Likwidacja prac domowych w Krakowie. Znamy wyniki "eksperymentu". Te słowa mówią wszystko
Miesiąc przed tym, jak z polskich szkół zniknęły obowiązkowe zadania domowe, dyrektorka krakowskiej podstawówki postanowiła sprawdzić, jak dodatkowy czas wolny zostanie wykorzystany przez uczniów. Wyniki "eksperymentu" dają do myślenia.
Ministra edukacji Barbara Nowacka przychyliła się do głosów wielu rodziców, którzy od lat przekonywali, że dzieci są zbyt obciążone po lekcjach. Likwidacja zadań domowych miała im dać więcej czasu na rozwijanie hobby, aktywność fizyczną i spotkania z rodziną lub kolegami.
Po świętach wielkanocnych dzieci zastały w szkołach nową rzeczywistość. Od kwietnia w klasach od 4 do 8 w szkołach podstawowych nie ma obowiązkowych zadań domowych. W edukacji wczesnoszkolnej dopuszczalne są zadania ćwiczące motorykę, w starszych klasach nauczyciel może zadać nieobowiązkowe zadanie domowe, którego jednak nie może oceniać.
W lutym pisaliśmy o "wewnętrznym eksperymencie" jednej z krakowskich szkół podstawowych. Miesiąc przed wprowadzeniem rozporządzenia likwidującego zadania domowe w szkołach dyrektorka jednej z podstawówek w Krakowie postanowiła sprawdzić, jak dodatkowy czas wolny zostanie wykorzystany przez uczniów.
Wyniki przeprowadzonej akcji już są znane. Rodzice obserwowali, jak ich pociechom mija dzień i na co poświęcają czas wolny. Wnioski z obserwacji mogą wpłynąć jeszcze bardziej na podział w środowisku oświaty, w którym nie brak zwolenników i przeciwników wprowadzonej zmiany.
Likwidacja zadań domowych. Jak spędzają czas dzieci?
Jolanta Gajęcka, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 2 w Krakowie, przeprowadziła eksperyment, który trwał cztery tygodnie. Poprosiła nauczycieli o współpracę i rodziców o obserwację dzieci. W pierwszym tygodniu uczniowie dostawali obowiązkowe zadania domowe, w drugim nieobowiązkowe, w kolejnych dwóch tygodniach nie było zadań.
Blisko 60 proc. rodziców zauważyło zmiany w zachowaniu dzieci. Jak się jednak okazało, nie poświęcały wolnego czasu na hobby czy sport. - Z odpowiedzi rodziców wynika, że jeszcze dłużej niż do tej pory siedziały w telefonie i przy komputerze - relacjonuje dyrektor Gajęcka "Gazecie Wyborczej".
"Czas wolny był przesiedziany przy komputerze. Wolałabym, aby był wykorzystany na powtórkę materiału. Niestety, było tłumaczenie, że nie ma zadania i on nic nie musi", "Telefon, komputer, telefon. Konsola", "Telewizor i telefon, czas na tablecie". "Bezsensowne granie na komputerze i komórce" - pisali rodzice, cytowani przez "Wyborczą".
Część opiekunów odpowiedziała, że dzieci miały więcej czasu na sen, spędzały czas z rodziną, grały w planszówki i przygotowywały się do konkursów. Blisko 40 proc. rodziców w ogóle nie zauważyło różnicy i stwierdziło, że dzieci sporo uczyły się w tym czasie do sprawdzianów i kartkówek.
Jolanta Gajęcka w rozmowie z "Wyborczą" zwróciła też uwagę, że brak obowiązkowych zadań domowych jest źródłem nowych konfliktów na linii rodzic-dziecko. - Rodzice piszą w ankiecie, że są sfrustrowani, bo nakłaniając dziecko do zrobienia zadania, nie mogą już powołać się na nauczyciela, bo ten sam nic nie może, przestał być ich sojusznikiem - mówi dyrektorka.
Dołącz do grupy "Radio ZET - wiadomości z Krakowa" na Facebooku
Źródło: Radio ZET/krakow.wyborcza.pl
- Kmita komentuje wynik exit poll. "Wyborcy PiS zdecydują, kto będzie prezydentem Krakowa"
- Znamy wyniki wyborów do Rady Miasta Krakowa. Zdecydowane zwycięstwo jednej partii
- Druga tura wyborów samorządowych 2024. Kiedy jest, jak wygląda i jakie są zasady?
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET