Horror w warszawskim szpitalu. Ciała zmarłych miesiącami rozkładały się w chłodni

3 min. czytania
03.08.2026 12:43
Obserwuj nas na Google

Ciała pacjentów przechowywane przez długie miesiące w lodówkach w szpitalnej chłodni, przez co znajdowały się w stanie zaawansowanego rozkładu. Nagabywanie rodzin zmarłych, żeby skorzystali z usług konkretnego zakładu pogrzebowego. A na koniec przerzucanie odpowiedzialności. Onet opublikował szokujące relacje osób pracujących w prosektorium warszawskiego szpitala na Banacha. 

Szpital
fot. Google Street View (screen)

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak doszło do nagabywania rodzin pacjentów w szpitalu na Banacha.
  • Dlaczego ciała pacjentów były przechowywane w złych warunkach.
  • Co odkryli informatorzy na temat działalności domu pogrzebowego Nadzieja.
  • Które działania podjęło UCK WUM w sprawie afery z nagabywaniem rodzin.

Nagabywanie rodzin pacjentów w szpitalu na Banacha

Ta bulwersująca historia, o której w poniedziałek napisał Onet, wydarzyła się w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (UCK WUM), popularnie nazywanym szpitalem na Banacha (od ulicy, przy której się mieści). To nowy wątek w aferze, opisanej już wcześniej przez portal, w ramach której rodziny zmarłych pacjentów były m.in. nagabywane do skorzystania z usług prywatnego zakładu pogrzebowego.

Zakład ten dzierżawi od UCK WUM chłodnię od lutego 2024 roku, choć firmę zarejestrowano zaledwie dwa dni wcześniej. Zgodnie z umową dom pogrzebowy Nadzieja odpowiada nie tylko za przechowywanie zwłok w odpowiednim miejscu, ale i wydawanie ich bliskim zmarłych. Wiadomo, że  prokuratura wszczęła w lipcu śledztwo ws. „przyjęcia korzyści majątkowych przez osoby pełniące funkcje publiczne, zatrudnione w UCK WUM”.

Oglądaj

Z ustaleń serwisu wynika, że procedura postępowania po śmierci pacjenta zakłada m.in. udanie się do budynku prosektorium i otrzymanie od pracowników Nadziei specjalnego zaświadczenia. Dopiero wówczas rodziny tych, którzy odeszli, mogą otrzymać ciała. Przypomnijmy, że przepisy - wprowadzone przed ponad 20 laty po słynnej aferze „łowców skór” - zabraniają oferowania i reklamowania usług pogrzebowych na terenie placówek medycznych. Szpital w korespondencji z redakcją zapewnia, że do złamania prawa nie doszło. 

Onet: ciała trzymano w chłodniach długimi miesiącami

Niestety, nowe informacje w tej sprawie są dużo bardziej makabryczne. Jak bowiem dowiedzieli się dziennikarze Onetu, ciała pacjentów były przechowywane w urągających godności warunkach sanitarnych. - Generalnie syf i malaria - mówił portalowi jeden z byłych pracowników wspomnianego zakładu pogrzebowego, który odpowiedzialny był za przygotowywanie zwłok oraz przekazywanie ich rodzinom zmarłych. Rozmówcy Onetu mówią o zwłokach leżących w prosektorium „długie miesiące”, przez co część z nich znajdowało się już w stanie bardzo zaawansowanego rozkładu.

Wszystko dlatego, że ciała miały być przechowywane w lodówkach, a nie zamrażarkach (których w pomieszczeniach nie było), co spowalnia, ale nie zatrzymuje całkowicie opisanych tu procesów biologicznych. - W chłodni jest temperatura dodatnia. Po kilku miesiącach w lodówce ciało jest w zupełnym rozkładzie. Zapach był straszny, przechodził na inne ciała w tej samej lodówce. Kiedy ją otwierałem, czuć było go w całym pomieszczeniu - wyjaśniał jeden z informatorów Onetu.

Redakcja poleca

Portal opisał też historię niemowlaka, którego ciała rodzice nie odebrali. - Słuch po nich zaginął. Nikt się nie zgłaszał. Zwłoki dziecka całymi miesiącami leżały w chłodni. Doszło do ich rozkładu, zrobiły się całkiem czarne - czytamy w relacji byłego pracownika. O sprawie miała być alarmowana dyrektorka Nadziei, ale nie podjęła ona żadnych działań. Władze szpitala twierdziły natomiast, że nie mają kontaktu z rodzinami zmarłych. 

Z artykułu możemy się dowiedzieć, że długotrwałe przechowywanie ciał zmarłych w takich warunkach stwarzało zagrożenie dla odpowiedzialnych za to pracowników. -To są bakterie beztlenowe. A nie da się wyjąć czy włożyć innego ciała, nie otwierając lodówki. Jedna lodówka składa się z kilku komór, ale one nie są od siebie odizolowane - przyznał jeden z rozmówców Onetu.

Co dalej? Do akcji wkracza WUM, szefowa Nadziei unika odpowiedzi

Miało też dochodzić do sytuacji, gdy część lodówek nie działała, a zwłoki i tak były w nich umieszczanie, ponieważ nie było co z nimi zrobić. Dopiero, gdy zwalniało się miejsce w sprawnym sprzęcie, ciało przenoszono, ale mogło to trwać tygodniami. Informatorzy portalu podkreślają też kilkukrotnie, że szpital „umywa ręce”, gdyż oddał Nadziei pomieszczenia w dzierżawę, z kolei kierownictwo domu pogrzebowego miało tłumaczyć zaniechania brakiem odpowiednich środków finansowych. Co ciekawe, w 2025 roku sanepid przeprowadził kontrolę prosektorium, ale nie objęła ona np. chłodni. 

Warszawski Uniwersytet Medyczny, który sprawuje nadzór na szpitalem, zwrócił się do jego władz o wyjaśnienie całej sprawy. Doszło też do spotkania przedstawicieli WUM i stołecznej lecznicy. „Na obecnym etapie WUM nie stwierdził nieprawidłowości po stronie UCK WUM. Jednocześnie WUM oczekuje na zakończenie postępowania prowadzonego w tej sprawie przez właściwe organy ścigania oraz na poczynione w jego toku ustalenia" - czytamy w tekście. Dziennikarze Onetu skontaktowali się także z szefową domu pogrzebowego, która miała jednak rozłączyć się po pierwszym pytaniu i nie odbierać kolejnych telefonów. 

Źródło: Radio ZET/Onet

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET