`

Przemoc może dać dziecku złudne poczucie bezpieczeństwa. „Może pomyśleć: tak wygląda miłość”

9 min. czytania
17.11.2025 07:14
Obserwuj nas na Google

Film Wojciecha Smarzowskiego „Dom dobry” wywołał ogromne emocje, ale również lawinę zaprzeczeń. Ludzie chcą wierzyć, że to, co widzą na ekranie, jest tylko filmową przesadą, hiperbolą. – System widzi tylko siniaki, a przemoc zaczyna się na długo przed nimi – zaznacza Justyna Żukowska-Gołębiewska. Psycholożka, psychotraumatolożka, specjalistka przeciwdziałania przemocy domowej i interwentka kryzysowa zwraca uwagę na to, że perspektywa dziecka została pokazana bardzo trafnie. – Po mistrzowsku.

Dom dobry, kadr z filmu
fot. YouTube@WarnerBrosPL

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak trauma przemocy wpływa na rozwój dziecka?
  • Dlaczego dzieci nie zawsze rozumieją przemoc poznawczo?
  • Co utrudnia dzieciom zgłaszanie przemocy doświadczanej w domu?
  • Czy system wspiera ograniczanie kontaktu dziecka z przemocowym rodzicem?

Monika Kurowska: W filmie „Dom Zły” wybrzmiewa perspektywa dziecka wychowywanego w środowisku przemocy. Czy pani zdaniem ten portret jest wiarygodny?

Justyna Żukowska-Gołębiewska, psycholożka, psychotraumatolożka, specjalistka przeciwdziałania przemocy domowej i interwentka kryzysowa: Portret Zosi jest psychologicznie poprowadzony po mistrzowsku. Jej zachowania są adekwatne do wieku rozwojowego i mechanizmów, które możemy zaobserwować u dzieci regularnie narażonych na przemoc. To między innymi: zamrożenie emocjonalne, silna habituacja przemocy, nieumiejętność identyfikacji i nazwania zagrożenia.

Pojawiają się komentarze sugerujące, że to niemożliwe, by dziecko do tego stopnia było oswojone z przemocą, bo mały człowiek przecież wyczuwa, że coś jest „nie tak”. Uśmiecham się, gdy to czytam. Rozumiem, skąd bierze się takie myślenie. Wynika z naszej wewnętrznej niezgody na to, że dzieci mogą faktycznie przemoc zacząć traktować jak normalny element codzienności.

Jeśli chodzi o Zosię, dzieci w tym wieku chłoną emocjonalną atmosferę bardziej niż konkretne słowa i ich znaczenia. One nie muszą rozumieć przemocy poznawczo, by jej doświadczać. I to w filmie pokazano bardzo dobrze. Zosia jest postacią epizodyczną, ale w drugiej części filmu widzimy ją nieco wyraźniej. Jej zachowania, szczególnie te drobne: sposób patrzenia, mówienia, brak reakcji na krzyk, nadpobudliwość psychoruchowa są niezwykle prawdziwe, pragmatyzm: „dobrze, że upadłaś tu, tam by cię bardziej bolało”.

A jak wypada wątek starszego chłopca, syna bohatera z pierwszego małżeństwa?

O chłopcu nie wiemy wiele i właśnie dlatego ten wątek w moim przekonaniu jest nieco niespójny. Nie wiemy na przykład, jak wyglądał wcześniejszy rozwój dziecka, z jakimi wzorcami chłopiec się stykał.

Mamy jednak świadomość, że chłopca nie było w życiu ojca przez około cztery lata. Zakładając, że po uwolnieniu się z przemocy mieszkałby z matką w bezpiecznym środowisku, przez ten czas dziecko miało realną szansę doświadczać tzw. postaw korekcyjnych i „rehabilitacji” układu nerwowego.

W tym okresie rozwojowym pojawia się już myślenie przyczynowo-skutkowe, ale dominuje też emocjonalna zależność od rodzica, szczególnie tego, z którym dziecko miałoby silną więź emocjonalną. Mogłoby pojawić się: silne uruchomienie emocjonalne, bunt, lęk, albo, jeśli ojciec skutecznie manipulowałby nim przez dłuższy czas, deprecjonowanie nowej partnerki ojca, a nie infantylne i typowe dla dzieci w wieku młodszym tłumaczenie przemocy: „czy ty też masz taką samą chorobę co mama i pojawiają ci się siniaki?”

Pojawiły się głosy, że chłopiec nie powinien znaleźć się w nowym domu ojca, bo „żadna matka nie oddałaby dziecka ojcu, który stosuje przemoc”.

To z kolei doskonały przykład bezradności i luk w systemie. Bohater mówi, że matka dziecka nie pozwala mu widywać się z synem. Mechanizmy przemocy potrafią obejmować także przemoc instytucjonalną: wykorzystywanie prawa do przywracania kontaktu z dzieckiem, które jest chronione przed przemocą przez drugiego rodzica - to pewien rodzaj narzędzia nacisku.

Wiele kobiet, wychodząc z przemocowego związku, skupia się na tym, żeby jak najszybciej zakończyć relację i uzyskać wyrok rozwodowy, odseparować się od partnera. Tymczasem mężczyzna może pójść do sądu i powiedzieć: „Proszę coś zrobić, ta kobieta utrudnia mi kontakty z dzieckiem”. Sędziowie chcą zachować bezstronność: ojciec ma takie same prawa do opieki nad potomstwem jak matka.

Często dopiero w tym momencie kobiety próbują tłumaczyć, że się boją, bo w małżeństwie była obecna przemoc. Sąd odpowiada: „W aktach sprawy rozwodowej nie ma o tym ani słowa”. Warto pamiętać, że nawet jeśli kobieta wspominała o przemocy, to bez dokumentacji sąd uznaje, że nie została ona wystarczająco uprawdopodobniona. Wówczas nie ma podstaw, by ograniczyć kontakty rodzicielskie. W efekcie pada decyzja: „Proszę dziecko przekazać ojcu”.

A więc sytuacja, w której dziecko zostaje z ojcem stosującym przemoc na dłuższy czas, mogłaby wydarzyć się w rzeczywistości?

Znam przypadki, w których rodzic stosujący przemoc w relacji, po rozstaniu przechodzi w fazę przemocy poseparacyjnej. Przetrzymuje dziecko przez dwa, trzy tygodnie i nie odwozi do miejsca zamieszkania dziecka. Matka w tym czasie nie może co najwyżej powiadomić o tym sąd i spróbować negocjować przekazanie dziecka dobrowolnie, ale to rzadko przynosi zamierzony efekt.

Zaznacza Pani, że dzieci mogą na przemoc w najbliższym środowisku reagować w bardzo różny sposób: nadmierną aktywnością, dysocjacją, zamknięciem w sobie. Od czego to zależy?

Między innymi od wieku dziecka, ale też i od momentu, w którym przemoc się pojawia. Załóżmy hipotetycznie, że, tak jak w sytuacji Zosi, przemoc trwa od zawsze, a więc od chwili, gdy dziecko pojawiło się na świecie, a nawet jeszcze w okresie prenatalnym. To ma kolosalne znaczenie dla rozwoju układu nerwowego dziecka. Nawet jeśli przemoc zostaje przerwana przed porodem, wciąż mogła trafić na krytyczne momenty rozwojowe, na przykład na etap kształtowania się cewy nerwowej w pierwszych tygodniach ciąży. To niezwykle newralgiczny czas.

Po urodzeniu niemowlę nie rozumie przemocy poznawczo, ale ją czuje. Odbiera emocjonalny ton otoczenia, atmosferę napięcia między rodzicami, którą rejestruje poprzez więź z matką. Jeśli matka jest zdenerwowana, zalękniona, pobudzona, dziecko to czuje. Niemowlę reaguje pobudzeniem układu nerwowego i najczęściej płaczem.

Niestety, długotrwały stres uruchamia oś HPA i podnosi poziom kortyzolu, co prowadzi do nadczujności układu nerwowego. To może zaburzać rozwój połączeń nerwowych w korze czołowej, a w późniejszym życiu objawiać się nadreaktywnością emocjonalną, stanami odrętwienia i „zamrożenia” albo — tak jak u Zosi — pobudzeniem psychoruchowym.

Dzieci w wieku 3–6 lat reagują głównie somatycznie. Wciąż nie mają poznawczego rozumienia przemocy jako czegoś złego. Nie rozumieją jej mechanizmów, ale przyswajają jej wzorzec emocjonalny — rozwija się u nich tzw. internalizacja przemocy. Dziecko koduje przekonanie, że „tak wygląda miłość” i „tak wygląda bezpieczeństwo" dopóki nie zacznie odwiedzać innych domów.

To może brzmieć paradoksalnie, ale przemoc często daje dzieciom złudne poczucie przewidywalności: „wiem, co będzie, znam ten schemat, więc w pewien sposób czuję, że to normalne”. Dziecko uczy się, że tam, gdzie jest przemoc, tam obowiązują znane mu reguły — a to bywa mylone z poczuciem bezpieczeństwa.

W takim razie jak osoby z zewnątrz, między innymi nauczyciele, mogą rozpoznać, że dziecko żyje w środowisku przemocy. To wydaje się bardzo trudne, skoro na zewnątrz zachowuje się ono względnie normalnie?

U dzieci doświadczających przemocy, nawet jedynie poprzez jej obserwowanie, może pojawiać się dysocjacja czy to na poziomie poznawczym (luki w pamięci), emocjonalnym (trudność z identyfikacją emocji i jej wyrażaniem) oraz fizycznym (nagła utrata czucia kończyn, niczym niewyjaśniona utrata widzenia). Umysł odcina dostęp do czucia i zapomina o nadmiernie obciążających układ nerwowy doświadczeń, żeby chronić organizm przed przeciążeniem.

Co to znaczy w praktyce?

Dziecko, nawet w obliczu bardzo przekraczającego je zachowania w klasie, reaguje tak, jakby nic się nie stało. Pozwala naruszać swoje granice — nie reaguje, gdy ktoś je uderzy, nie zgłasza się do wychowawcy po pomoc. 

Innym sygnałem jest skracanie dystansu w relacjach. Dziecko potrafi nagle usiąść na kolanach nieznanej nauczycielce albo przytulać się do obcych osób. W ten sposób próbuje zdobyć aprobatę i uwagę. Często nie odczuwa naturalnego lęku przed obcymi. Druga skrajność to nadmierna lękliwość i nadwrażliwość na bodźce: dziecko podskakuje, gdy ktoś zamknie okno, reaguje płaczem na drobiazgi, jak rozlane kakao na stołówce. Oczywiście mówimy tu o takich zachowaniach, które nie są typowe dla wieku rozwojowego.

U starszych dzieci pojawia się także mechanizm normalizacji przemocy. Gdy na korytarzu dochodzi do bójki i wszyscy są poruszeni, takie dziecko spokojnie przegląda zawartość plecaka, sprawdzając, czy spakowało pracę domową — jakby sytuacja obok go nie dotyczyła.

Oglądaj

Zdarza się, że dziecko nie reaguje na rodzica stosującego w domu przemoc negatywnie? To również wątek, który w filmie „Dom dobry” wywołał kontrowersje.

Zdarza się nawet, że dziecko bardzo entuzjastycznie reaguje na rodzica stosującego przemoc, który na przykład odbiera je ze szkoły. Desperacko szuka w nim wsparcia i potwierdzenia więzi. Dlatego błędem nauczycieli w takim przypadku jest pytanie skierowane do dziecka: „Komu ufasz najbardziej?” Dziecko może wskazać właśnie osobę stosującą przemoc — choćby dlatego, że daje mu ona coś atrakcyjnego, np. pozwala mu grać na komputerze do późna lub powołuje dziecko czy nastolatka do roli swojego sojusznika. Dziecko doskonale wie, kto ma w domu władzę i kontrolę. Rodzic doświadczający przemocy często w oczach dziecka jest słaby i bezradny. Mechanizmy atawistyczne podpowiadają dziecku, że ten dorosły raczej go nie ochroni w sytuacji zagrożenia.

Jakie pytanie byłoby zatem właściwe?

Znacznie lepszym pytaniem jest: „Do kogo zwróciłbyś się o pomoc, gdybyś był w tarapatach?” Ono pozwala rozpoznać, jakie relacje panują w domu. Mówi o nich dużo więcej.  Dziecko, które jest w kłopotach, szuka pomocy u osoby, której się nie boi. Zwraca też uwagę na to, kto jest sprawczy. Często zdarza się, że dziecko wskazuje wtedy np. babcię lub wychowawcę klasy.

Redakcja poleca

„Dom dobry” skupia się na przemocy fizycznej. Skutki przemocy psychicznej w środowisku domowym są tak samo dotkliwe z perspektywy dziecka?

Zdecydowanie tak. Z badań wiemy, że różne formy przemocy powodują uszkodzenia w ośrodkowym układzie nerwowym dziecka — zwłaszcza małego, którego układ jest niezwykle wrażliwy na czynniki zewnętrzne, w tym na nadprodukcję kortyzolu. Już samo obserwowanie przemocy wpływa negatywnie na drugorzędową korę wzrokową odpowiedzialną za pamięć wzrokową, lewy płat potyliczny, w którym uszkodzenia mogą prowadzić do problemów z polem widzenia, a także obszary w mózgu odpowiedzialne za postrzeganie twarzy czy przetwarzaniem widzenia, szczególnie tekstu czytanego.

Do około półtora roku dziecko ma poczucie, że jest częścią swojej mamy — struktura „ja” dopiero zaczyna się wyodrębniać. Jeżeli dziecko widzi, że ktoś bije mamę, jego mózg interpretuje to tak, jakby samo było bite. Podobnie jest z przemocą werbalną. Małe dziecko, które słyszy wyzwiska, nie rozumie znaczeń tych słów. Nie wie, że dane słowo jest obraźliwe. Rejestruje natomiast ton głosu, formę. Słyszy, że słowa wypowiadane są przez zaciśnięte zęby, interpretuje sposób wypowiadania wyrazów. To te elementy są dla mózgu sygnałem zagrożenia.

Kiedy obiekt przywiązania przestaje być dostępny, bo mama jest zestresowana, pobudzona, wycofana, dziecko łączy fakty: „skoro ktoś tak do niej mówi, a ona jest spięta, to ja też jestem w niebezpieczeństwie”. Mózg buduje te skojarzenia natychmiast. Ponadto tu także mamy do czynienia z uszkodzeniami Ośrodkowego Układu Nerwowego. Przemoc werbalna wpływa np. na przetwarzanie informacji zawartych w dźwięku lub zdolność rozumienia czy produkcji mowy (zaburzenia rozwoju mowy).

U starszych dzieci identyfikacja idzie jeszcze dalej. Słuchając upokarzania, poniżania czy dewaluowania, zaczynają utożsamiać się z osobą, która jest poniżana. Dziecko najpierw słyszy: „jesteś podobna do mamy, masz jej oczy” lub „skóra zdjęta z taty”, a potem słucha jak to „mama wygląda jak wieloryb” lub „tata to potwór”. Dziewczynki chcą być „mądre” lub „szczupłe”, bo tata krytykował inteligencję albo nadwagę mamy. Myślą: „nie mogę być jak mama, bo tata będzie mnie też tak traktował i nazywał: „imbecylem, słonicą”. Jeśli matka krytykuje ojca przy dziecku, to działa dokładnie tak samo. Nawet stwierdzenie: „zachowujesz się jak ojciec/matka” może być formą przemocy. Dla dziecka znaczy to: „za chwilę będę traktowany tak samo jak on/ona”.

„Dom dobry” spotkał się także z komentarzami krytycznymi. Niektórzy widzowie sądzą, że za bardzo skupia się na przemocy, wyolbrzymia ją. Jakie jest Pani zdanie w tej sprawie?

Ależ to jest film o przemocy! To na czym miał się skupiać? Efekt, jaki wywołał ten film, obserwuję z ogromnym zaciekawieniem, ale też wielkim smutkiem. Niestety, chociaż bardzo byśmy tego chcieli, przemoc domowa, to nie jednostkowe, odosobnione sytuacje. Tymczasem w komentarzach w mediach społecznościowych czytam, że Wojciech Smarzowski wyciągnął skrajne przypadki i podniósł je do rangi powszechnego zjawiska. To nie prawda.

Pojawiają się także zastrzeżenia co do intensywności pokazywanej przemocy.

Ten film w niespełna dwie godziny opowiada historię relacji trwającej około pięciu–sześciu lat, warto wziąć to pod uwagę. Widzimy w nim wiele równoległych scen, alternatywnych wersji wydarzeń albo sytuacji rozgrywających się niemal jednocześnie.

Na początku obserwujemy mechanizm koercji, czyli przemocy psychologicznej – wykorzystywania otoczenia i sytuacji do przesuwania pola siłowego w relacji. Następuje długi etap „prania mózgu”: przyciągania i oddalania, typowego dla koła przemocy lub budowania intensywnej bliskości. Relacja napędzana jest tzw. love bombingiem – bohaterka jest „zalewana uczuciem”.

Przemoc fizyczna jest eskalacją, która następuje, gdy przemoc emocjonalna nie zostaje zatrzymana – i to właśnie widzimy w filmie. Bohaterka doznaje jej, gdy jest w ciąży. To zresztą bardzo częste zjawisko. W relacji romantycznej przemoc najczęściej zaczyna się – co potwierdzają badania – w momencie, gdy kobieta znajduje się w sytuacji życiowej wymagającej największego wsparcia. Wtedy staje się w oczach mężczyzny słabsza i od niego zależna.

Czyli cykl przemocy jest widoczny w filmie od początku.

Dokładnie, ale proszę zauważyć, co nas jako widzów najmocniej porusza: brutalne sceny przemocy fizycznej. Wciąż jesteśmy społeczeństwem, które reaguje dopiero wtedy, kiedy ktoś „porządnie dostanie”.

Oglądamy film, patrzymy na posiniaczoną bohaterkę i myślimy: „Jak to możliwe, że pracowniczka socjalna nie widzi, w jakim ona jest stanie? Przecież to nierealne”. Niestety to się zdarza.

Nie chcę generalizować, ale od blisko dziesięciu lat współpracuję z zespołami interdyscyplinarnymi i czasem naprawdę opadają mi ręce, kiedy słucham, jak pracownicy OPS-u czy dzielnicowi opowiadają o osobach doświadczających przemocy, jak tę przemoc interpretują. Uważam, że często nie rozumieją jej istoty. Film „Dom dobry” boleśnie mi to uświadomił, bo pokazuje dokładnie to, co widzę w swojej pracy.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET