„Serce mi pękło, walczyłem z wiatrakami”. Od lat ostrzegał, do tragedii i tak doszło
Mieszkańcy ostrzegali od lat, że na ul. Solnej w Krakowie może dojść do tragedii. Po śmiertelnym potrąceniu dwojga rodziców ujawniają nagrania, pisma i apele kierowane do policji oraz urzędników. Twierdzą, że problem nielegalnych rajdów był doskonale znany służbom.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak doszło do tragicznego wypadku na ul. Solnej w Krakowie.
- Dlaczego mieszkańcy od lat zgłaszali problem z prędkością kierowców.
- Co radni i mieszkańcy proponowali, aby poprawić bezpieczeństwo na ul. Solnej.
- Dlaczego działania podjęte przez mieszkańców i radnych nie przyniosły efektu.
Kraków. Tragiczny wypadek na ul. Solnej. Nie żyją dwie osoby, dziecko walczy o życie
W sobotę 22 sierpnia na ul. Solnej w Krakowie doszło do tragicznego wypadku. 26-letni Hubert B. potrącił tam parę spacerującą z wózkiem. Rodzice zginęli na miejscu. Lekarze wciąż walczą o życie 8-miesięcznego dziecka. W poniedziałek B. został doprowadzony do prokuratury, gdzie rozpoczęły się czynności z jego udziałem.
Według biegłych 26-latek jechał najpewniej z nadmierną prędkością - w efekcie Volkswagen wypadł z drogi na chodnik, doprowadzając do tragedii. Lokalne media informują, że problem z przekraczaniem prędkości w tym rejonie Krakowa występuje od lat, o czym mieszkańcy i radni wielokrotnie informowali służby.
Mieszkańcy od lat zgłaszali problem policji
„Mniej więcej od 2021 roku robiłem wszystko, co mogłem, żeby nie doszło do wczorajszej tragedii" - napisał na Facebooku Konrad Kordas, jeden z mieszkańców Podgórza w Krakowie, cytowany przez portal brd24.pl.
W emocjonalnym wpisie czytamy, że Konrad poświęcił setki godzin na „walkę z wiatrakami", bo mimo jego wysiłków, w końcu doszło do tragedii. „Moje serce wczoraj pękło, bo roczne dziecko straciło rodziców, a inni rodzice stracili swoje dzieci" - napisał.
Zwrócił też uwagę na problem hałasu, który nie dawał mu spać w nocy. „Stopniowo traciłem zdrowie. Cierpiałem ja i cierpiała moja żona, która widziała, jak się rozpadam. Cierpieli też mieszkańcy naszej okolicy. Niemal każdej nocy. Jedynie zła pogoda i zima potrafiły nieco ograniczyć częstotliwość wypadów tych kierowców." - relacjonował.
Radni apelowali o zmiany, miasto stwierdziło, że problemu nie ma
W sprawę poprawy bezpieczeństwa zaangażowali się też radni. Rada Dzielnicy XIII Podgórze jeszcze w 2024 roku podjęła uchwałę, w której zażądała zmiany organizacji ruchu na ul. Zabłocie pomiędzy ul. Solną i Przemysłową, czyli dokładnie tam, gdzie w sobotę doszło do tragedii.
Radni domagali się zainstalowania tam szykan drogowych, które fizycznie spowalniałyby samochody. Argumentowali przy tym, że długa i prosta jezdnia sprzyja rajdom kierowców, którzy nie respektują obowiązujących limitów prędkości.
- Mieszkańcy są świadkami, jak przepisy łamane są notorycznie. Ja sam jeżdżę na rowerze tą ulicą i po prostu to widzę - powiedział portalowi brd24.pl jeden z radnych, który chciał zachować anonimowość.
Z interpelacją do władz Krakowa w tej sprawie zwrócił się też miejski radny Rafał Zawiślak. On również proponował zastosowanie fizycznych blokad, które spowolniłyby kierowców. W końcu miasto odpowiedziało. Na miejsce wysłano służby, które przeprowadziły wizję lokalną oraz pomiary prędkości. Uznano jednak, że „nie ma przesłanek dla wprowadzenia natychmiastowych zmian w organizacji ruchu".
Policja miała regularnie dostawać nagrania
Mieszkańcy zostali więc sami z problemem, ale nie dawali za wygraną. Konrad Kordas przez lata dokumentował zachowania kierowców. Twierdzi, że przekazywał policji materiały, numery rejestracyjne i dowody pozwalające ustalić sprawców.
„Zgłaszałem wariatów. Odwiedzałem komendantów Komisariatu Policji V w Krakowie. Spotykałem się z dzielnicowym. Chodziłem na zebrania Rady Dzielnicy, zgłaszając ten palący problem. W pewnym momencie przez brak snu spowodowany hałasem, który niemal każdej nocy generują ci wariaci, zacząłem chodzić wieczorem na spacery, nagrywać i zgłaszać te niedo-rajdy" - napisał na Facebooku.
„Większość spraw została umorzona, mimo dokładnych nagrań i zeznań. Policja miała wizerunki kierowców, numery rejestracyjne. Wszystko. Zaledwie kilka spraw skończyło się mandatem" - dodał we wpisie.
Podkreślił też, że nie mieszka już w rejonie, w którym doszło do wypadku. „Przepaść między hałasem, w którym żyłem wcześniej, a ciszą, którą mogę cieszyć się teraz, utwierdza mnie w przekonaniu, że nikt nie zasługuje na życie w takich warunkach, w jakich obecnie żyją mieszkańcy Piwnej, Nadwiślańskiej i okolic" - czytamy.
Autor nagrań zapowiada ich publikację
Zapowiedział, że będzie stopniowo publikował wszystkie zebrane przez lata materiały, które pokazują drogową patologię w miejscu, w którym w sobotę doszło do tragicznego wypadku. „Obiecałem komendantowi, że jeśli kiedyś dojdzie do tragedii, ludzie zobaczą, co działo się w tym rejonie i o czym doskonale wiedzieli funkcjonariusze oraz kierownictwo Komisariatu Policji V w Krakowie, a także przedstawiciele Rady Dzielnicy i Rady Miasta" - napisał.
„Jedną z najgorszych rzeczy, jakie mogą przytrafić się Polsce, jest sytuacja, w której przykładni obywatele, szanujący prawo i innych ludzi, są zmuszeni walczyć z policją i rządzącymi, którzy powinni być dla nich wsparciem" - dodał.
Nagrania mają być publikowane na kanale w serwisie YouTube, który powstał w 2024 roku, aby pomóc zebrać podpisy pod petycją w sprawie działań, które ograniczyłyby rajdy kierowców w tym miejscu.
„Nic nie będzie monetyzowane. Nie chodzi o żerowanie na ofiarach. Nie chodzi o wyświetlenia. Chodzi o doprowadzenie do konkretnej zmiany. Chodzi o zmianę polskiego prawa i sposobu jego egzekwowania. Pobłażanie patologii ulicznej musi się wreszcie skończyć" - napisał Konrad.
Źródło: Radio ZET/brd24.pl/Facebook
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET