Na koniec najmu naliczyli 15 tys. zł. Lokatorzy skarżą się na dużą firmę

5 min. czytania
27.05.2026 15:30
Obserwuj nas na Google

Firma Mzuri naliczyła mi 15 tys. zł „kosztów napraw i sprzątania” po sześciu latach najmu – pisze jeden z internautów. Jego zdaniem bez kosztorysu i bez poważnych szkód w protokole. Krytycznych głosów jest jednak więcej. – Nic się nie da z nimi załatwić. Oni potrafią tylko straszyć opłatami, sądami itp. – mówi w rozmowie z RadioZET.pl jeden z byłych wynajmujących, który pragnie zachować anonimowość.

Mieszkania
fot. Piotr Kamionka/REPORTER – zdj. ilustracyjne

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego wynajmujący zgłaszają kontrowersje dotyczące opłat za naprawy i sprzątanie.
  • Co zawierają protokoły zdawczo-odbiorcze sporządzane przez firmę.
  • Jakie kroki planuje podjąć wynajmujący w odpowiedzi na problemy z rozliczeniem.

„Jesteśmy największą w Polsce firmą specjalizującą się w zarządzaniu najmem mieszkań, domów i luksusowych apartamentów" – pisze Mzuri. Działa w ponad 80 polskich miastach, zarządzając ponad 10 tys. lokali. O firmę wypytują również internauci. „Szukam doświadczeń, tipów i informacji, czego się spodziewać, jeśli pójdę z tym do sądu" – czytamy w jednym z opublikowanych wpisów. Jego autor twierdzi, że po sześciu latach wynajmu mieszkania Mzuri naliczyła 15 tys. zł kosztów napraw i sprzątania „bez kosztorysu i bez poważnych szkód w protokole".

Kontrowersje wokół firmy zarządzającej najmem mieszkań

„Wynajmowałem mieszkanie w Chorzowie przez prawie sześć lat. Właścicielami są osoby prywatne, ale wszystko – umowy, rozliczenia itp. – idzie przez Mzuri" – opisuje autor wpisu. Z jego relacji wynika, że po takim okresie wynajmu firma wystawiła mu rozliczenie z pozycją „koszty napraw i sprzątania” na ponad 15 tys. zł, „bez kosztorysu i bez poważnych szkód w protokole". – Umowa najmu od 2020 r., czynsz i opłaty płacone na bieżąco, bez zaległości. Przy wprowadzeniu był sporządzony protokół inwentaryzacji (stan lokalu opisany, normalne ślady używania). Pod koniec kwietnia 2026 r. zdałem mieszkanie, sporządzono protokół zdawczo‑odbiorczy – opisuje internauta. 

– W protokole wyjściowym pojawiły się wpisy typu: „brudne do malowania”, „panele zużyte/napuchnięte”, „meble wysłużone”, „plamy, dziura w jednym miejscu” itp., ale przy większości rzeczy nadal jest „bez uwag”. Nie ma nic w stylu: zalane ściany, zniszczone wyposażenie. Mieszkanie przed oddaniem sprzątaliśmy dokładnie (z partnerką), ściany odświeżone w brudniejszych miejscach, generalnie normalne zużycie po kilku latach – dodaje.

Redakcja poleca

Z relacji wynajmującego wynika, że w rozliczeniu kwota 15 tys. zł jest jedną zbiorczą pozycją. – Zero kosztorysu, brak faktur, brak rozpisania: ile za malowanie, ile za wymianę paneli, ile za sprzątanie. W protokole przy zdaniu lokalu było tylko ogólne: „Naprawy – do wyceny, „Sprzątanie – do wyceny”, bez żadnych widełek – twierdzi mężczyzna. W rozliczenie dodano kaucję za mieszkanie. 

„Protokół nie opisuje żadnych poważnych szkód"

Wynajmujący podzielił się również swoimi wątpliwościami w tej sprawie. – Protokół nie opisuje żadnych poważnych szkód, które realnie kosztowałyby 15 tys. zł. Dodatkowo nie pokazali żadnego kosztorysu ani faktur – dodaje. Mężczyzna zapowiedział już, że planuje konsultację z prawnikiem i kontakt z Miejskim Rzecznikiem Konsumentów w Chorzowie. W grę wchodzi również pozew. O odniesienie się do tych informacji portal RadioZET.pl poprosił firmę Mzuri. Na razie czekamy na odpowiedź.

Krytycznych głosów w kierunku firmy jest jednak więcej. – Nic się nie da z nimi załatwić. Oni potrafią tylko straszyć opłatami, sądami itp. W prozaicznych sprawach, typu awaria w mieszkaniu, również umywają ręce. Nie wywiązują się ze swoich obowiązków. Żeby cokolwiek załatwić polubownie, kontaktowałem się bezpośrednio z właścicielem – skarży się jeden z byłych wynajmujących, który pragnie zachować anonimowość. – Myślę, że – żeby z nimi rozmawiać – trzeba mieć w zanadrzu prawnika, bo to starcie Dawida z Goliatem. Nie interesuje ich, co się próbuje im przekazać. Kaucje rozliczyli mi po 2-3 miesiącach, a ustawowy termin przewiduje 30 dni – dodaje. 

Na jednej z facebookowych grup w lipcu ubiegłego roku pojawił się również wpis pani Pauliny. „Chciałabym ostrzec wszystkie osoby, które chciałyby wynająć mieszkanie – bardzo nie polecam firmy Mzuri" – czytamy w poście. Na liście zarzutów jest m.in. ograniczona możliwość kontaktu z przedstawicielami, ale nie tylko. „Po oddaniu lokum po generalnym sprzątaniu zatrudnionej przeze mnie agencji sprzątającej naliczają prawie 1000 zł za sprzątanie czystego mieszkania. Plus ogromne kwoty za naprawę urządzeń niezniszczonych przez lokatorów. Nie wystawiają do tego faktur i kontakt się urywa. Przy kaucji 4800 zł dostałam 300 zł zwrotu" – opisuje pani Paulina. Z jej relacji wynika, że spór skończył się w sądzie.

„Właściciel zazwyczaj nie jest świadomy nieprawidłowości"

Inny najemca w rozmowie z RadioZET.pl przyznał, że w 2019 roku znalazł atrakcyjną ofertę od Mzuri na popularnym portalu internetowym. Umówił się zatem na spotkanie z agentem, na miejscu wpłacił zadatek, załatwiono wszelkie formalności. – Co ciekawe, Mzuri nie jest stroną umowy, a jedynie pełnomocnikiem wynajmującego. Jest to duży problem w przyszłości, gdyż najemca chcący dochodzić swoich praw wynikających z zaniedbań Mzuri musi kierować swoje roszczenia wobec właściciela, który zazwyczaj nie jest świadomy nieprawidłowości – mówi nam pan Paweł [imię zmienione – przyp. red.]. 

Jako plusy wymienia sprawną naprawę pralki niedługo po przeprowadzce. Problemy zaczęły się później. – Agent, który wynajmował mi mieszkanie, naopowiadał, jak to Mzuri jest zawsze w okolicy, aby pomagać najemcom, jak to każdy agent ma swój rejon, zapasowe klucze do mieszkania, 24-godzinne wsparcie. No i niestety sytuacja kryzysowa zweryfikowała obietnice Mzuri. Udostępniłem swoje mieszkanie członkowi rodziny, który nagle zachorował i musiał przyjechać do Warszawy. Ta osoba gdzieś zapodziała klucze. Oczywistym krokiem było zadzwonić do Mzuri i skorzystać z ich obiecanej pomocy. Było to raptem późne popołudnie – opowiada pan Paweł. 

Oczekiwał ponad 15 minut na połączenie z konsultantem na infolinii. Nakreślił problem i usłyszał, że owszem, agenci terenowi mają zapasowe klucze. – Konsultant zapewniał mnie, że spróbuje skontaktować się z agentem w terenie. Po około godzinie znowu zadzwoniłem na infolinię, gdyż nie miałem żadnej odpowiedzi. Wymusiłem na konsultancie podanie numeru telefonu do pracownika w terenie, aby móc samemu go ścigać. Ku mojemu zdziwieniu, pracownik miał wyłączony telefon, a konsultant z infolinii zapewniał mnie, że nad tym pracują. Do końca dnia nie udało mi się połączyć z agentem. Na wiadomości SMS również nie odpisywał. Całość zakończyła się fiaskiem – opowiada.

„Niespodzianka" na koniec najmu

W 2023 roku pan Paweł spotkał się osobiście z właścicielem mieszkania. – Mieliśmy okazję wymienić się naszymi opiniami o Mzuri. Oboje podnieśliśmy temat kompletnego braku kontaktu i jakiejkolwiek odpowiedzi na prośby. Właściciel również był niezadowolony z faktu, iż płaci prowizję za obsługę, a tak naprawdę Mzuri niczego nie robi oprócz płacenia faktur – opowiada nam najemca. W związku z tym właściciel mieszkania zdecydował się wypowiedzieć umowę Mzuri, a kolejną umowę najmu podpisali już bezpośrednio. 

Po czterech latach najmu przyszedł czas na rozliczenie wszystkich opłat, za które płacono ryczałtem z góry. – Umowa była tak skonstruowana, że rozliczenie następuje dopiero na koniec najmu. Z tego wynika, że przez te wszystkie lata Mzuri mogło sobie beztrosko operować pieniędzmi wynikającymi z nadpłat wszystkich najemców – mówi nam pan Paweł. – Właściciel przestawił mi pakiet faktur i decyzji o opłatach, którymi dysponował od Mzuri, ale braki były kolosalne. Wprowadzenie tego wszystkiego do Excela zajęło kilkanaście dni. Po dokładnej analizie znalazłem faktury, które zawierały kary umowne za opóźnienie w zapłacie. Oczywiście to ja byłem obciążany całą wartością faktur, mimo że to Mzuri nie dotrzymało terminów – dodał. 

W międzyczasie dalej oczekiwał na przelew z wyrównaniem nadwyżki, ale, jak twierdzi, niczego nie otrzymał. – Właściciel również wysyłał ponaglenia. Według moich wstępnych szacunków wartość nadpłaty za wszystkie opłaty mogła wynieść nawet 15 tys. zł przez 4 lata. Niestety, nigdy się nie dowiedziałem, ile tak naprawdę byłem stratny. Mniej więcej po przeszło trzech miesiącach po zakończeniu najmu, po wezwaniach przedsądowych wysłanych przez mojego mecenasa, Mzuri finalnie zwróciło mi pięć tysięcy złotych tytułem nadpłaty (osiem tysięcy razem z kaucją), a w mailu przesłali plik będący podstawą rozliczenia najmu – przyznaje pan Paweł.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET