Mąż Beaty Klimek został poddany badaniu na wariografie. Zabił? "To nie jest najważniejsze pytanie"
- Najważniejszą kwestią, którą śledczy próbują ustalić, jest to, gdzie jest Beata Klimek - żywa lub martwa. Samo określenie, potwierdzenie bądź wykluczenie związku Jana K. niewiele w tym przypadku daje - mówi specjalista od badań poligraficznych dr Marcin Gołaszewski. Jan K. kilka tygodni temu poddał się badaniu na wariografie. Polskie Towarzystwo Badań Poligraficznych uznało je za “niemiarodajne”.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego badanie na wariografie Jana K. było nieprawidłowe?
- Czy każdy może zostać przebadany na wariografie?
- Jak badania na wariografie zapobiegną kolejnym przestępstwom na tle seksualnym?
Mateusz Kapera: Cała Polska żyje zaginięciem Beaty Klimek. Kilka tygodni temu jej mąż Jan K. został poddany badaniu na wariografie. Polskiego Towarzystwo Badań Poligraficznych, którego jest pan prezesem, wydało krytyczne oświadczenie w tej sprawie. Dlaczego?
Dr Marcin Gołaszewski, Polskie Towarzystwo Badań Poligraficznych: - Stanowisko w tej sprawie wydał Komitet Prawny Polskiego Towarzystwa Badań Poligraficznych. Nie brałem bezpośredniego udziału w sporządzaniu tego i kolejnego stanowiska, ale jest mi oczywiście znane. Opinia z tego badania zgodnie z wolą Jana K., nie została upubliczniona, bo powołał się on na ochronę danych osobowych. Była to też ekspertyza poza procesowa.
Badanie nie było zlecone przez prokuraturę?
- To było prywatne badanie. Zostało zorganizowane i sfinansowane przez youtuberów z Kanału Kryminalnego „Extra”. Przeprowadził je poligrafer, chyba jak dotąd nieujawniony z imienia i z nazwiska. Reprezentował on prywatną firmę pod ładnie brzmiącą nazwą Instytut Badań Wariograficznych. Natomiast nie to jest tutaj najważniejsze. Kluczowe są informacje, które pojawiły się w przestrzeni medialnej i które wskazywały na to, że Jan K. mógł zostać poinstruowany, bądź też sam podjął taką decyzję, żeby nagle, tuż przed badaniem, odstawić silne leki psychotropowe, co w tym przypadku mocno mogłoby “rozregulować” jego organizm.
Leki, o ile są przyjmowane na stałe i wypisane są przez lekarza, powinny być normalnie przyjęte przez osobę badaną. Poza pewnymi wyjątkami nie mają większego wpływu na parametry rejestrowane przez poligraf.
Czyli można powiedzieć, że to badanie nie zostało przeprowadzone prawidłowo?
- Odnoszę się wyłącznie do informacji, które pojawiły się w przestrzeni medialnej na ten temat. Nie mogę w sposób pełny odnieść się do tego, jak to badanie zostało przeprowadzone. Natomiast te fragmentaryczne informacje, włącznie z niektórymi częściami tego badania wyemitowanymi w internecie, wskazują, że były pewne uchybienia. Nawet zleceniodawcy przyznali, że to badanie było, cokolwiek by to nie znaczyło, “niepełne”. A zatem musiały być pominięte jakieś elementy standardowej procedury. Każde odstępstwo będzie ujemnie wpływało na miarodajność tego badania.
Osobną kwestią jest zakres pytań w tym badaniu. Nie ulega wątpliwości, że najważniejszą kwestią, którą śledczy próbują ustalić, jest to, gdzie jest Beata Klimek - żywa lub martwa. Samo określenie, potwierdzenie bądź wykluczenie związku Jana K. niewiele w tym przypadku daje. Najważniejsze pytanie, jakie można było zadać Janowi K., to: “gdzie pani Beata się znajduje?”. Jan K. jako osoba najbliższa powinna mieć na ten temat największą wiedzę bez względu na to, czy w jakikolwiek sposób odpowiada za zaginięcie swojej żony.
Badanie na wariografie, któremu został poddany Jan K, było prywatne. Każdy może je zlecić?
- Tak. Natomiast jeżeli jest to badanie w formie ekspertyzy przeprowadzone na potrzeby procesu karnego czy innego oficjalnego postępowania, to takie badanie może przeprowadzić wyłącznie biegły.
Czyli kto?
- Biegłym jest każdy, kto posiada specjalistyczną wiedzę. W szczególności korzysta się z tych, którzy są wpisani na listy przy sądach okręgowych. Za kwalifikacje tego biegłego odpowiedzialność bierze prezes sądu, który wyraził zgodę na wpisanie takiej osoby na listę.
Jakie wymagania trzeba spełnić, żeby trafić na listę biegłych poligraferów?
- Sąd zbiera dokumenty potwierdzające kwalifikacje. Nie ma sztywnego wykazu dokumentów dla poszczególnych specjalności, chociaż jako środowisko moglibyśmy taki wykaz sporządzić. Poza tym sądy zasięgają opinii organizacji, do których należy kandydat na biegłego, na przykład stowarzyszenia naukowego, czy pracodawcy. Niestety, prezesi sądów podejmują te decyzje trochę po omacku. Nie do końca jest to ich wina. Po prostu nie mają wskazanych jasnych kryteriów, którymi mieliby się kierować. Problem nie tylko dotyczy biegłych od badań poligraficznych, ale wszystkich innych specjalistów. Jednak najbardziej tych, którzy są społeczeństwu, w tym także środowisku prawniczemu, mało znani. Badania poligraficzne, niestety, wciąż należą do mało znanych dyscyplin i jeszcze dużo pracy przed nami, aby dotrzeć z wiedzą o nich do szerszego grona ludzi.
Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad projektem ustawy o biegłych sądowych. Opinie dla prokuratur i sądów będą mogli przygotowywać tylko certyfikowani biegli.
- Bardzo kibicujemy temu projektowi. Tam jest przewidziany zapis o weryfikacji kompetencji wszystkich biegłych, którzy od momentu wejścia w życie ustawy będą ubiegali się o wpis na listę.
W przypadku biegłego poligrafera będzie wymagane ukończenie studiów albo kursów?
- Przyjmuje się, że proces kształcenia poligrafera wynosi w granicach 400 godzin zajęć teoretycznych i praktycznych. Są to standardy, które płyną ze Stanów Zjednoczonych, gdzie działa najstarsza i największa na świecie organizacja pod nazwą American Polygraph Association. Ponieważ działa ona od lat 60., to było dostatecznie dużo czasu, aby jej dorobek upowszechnił się w świecie. W tej chwili nie jest kwestionowany właściwie nigdzie.
Jest to standard płynący z organizacji pozarządowej. Nie są to oficjalne wytyczne. Dopiero wymagałyby one przełożenia na grunt oficjalnych dokumentów.
Czyli nie ma kierunku studiów, na którym kształci się poligraferów?
- Istnieją jedynie studia podyplomowe. Jedna z uczelni prywatnych w Warszawie je oferuje. Natomiast w niepełnym zakresie, bo te studia obejmują około 200 godzin zajęć, więc w żaden sposób nie nadawałyby dostatecznych uprawnień potrzebnych przy samodzielnym wydawaniu opinii przez biegłych.
W planie jest otwarcie takich studiów podyplomowych, ale już pełnowymiarowych i akredytowanych przez organizacje międzynarodowe na Uniwersytecie Warszawskim w Centrum Nauk Sądowych. Jeżeli plany się powiodą, to na początku przyszłego roku taki program po raz pierwszy będzie realizowany. Do tej pory ciężar przekazywania wiedzy czy kształcenia nowych poligraferów spoczywał na służbach lub instytucjach państwowych, które organizowały wewnętrzne szkolenia, głównie przy pomocy ekspertów z zagranicy: ze Stanów Zjednoczonych czy Izraela. To są dwa silne ośrodki badań poligraficznych.
Otwartą możliwość szkolenia zaoferowało Polskie Towarzystwo Badań Poligraficznych, które reprezentuję. Od 2016 roku odbyło się już kilka edycji szkoleń. Część osób, które ukończyły kursy, są dzisiaj biegłymi, za których nie musimy się wstydzić.
Sam kurs czy studia nie wystarczą. Trzeba mieć też na czym przeprowadzać badania poligraficzne. Czy poligraf, zwany również wariografem, może kupić każdy?
- Nie jest trudno kupić sprzęt do badań poligraficznych. To jest koszt w granicach 60 tysięcy złotych. Jest to sprzęt produkowany głównie w Stanach Zjednoczonych, aczkolwiek jest też wersja produkowana w Odessie, w Ukrainie - aktualnie chyba najtańszy model na świecie - ale cena jest proporcjonalna do jakości.
Ile kosztuje?
- W granicach 20-30 tysięcy złotych. Taki sprzęt może zakupić każdy, bo nie ma tutaj szczególnych obwarowań. W zasadzie dysponującemu takim sprzętem nie można dzisiaj utrudnić rozpoczęcia działalności gospodarczej i ogłoszenia się ekspertem od tych badań.
Domyślam się, że prokuratura jednak nie zleci osobie bez renomy badań poligraficznych w śledztwie.
- Jeżeli są to poważne instytucje, a zakładam, że instytucje państwowe takie są, to rzeczywiście nie będą korzystały z usług osób, które mają wątpliwe kwalifikacje albo nie mają żadnych. Ale to jest tylko jedna strona medalu. Można mieć w Polsce, jak się okazuje, także formalne kwalifikacje do prowadzenia tych badań, czyli być wpisanym na listę biegłych, a przeprowadzać badania, których jakoś jest mocno wątpliwa.
Jedyna forma kontroli to jest kontrola merytoryczna przez sąd, jeżeli oczywiście dana opinia jest przedstawiana przed sądem, bądź kontrola naukowa poprzez publikacje, w których można się odnieść do spraw już osądzonych, w których pojawiły się opinie z badań poligraficznych.
W jakim celu takie badania poligraficzne się przeprowadza?
- Po pierwsze, chodzi o zarządzanie ryzykiem, ocenę tego ryzyka powrotu na drogę przestępstwa. Monitorowane są aktualne zagrożenia. To są badania, które odbywają się co kwartał, co pół roku. Sprawdza się, czy osoby przestrzegają warunków nałożonych przez sąd. Na przykład zakaz oglądania pornografii, zbliżania się do skupisk z dziećmi, spożywania alkoholu i wiele innych rzeczy.
Czyli jednym z pytań podczas takiego badania byłoby: czy w ostatnim czasie oglądałeś pornografię dziecięcą?
- Tak, jeżeli taki zakaz był nałożony przez sąd. To są badania, nad którymi pieczę sprawuje kurator sądowy. W razie stwierdzenia ryzyka, zwłaszcza aktualnego zagrożenia, są podejmowane natychmiastowe kroki. Osobnym aspektem tego jest terapia, bo zwykle osoby, które popełniają przestępstwa seksualne, są też kierowane na działania terapeutyczne.
Po pierwsze, trzeba tu dowiedzieć się, ile tak naprawdę czynów związanych z zaburzeniem preferencji seksualnej popełnił skazany, bo zwykle jest skazany za jeden, kilka czynów, a jego historia może być znacznie bogatsza w tego rodzaju nieakceptowalne społecznie zachowania, dewiacje.
Po drugie, z reguły osoby, nawet skazane prawomocnym wyrokiem, do końca nie przyznają się do tego, że dopuściły się karygodnych czynów. Tak jak z uzależnieniami. Kiedy ktoś sam przed sobą i przed innymi nie przyzna, że ma problem, to trudno o powodzenie terapii. Trzeba przełamać zaprzeczenie.
Na koniec pytanie, które pewnie słyszy pan za każdym razem, gdy rozmawia z laikami o wariografie. Czy da się oszukać to urządzenie? Wpłynąć na wynik badania?
- Nie chcę wprowadzać w błąd nikogo i twierdzić, że nie ma żadnej możliwości wpłynięcia na to, co poligraf rejestruje. Oczywiście z zaznaczeniem, że nie oszukujemy poligrafu, tylko tego, który to badanie prowadzi.
Czyli wariografu nie oszukamy, ale prowadzącego na nim badanie już możemy?
- To zależy od tego, jak ta osoba jest wyszkolona i przygotowana do tego, żeby wykryć symptomy zakłócania badania przez jego uczestnika. Literatura z zakresu badań poligraficznych nie jest już tak jak kiedyś wiedzą tajemną. Przedstawia różne formy mentalnego zakłócania danych rejestrowanych przez poligraf, np. przez odwrażliwianie się, fiksacje, mechanizmy obronne, racjonalizowanie. Niektórzy stosują hipnozę jako formę wprowadzenia fałszywego wspomnienia, czy usunięcia śladów w pamięci.
Badania naukowe wskazują, że nie jest to duże zagrożenie z punktu widzenia poligraferów. Chociaż jeden z kolegów zajął się naukowo tym tematem. Chciałby zobaczyć, jak to wygląda teraz przy wykorzystaniu współczesnych metod badawczych. Dużo badań, które w tym zakresie były prowadzone, pochodzą z lat 70. i 80. Chcielibyśmy mieć bardziej aktualne dane.
Dr Marcin Gołaszewski - biegły z zakresu badań poligraficznych przy Sądzie Okręgowym w Warszawie, członek American Polygraph Association (APA Full Member, z certyfikatem zaawansowanego przeszkolenia); z doświadczeniem zawodowym w instytucji państwowej; doktor nauk społecznych w dyscyplinie nauki prawne.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET