Na Mazurach to już plaga. Turyści i mieszkańcy mają dość. "Nagminne"
Województwo warmińsko-mazurskie boryka się z dużym problemem. Mieszkańcy i turyści nie mogą skorzystać z linii brzegowej nad jeziorami, bo te są wygrodzone płotami. Jest to niezgodne z prawem, a petycja utknęła w Sejmie - informuje "Uwaga!" TVN.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie przepisy dotyczą szerokości pasa nad brzegiem jeziora.
- Dlaczego dostęp do linii brzegowej jezior jest utrudniony.
- Które instytucje przeprowadzają kontrole ogrodzeń nad jeziorami.
Grodzenie jezior przy brzegu nagminne na Mazurach
Dostęp do jezior w woj. warmińsko-mazurskim staje się coraz trudniejszy. Często spotyka się ogrodzenia dochodzące niemal do samego brzegu, mimo że każdy obywatel ma prawo do swobodnego dostępu do linii brzegowej. Właściciele działek stawiają płoty do samej wody. Pas nad brzegiem jeziora - zgodnie z przepisami - ma mieć szerokość co najmniej 1,5 metra. Niestety, w praktyce prawo to jest nagminnie łamane.
Problemowi przyjrzeli się dziennikarze programu "Uwaga!" TVN. Jeden z nich próbował skorzystać z pasa nad wodą. W wielu miejscach było to niemożliwe ze względu na ogrodzenia. Zdaniem burmistrza Mikołajek Piotra Jakubowskiego to powszechny problem nie tylko w jego mieście, ale na całych Wielkich Jeziorach Mazurskich.
- Na dzisiaj nie ma możliwości spaceru wzdłuż jeziora, fizycznie nie da się tego zrobić, bo do linii wody stoją płoty, wszystko jest pogrodzone – mówi. Mieszkańcy nie mogą spacerować nad wodą. Jak dodaje burmistrz, to nie oni stwarzają ten problem, a letnicy. - Mieszkańcy Mazur nie grodzą linii brzegowej, grodzą ci, którzy przyjeżdżają nad jeziora na lato, bo mają domki letniskowe. Są miejsca, gdzie w ogóle nie da się przejść – informuje burmistrz Mikołajek w rozmowie z "Uwagą!" TVN.
Płoty niebezpieczne podczas sztormu
Problem staje się dużo poważniejszy, gdy psuje się pogoda. Podczas sztormów żeglarze muszą zatrzymać się przy brzegu lub pomoście. Na wodzie grozi im niebezpieczeństwo. - Trzeba zacumować tam, gdzie tylko jest możliwość - podkreśla w rozmowie z dziennikarzem "Uwagi!" TVN Igor Socha, ratownik MOPR Mikołajki.
Jedną z turystek spotkała właśnie taka sytuacja. Była na łodzi, gdy nagle przyszła burza. Zatrzymała się więc na brzegu przy czyjejś posesji. - Pan na jeziorze Nidzkim zrobił nam awanturę, zaczął nas nagrywać, krzyczeć, że nie wolno nam cumować, bo jest to jego własność - relacjonuje w reportażu.
Potrzebne ostrzejsze przepisy
Sytuacje takie jak w Mikołajkach nie są odosobnione. Również na Warmii nad jeziorem Wulpińskim mieszkańcy i służby borykają się z podobnym problemem. - Dla nas jest to utrudnienie, ponieważ nie możemy przejść wzdłuż linii. Musimy angażować łódź, a wiadomo, że jak płyniemy łodzią, to nas z daleka widać. W skrajnych przypadkach, jak jest kłusownictwo, ktoś próbuje zbiec, to trzeba pokonywać płoty – kontynuuje komendant posterunku rejonowego Państwowej Straży Rybackiej w Olsztynie Szymon Borycki.
Wody Polskie tylko w rejonie obrębu Białystok – w tym Warmia i Mazury – przeprowadziły prawie 80 kontroli, w prawie połowie przypadków nakazano rozbiórkę płotów. Maciej Ostrowski, zastępca dyrektora Zarządu Zlewni Wody Polskie w Olsztynie, wyjaśnia, że pracownicy Wód Polskich reagują na konkretne zgłoszenia. - Problem jest dla nas zauważalny, widzimy go. To jest nagminne nad jeziorami - mówi dziennikarzowi "Uwagi!" TVN. Dodaje, że potrzebne jest zintensyfikowanie kontroli i zaostrzenie kar. Pracownicy Wód Polskich mogą nałożyć grzywnę w wysokości 7,5 tys. zł. - Może jest to zbyt niska kwota, skoro proceder ciągle trwa – ocenia. Petycja w sprawie zaostrzenia przepisów trafiła do Sejmu, ale utknęła na poziomie ministerialnym.
Źródło: Radio ZET/"Uwaga!" TVN
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET