadomienia o przestępstwie i przesłuchania córki zmarłego Bernarda S. Kobieta nie była bezpośrednim świadkiem zdarzenia, ale mimo to wykluczyła udział osób trzecich przy śmierci jej ojca.

Redakcja poleca

Prokurator Ireneusz M. nie przyjechał na miejsce zdarzenia i nie przeprowadził oględzin zwłok Bernarda S. Co więcej, polecił odstąpić od zabezpieczenia zwłok (noszących ślady urazów głowy) i nie zarządził sekcji, aby ustalić przyczynę zgonu i mechanizm śmierci. Postępowanie w sprawie śmierci Bernarda S. zostało zakończone wydaniem postanowienia o umorzeniu śledztwa.

21 maja 2015 roku. Policja zgłasza prokuratorowi, że w jednym z mieszkań zostały ujawnione zwłoki kobiety. Martwą Barbarę B. odnalazł mąż. Jak wyjaśniał, żona była zamknięta w mieszkaniu, dlatego rozbił szybę i dostał się do środka przez okno. Później dostrzegł, że kobieta się powiesiła. 

Zwłoki leżały na łóżku, na szyi była widoczna bruzda wisielcza. Lekarz nie wykluczył jednak udziału osób trzecich w śmierci kobiety. Nie chciał jednoznacznie określić przyczyny zgonu, bo jak stwierdził: “nie jest lekarzem medycyny sądowej”, ani nie znał stanu zdrowia zmarłej.

Prokurator postanowił przyjąć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i przesłuchać lekarza, dodając: “Trzeba przyjąć od niego zawiadomienie o przestępstwie. Jak jest taki mądry, to niech w takim razie coś wymyśli, a jak nie, to niech w takim razie zabezpiecza zwłoki do sekcji administracyjnej”. Ostatecznie nie przyjęto zawiadomienia o przestępstwie od lekarza, ani innej osoby.

Prokurator Ireneusz M. nie przeprowadził oględzin zwłok w miejscu ich ujawnienia, nie wydał również polecenia zabezpieczenia ich do badań sekcyjnych. Postępowanie w sprawie zgonu Barbary B. zostało zakończone wydaniem postanowienia o odmowie wszczęcia śledztwa wobec stwierdzenia braku znamion czynu zabronionego.

"Durny lekarz"

27 lutego 2016 roku. W jednym z mieszkań policjanci odnajdują zwłoki 40-latka. Jak ustalili, Rafał R. zamieszkiwał samotnie w mieszkaniu znajdującym się na drugim piętrze budynku wielorodzinnego. Jako pierwsza, ciało mężczyzny znalazła jego siostra. Lekarz, który pojawił się na miejscu nie wykluczył udziału osób trzecich. Prokurator wściekł się po otrzymaniu tej informacji: “natychmiast ma się stawić i złożyć zawiadomienie o przestępstwie”, po czym dodał: “przez durnego lekarza trzeba zrobić 308, żeby się potem nikt nie czepiał”. Artykuł 308 kodeksu postępowania karnego określa czynności, które przeprowadza się w celu ustalenia przyczyny zgonu i jego okoliczności.

Lekarz na podstawie wykonanych oględzin zewnętrznych nie był w stanie stwierdzić, co było przyczyną zgonu: „nie mogę wykluczyć udziału osób trzecich. Ja nie rozbierałem tych zwłok i nie widziałem przez to żadnych obrażeń zewnętrznych".

Miejsce ujawnienia zwłok poddane zostało oględzinom procesowym przeprowadzonym przez funkcjonariuszy policji bez udziału prokuratora. W treści protokołu opisano wygląd i ułożenie zwłok Rafała R. Wykonano dokumentację fotograficzną. W protokole odnotowano: „widoczne zmiany w postaci intensywnych zasinień końcówek palców oraz warg a także biały nalot na języku”. Zwłoki pozostawały w nienaturalnej pozycji na podłodze obok łóżka.

Prokurator Ireneusz M. nie polecił zabezpieczenia zwłok do badań sekcyjnych. Postępowanie przeprowadzone w sprawie śmierci Rafała R. zostało zakończone wydaniem postanowienia o umorzeniu śledztwa wobec stwierdzenia braku znamion czynu zabronionego.

31 marca 2016 roku. W jednym z mieszkań wybuchł pożar. W zadymionym pomieszczeniu strażacy odnaleźli zwłoki kobiety z osmolonymi dłońmi i twarzą. Wezwany na miejsce lekarz nie był w stanie stwierdzić, czy do zgonu doszło w wyniku zaczadzenia czy też wcześniej. Prokurator telefonicznie polecił policjantom oględziny miejsca ujawnienia zwłok. Ciało Stefanii O. zostało wydane wnuczce, która, pomimo iż nie była świadkiem zdarzenia, zeznała: „wykluczam udział osób trzecich przy śmierci mojej babci. Nie żądam sekcji zwłok”. 

Prokuratura Krajowa wszczęła śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez prokuratorów z Golubia-Dobrzynia.
Fot. Mateusz Grochocki/East News
Prokuratura Krajowa wszczęła śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez prokuratorów z Golubia-Dobrzynia.

Postępowanie zostało zakończone wydaniem postanowienia o umorzeniu śledztwa wobec stwierdzenia braku znamion czynu zabronionego. W sprawie nie dokonano ustaleń, co do czasu zgonu oraz mechanizmu śmierci i okoliczności, w których do niej doszło.

13 lutego 2018 roku. Policjant przekazuje prokuratorowi informacje o ujawnieniu w garażu zwłok mężczyzny, który wcześniej miał pić alkohol z sąsiadem. Zwłoki Tadeusza M. odnalazł syn. Wezwana została karetka pogotowia. Policjanci przekazali, że na głowie zmarłego jest widoczny uraz. Prokurator polecił jednak funkcjonariuszom przesłuchanie “kogoś z rodziny, że nadużywał alkoholu” oraz ewentualnie pozyskanie od bliskich oświadczenia o tym, że nie chcą sekcji zwłok, stwierdzając przy tym: „żeby nie było, że nic nie robiliśmy i tyle”. Prokurator Ireneusz M. nie udał się na miejsce zdarzenia i nie przeprowadził oględzin zwłok w miejscu ich ujawnienia. Prokurator nie polecił także przeprowadzenia takiej czynności przez policję, jak również zabezpieczenia zwłok do dalszych badań sekcyjnych. W aktach znajduje się informacje, że zmarły mężczyzna nie leczył się na przewlekłe choroby. Brak jest za to jakiegokolwiek dokumentu wystawionego przez lekarza, w którym zawarte byłoby stwierdzenie zgonu i ewentualne wskazanie przyczyny śmierci. Dlaczego mężczyzna zmarł? Nigdy się tego nie dowiemy.

Postępowanie zostało zakończone wydaniem postanowienia o odmowie wszczęcia śledztwa wobec stwierdzenia braku znamion czynu zabronionego.

Prokurator Jarosław K.

13 sierpnia 2014 roku. Policjanci odnajdują zwłoki Anny B. Kobieta leży na łóżku. Jej ciało ma zaczerwienienia, zasinienia i brunatne plamy nieznanej substancji. Te same ślady są na pościeli. W pokoju panuje bałagan. Ktoś porozrzucał butelki po alkoholu i opakowania po lekarstwach. Lekarz stwierdza zgon, ale nie potrafi określić, kiedy do niego doszło i w jaki sposób. Policja przekazuje ustalenia telefonicznie prokuratorowi. Ten postanawia nie przyjeżdżać na miejsce, gdzie znaleziono kobietę. Nie przeprowadza oględzin ani sekcji zwłok. Policjanci nie zabezpieczają żadnych śladów. Postępowanie w sprawie śmierci Anny B. zostaje szybko umorzone. Nie wiadomo dlaczego i jak zginęła kobieta.

19 października 2014 roku. Ciało Tomasza P. w piwnicy odnajduje jego sąsiad. Chwilę wcześniej dostrzegł otwartą bramę garażową na posesji Tomasza P. Próbował do niego zadzwonić, ale ten nie odbierał. 

Na miejsce wzywa pogotowie. Lekarz stwierdza zgon, do którego doszło przed przyjazdem karetki. Nie ustala jednak okoliczności i przyczyny śmierci. Żona Tomasza P. nie może zrozumieć, dlaczego jej mąż nie żyje. Przekazuje policjantom, że Tomasz na nic nie chorował. Żąda przeprowadzenia sekcji zwłok, aby ustalić przyczynę śmierci. Na miejsce zdarzenia nie przyjeżdża jednak prokurator. Nie dokonuje oględzin zwłok ani nie poleca policjantom zabezpieczyć ciała do sekcji zwłok. Postępowanie w sprawie śmierci mężczyzny zostaje umorzone.

1 kwietnia 2015 roku. Zwłoki Agnieszka K. odnajduje w pomieszczeniu gospodarczym jej brat. Na miejsce zostaje wezwana policja. Ustala, że do śmierci kobiety miało dojść wyniku próby samobójczej przez powieszenie. Lekarz nie wyklucza jednak udziału osób trzecich. Mimo tego prokurator nie pojawia się na miejscu zdarzenia. Telefonicznie poleca policjantom wydać ciało rodzinie. Wobec tego nikt nie zabezpiecza śladów. W aktach sprawy znajduje się oświadczenie matki Agnieszki K. z dnia jej śmierci, z którego wynika, że nie żąda sekcji zwłok. Jednak jeszcze tego samego dnia zmienia decyzje i kontaktuje się z policjantami. Ci jednak informują ją, że czynności na miejscu zdarzenia zostały już zakończone. Dopiero dwa dni po śmierci Agnieszki K. jej zwłoki zostają zabezpieczone i przekazane do badań sądowo-medycznych. Udało się to dzięki uporowi rodziny. Siostra Agnieszki K. 3 kwietnia złożyła zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Wyniki sekcji zwłok nie wykazały jednak, żeby do zgonu Agnieszki K. przyczyniły się inne osoby.

14 grudnia 2015 roku prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie doprowadzenie do samobójstwa Agnieszki K. wobec “stwierdzenia braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa”. Jak jednak później ustali w swoim śledztwie Prokuratura Krajowa, taki finał sprawy był efektem m.in. niezabezpieczenia śladów na miejscu zdarzenia.

23 lutego 2017 roku. Dyżurny policji informuje prokuratora Jarosława K. o popełnieniu samobójstwa przez samotnie mieszkającego mężczyznę. Lekarz stwierdził zgon Zbigniewa B. przez powieszenie, ale nie wykluczył udziału osób trzecich. Policjanci przekazali tę informację prokuratorowi, który w odpowiedzi na to polecił przyjąć od lekarza zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, przy czym dodał: „jeśli chce to niech go kroi”. Ostatecznie, w aktach sprawy nie ma śladu o przyjęciu zawiadomienia o przestępstwie. Prokurator nie przeprowadził oględzin zwłok ani nie zlecił sekcji. Niedługo później postępowanie w sprawie doprowadzenia do samobójstwa Zbigniewa B. zostało umorzone.

Lekarze zeznają: nie widzieliśmy prokuratora

„Jeżeli chodzi o obecność prokuratora i funkcjonariuszy dochodzeniowych na miejscu ujawnienia zwłok, to muszę powiedzieć, że bardzo rzadko spotykałem te służby na miejscu. W całym zawodowym życiu spotkałem prokuratora na miejscu ujawnienia zwłok może kilka razy” - zeznał jeden z lekarz podczas przesłuchania w śledztwie Prokuratury Krajowej.

Redakcja poleca

Inny: “W miejscach ujawnienia zwłok, gdzie wielokrotnie bywałem wzywany, nie przypominam sobie, abym spotkał prokuratora, chyba że były to miejsca zdarzeń drogowych, wypadków komunikacyjnych, w wyniku których nastąpił zgon”.

Natomiast policjanci z Golubia-Dobrzynia zeznali, że rzadko miały miejsce sytuacje, w których prokurator zarządzał czynności procesowe w sprawach zgonów gwałtownych, czyli takich, do których nie doszło w sposób naturalny. Dlatego policja rzadko wykorzystywała grupy dochodzeniowe. Zmieniło się to dopiero, po tym, jak nieprawidłowości w działaniach prokuratorów wyszły na światło dzienne i ruszyło śledztwo Prokuratury Krajowej. Odtąd, praktycznie zawsze, gdy dochodzi do gwałtownego zgonu na miejscu ma pojawiać się prokurator. 

Śledztwo Prokuratury Krajowej. Zarzuty i wniosek o ściganie

Nieprawidłowości w działaniach prokuratorów udało się odkryć dzięki wizytacji przeprowadzonej 29 października 2018 roku w Prokuraturze Rejonowej w Golubiu-Dobrzyniu. Odbyła się ona tuż przed emisją reportażu Superwizjera TVN o śmierci Jakuba Schimandy. Wyniki kontroli wykazały, że w golubskiej prokuraturze stałą praktyką było odstępowanie od wykonywania czynności procesowych w miejscach, gdzie dochodziło do gwałtownych zgonów. 

Jak ustalili śledczy z Wydziału Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej, na porządku dziennym było zlecanie policjantom przez prokuratorów odbierania od bliskich zmarłych oświadczeń o braku podejrzeń, co do przestępczego charakteru zgonu. Natomiast przeprowadzanie sekcji zwłok uzależniano od decyzji rodziny. Prokuratorzy ograniczali swoje działania do sporządzenia notatki urzędowej i zatwierdzenia postanowienia o odmowie wszczęcia śledztwa sporządzonego przez policję. 

W listopadzie 2020 roku Prokuratura Krajowa zamierzała postawić czterem prokuratorom z Golubia-Dobrzynia zarzuty dotyczące niedopełnienia obowiązków funkcjonariusza publicznego. Takie nieprawidłowości stwierdzono:

  • w trzech postępowaniach prowadzonych przez prokurator Ilonę L. (wówczas jako asesor prokuratury),
  • w siedmiu postępowaniach prowadzonych przez prokuratora Ireneusza M.,
  • w 10 postępowaniach prowadzonych przez wiceszefową prokuratury Annę R.G., w tym dotyczącym śmierci Jakuba Schimandy,
  • w 14 postępowaniach prowadzonych przez szefa prokuratury Jarosława K.

Łącznie śledczy z Prokuratury Krajowej wykryli nieprawidłowości w 35 postępowaniach prowadzonych w Prokuraturze Rejonowej w Golubiu-Dobrzyniu w ciągu czterech lat. Wszystkie sprawy dotyczyły zgonów gwałtownych, czyli takich, które nie wystąpiły naturalnie lub z powodu chorób.

10 listopada 2020 roku Prokuratura Krajowa wystąpiła do Sądu Najwyższego z wnioskiem o wyrażenie zgody na pociągniecie do odpowiedzialności karnej prokuratorów z Golubia-Dobrzynia. Każdy prokurator w Polsce jest chroniony immunitetem. Zapobiega to wywieraniu na niego nacisków i zastraszania go w celu osiągnięcia konkretnych decyzji procesowych. Immunitet jednak nie może prokuratorom zapewniać bezkarności, gdy popełnią przestępstwo. Zgodę na pociągnięcie prokuratora do odpowiedzialności karnej i uchylenie immunitetu wydaje Sąd Najwyższy. Bez niej nie jest możliwe formalne postawienie zarzutów, a później sformułowanie aktu oskarżenia i przeprowadzenie procesu sądowego.

Prokuratorzy: wniosek o uchylenie immunitetu bezzasadny

Po wpłynięciu wniosku Prokuratury Krajowej do Sądu Najwyższego, wszyscy objęci nim prokuratorzy wnieśli o nieuwzględnienie go tłumacząc, że jest “bezzasadny”. Prokurator Anna R.G., która prowadziła sprawę śmierci Jakuba Schimandy, dodała że wniosek stanowi “niedopuszczalną próbę pociągnięcia jej do odpowiedzialności karnej za podjęte decyzje procesowe”.

Sąd Najwyższy nie zgodził się na uchylenie immunitetu prokuratorom. Stwierdził, że materiał dowodowy zebrany przez Prokuraturę Krajową nie udowodnił, że w jakiejkolwiek sprawie prowadzonej przez golubskich prokuratorów mogło dojść do przestępstwa. W takiej sytuacji nie ma podstawy do przedstawienia zarzutów niedopełnienia obowiązków prokuratorom.

Prokuratura Krajowa złożyła zażalenia na decyzje Sądu Najwyższego. Sąd II instancji utrzymał jednak zaskarżone uchwały. Sędziowie byli jednomyślni z wyjątkiem sprawy prokurator Ilony L. Sędzia Jan Majchrowski złożył zdanie odrębne. Jego zdaniem w przypadku śmierci Sebastiana K. i Mateusza D. prokurator powinna udać się na miejsce ujawnienia zwłok, czego nie zrobiła. Nie zmieniło to jednak werdyktu Sądu Najwyższego, gdyż obowiązuje zasada większości głosów. 

Prokuratorzy zachowali swoje immunitety, co oznaczało, że śledztwo Prokuratury Krajowej w sprawie niedopełnienia obowiązków przez golubskich śledczych musiało zostać umorzone. 

Mimo że Sąd Najwyższy nie stwierdził przestępstwa w zachowaniach prokuratorów, to dostrzegł w nich jednak pewnego ryzyko - narażenia prawidłowości postępowania przygotowawczego poprzez brak staranności w realizowaniu obowiązków prokuratorskich.

Sąd Najwyższy nie uchylił prokuratorom immunitetu.
Fot. GERARD/REPORTER
Sąd Najwyższy nie uchylił prokuratorom immunitetu.

“Zachowanie takie stanowić może niebezpieczny przykład dla innych funkcjonariuszy i osób uczestniczących w danym postępowaniu i być podstawą do negatywnych ocen pracy organów wymiaru sprawiedliwości w odbiorze społecznym” - czytamy w uzasadnieniu decyzji SN. Sędziowie zasugerowali, że może być to przesłanką do wszczęcia postępowań dyscyplinarnych przeciwko prokuratorom. 

I tak się stało. Jak ustaliliśmy, przed Zastępcą Rzecznika Dyscyplinarnego Prokuratora Generalnego dla gdańskiego okręgu regionalnego pozostają w toku postępowania wyjaśniające w sprawach dotyczących prokuratorów z Golubia-Dobrzynia.

- W związku z uprawomocnieniem się decyzji w śledztwie prowadzonym w Wydziale Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej, prowadzona jest analiza materiału dowodowego mająca na celu ustalenie charakteru zaistniałych uchybień w kontekście odpowiedzialności dyscyplinarnej wskazanych prokuratorów - przekazała nam prokurator Marzena Muklewicz, rzeczniczka prasowa Prokuratury Regionalnej w Gdańsku. 

Ziobro powołał na prokuratora Ilonę L.

Wszyscy prokuratorzy do dziś pełnią swoje funkcje. Trzech z nich po ujawnieniu nieprawidłowości zostało przeniesionych do toruńskich prokuratur. Prokurator Ilona L. we wrześniu 2019 roku awansowała ze stanowiska asesora na prokuratora Prokuratury Rejonowej w Toruniu. Zgodnie z ustawą Prawo o prokuraturze, tę funkcję może jedynie pełnić osoba nieskazitelnego charakteru, merytoryczna i efektywna.

Zapytaliśmy rzecznika prasowego Prokuratury Krajowej, dlaczego Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro powołał na stanowisko prokuratora Ilonę L. wiedząc, że PK chciała jej postawić zarzuty, a postępowanie dyscyplinarne wciąż się nie zakończyło. Nie dostaliśmy jednak odpowiedzi.

Poprosiliśmy również prokuratorów Annę R.G., Ireneusza M., Jarosława K. i Ilonę L. o komentarz dotyczący toczącego się postępowania dyscyplinarnego w ich sprawie. Chcieliśmy się również dowiedzieć, co sądzą o zarzutach, jakie chciała postawić im Prokuratura Krajowa. Odpisał nam jedynie rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej Andrzej Kukawski.

- Wskazani przez Pana prokuratorzy nie będą komentować przebiegu i wyniku postępowań służbowych - poinformował nas prokurator Kukawski.

Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET