Na zabójcy Izy Strzałkowskiej się nie skończy. Ta metoda pomoże złapać morderców sprzed lat
Zabójstwo 13-letniej Izy Strzałkowskiej jest pierwszą w Polsce sprawą rozwiązaną dzięki zastosowaniu genealogii genetycznej. Śledczy wytropili zabójcę dziewczynki poprzez jego krewnych. Czy w innych sprawach również będzie to możliwe? - W najbliższych latach będziemy obserwować coraz więcej takich przypadków. Sukces tej sprawy pokazuje, że warto wracać do niewyjaśnionych przestępstw, w których zachował się odpowiedni materiał biologiczny - mówi w rozmowie z RadioZET.pl dr Tomasz Kupiec, biegły z zakresu badań genetycznych.
13-letnia Iza Strzałkowska zginęła 23 sierpnia 2011 roku nieopodal swojego domu w Gdyni. Dziewczynka została uduszona i zgwałcona. Mimo że sprawca zostawił ślady, policja nie była w stanie go odnaleźć. Przełom nastąpił po 15 latach, dzięki nowatorskiej metodzie: genealogii genetycznej. W lipcu 2026 roku policja zatrzymała Michała S., który przyznał się do zabójstwa Izy.
Śledczy bazując na materiale genetycznym zabezpieczonym na miejscu zbrodni zdołali wytypować podejrzanego, mimo że nie dysponowali jego profilem DNA. Jak to możliwe? W rozmowie z RadioZET.pl dr Tomasz Kupiec z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie opowiada, jak rozwój genetyki pomaga policjantom i prokuratorom rozwiązywać sprawy zabójstw sprzed wielu lat.
Mateusz Kapera: W rozwiązaniu sprawy zabójstwa Izy Strzałkowskiej śledczym pomogły nowoczesne metody genetyczne: predykcja wyglądu sprawcy i genealogia genetyczna. Na czym one polegają?
Dr Tomasz Kupiec: - Na podstawie śladów DNA można określić cechy wyglądu zewnętrznego, m.in. kolor oczu, włosów i skóry, pochodzenie biogeograficzne, a także oszacować wiek sprawcy w chwili popełnienia czynu. Informacje zapisane w materiale genetycznym pozwalają więc częściowo odtworzyć jego wygląd. Nie prowadzi to automatycznie do wykrycia sprawcy, ale może znacząco zawęzić krąg podejrzanych.
Najnowszym narzędziem jest genealogia genetyczna. Pozwala wskazać sprawcę nawet wtedy, gdy nie znajduje się on w żadnej bazie DNA i nie został objęty badaniami przesiewowymi. Na podstawie podobieństw genetycznych do dalszych krewnych można odtworzyć fragment drzewa genealogicznego, ustalić rodzinę, z której prawdopodobnie pochodzi sprawca, a następnie, wykorzystując dodatkowe informacje, takie jak miejsce pobytu czy czas zdarzenia, zawęzić poszukiwania do konkretnej osoby.
Oczywiście są to jedynie wskazówki operacyjne, a nie dowody procesowe. Dowód powstaje dopiero, gdy wytypowany sprawca zostaje odnaleziony i można bezpośrednio porównać jego materiał genetyczny z materiałem zabezpieczonym na miejscu zdarzenia.
Tak też się stało w przypadku sprawy zabójstwa Izy Strzałkowskiej.
- Wykorzystano tam praktycznie cały zestaw dostępnych dziś metod. Najpierw zabezpieczono ślady z miejsca zdarzenia. Następnie przeprowadzono trałowanie DNA - masowe badania genetyczne wytypowanej grupy osób - jednak bez rezultatu. Sprawdzono również policyjne bazy danych DNA, ale i tam nie znaleziono odpowiedniego tropu. Dopiero połączenie predykcji wyglądu, określenia pochodzenia biogeograficznego i wieku sprawcy oraz zastosowanie genealogii genetycznej pozwoliło wytypować osobę, która wcześniej w ogóle nie znajdowała się w kręgu zainteresowania śledczych.
To najlepiej pokazuje różnicę między tym, co było możliwe kiedyś, a tym, co możemy zrobić dzisiaj. Dawniej można było jedynie porównać ślad z materiałem pobranym od konkretnej osoby. Obecnie potrafimy opisać sprawcę, zawęzić krąg podejrzanych, a nawet odnaleźć go bez wcześniejszej wiedzy o jego tożsamości. Dlatego porównuję ten postęp do przeskoku od jazdy po dziurawej drodze do lotu w kosmos.
Jak wygląda w praktyce zastosowanie genealogii genetycznej w poszukiwaniach sprawcy zabójstwa?
- Wszystko opiera się na zasadach dziedziczenia materiału genetycznego. Połowę DNA otrzymujemy zarówno od matki, jak i ojca. Każdy z naszych rodziców również odziedziczył swój materiał genetyczny po własnych rodzicach, a ci po swoich przodkach. W efekcie każdy z nas jest swoistą mieszanką materiału genetycznego wielu wcześniejszych pokoleń, a z każdym kolejnym wspólnych fragmentów DNA jest mniej, a ich długość maleje.
Dzięki współczesnym metodom badań genetycznych jesteśmy w stanie analizować bardzo dużą część naszego DNA i tworzyć jego szczegółową mapę na wszystkich chromosomach. Następnie porównujemy ją z mapami innych ludzi. Dzięki temu jesteśmy w stanie wskazać osoby, które mają wspólny fragment DNA na tym samym chromosomie, czyli ten, który odziedziczyliśmy po naszych przodkach.
Im bardziej odległe jest pokrewieństwo, tym takich wspólnych fragmentów jest mniej i są one krótsze. Jednak nawet po kilku pokoleniach można odnaleźć charakterystyczne odcinki DNA wskazujące na wspólne pochodzenie. Wykorzystując ogromne zbiory danych genetycznych oraz odpowiednią moc obliczeniową komputerów, jesteśmy w stanie takie zależności wykrywać.
Do tego celu bada się tzw. SNP-y, czyli pojedyncze zmiany w sekwencji DNA. W zależności od zastosowanej metody badanie może obejmować od około 10 tysięcy do nawet ponad miliona takich punktów. Następnie tworzy się dokładną mapę wspólnych fragmentów między dwoma porównywanymi osobami.
Jeden profil DNA mamy dzięki temu, że zabezpieczono na miejscu zabójstwa materiał genetyczny. Skąd wziąć drugi do porównania?
- Istnieją bazy genealogiczne różnego rodzaju. W nich znajdują się profile genetyczne osób, które dobrowolnie je przekazały, aby poznać historię swojej rodziny, pochodzenie etniczne lub odnaleźć krewnych. Największe dysponują nawet 20 milionami profili. Bazy te nie powstały z myślą o pracy policji, lecz na potrzeby genealogii rodzinnej.
Część użytkowników wyraża jednak zgodę na wykorzystanie swoich danych również do identyfikacji nieznanych sprawców przestępstw lub niezidentyfikowanych szczątków ludzkich. Każdy może zdecydować, czy chce uczestniczyć w takim programie, a swoją decyzję może później zmienić.
Gdy dysponujemy śladem DNA zabezpieczonym na miejscu przestępstwa, wykonujemy bardzo szczegółową analizę genetyczną wyodrębnionego profilu. Określamy pozycje markerów genetycznych, których jest milion lub pół miliona, a w najgorszym przypadku około dziesięciu tysięcy i weryfikujemy, czy w bazach genealogicznych nie ma innych profili, które mają wspólne fragmenty. W ten sposób sprawdzamy, czy możemy znaleźć przodków czy krewnych poszukiwanego sprawcy przestępstwa.
Rozumiem, że na DNA sprawcy zabójstwa w tej bazie nie ma co liczyć?
- Nie szukamy samego sprawcy, bo raczej go tam nie będzie. Szukamy jego krewnych.
Oceniamy długość i liczbę wspólnych fragmentów DNA. Mierzy się je w jednostkach nazywanych centymorganami. Im więcej wspólnych fragmentów i im są one dłuższe, tym bliższe jest pokrewieństwo między daną osobą a nieznanym sprawcą.
Na tej podstawie można określić, czy mamy do czynienia z bliskim krewnym, dalszym kuzynem czy osobą spokrewnioną jeszcze bardziej odlegle. Istnieją specjalne algorytmy pozwalające oszacować stopień pokrewieństwa na podstawie liczby wspólnych centymorganów.
I co dalej robi się z listą osób spokrewnionych w różnym stopniu ze sprawcą?
- Kolejnym etapem jest budowa drzewa genealogicznego. To najbardziej czasochłonna część całego procesu. Genealodzy starają się ustalić, gdzie przecinają się linie rodzinne osób wskazanych przez analizę DNA. Cofają się w czasie, wyszukują wspólnych przodków i odtwarzają kolejne gałęzie rodzin.
Wykorzystują przy tym różnorodne źródła: księgi parafialne, akty urodzeń, dokumenty archiwalne, ogólnodostępne bazy danych oraz informacje dostępne w internecie. W sprawach prowadzonych na zlecenie organów ścigania część informacji może być dodatkowo weryfikowana przez policję, w źródłach niedostępnych dla osób prywatnych.
W ten sposób powstaje coraz dokładniejszy obraz rodziny, z której prawdopodobnie pochodzi sprawca. Następnie śledczy analizują osoby znajdujące się w odpowiednich gałęziach drzewa genealogicznego pod kątem tego, czy mogliby być sprawcą przestępstwa. Sprawdza się ich wiek, miejsce zamieszkania, obecność w określonym regionie w czasie popełnienia przestępstwa oraz inne dane, które mogą mieć znaczenie dla śledztwa. Często wykorzystuje się również informacje publicznie dostępne, na przykład w mediach społecznościowych.
Dopiero po połączeniu wszystkich tych elementów można sformułować wiarygodną hipotezę wskazującą konkretną osobę. Sama genealogia genetyczna tego nam nie da, bo jest narzędziem, które pozwala zawęzić krąg poszukiwań sprawcy. To, czy faktycznie wytypowana osoba ma coś wspólnego z przestępstwem okazuje się dopiero po pobraniu od niej materiału genetycznego i bezpośrednim porównaniu go z DNA zabezpieczonym na miejscu zdarzenia.
W sprawie Izy Strzałkowskiej okazało się, że dzięki genealogii genetycznej udało się poprawnie wytypować podejrzanego. Ślady na miejscu zabójstwa należały do zatrzymanego w lipcu Michała S.
- W tej sprawie na powodzenie badań złożyło się kilka kluczowych czynników. Po pierwsze, próbka z materiałem genetycznym z miejsca zabójstwa została zabezpieczona przez prof. Ryszarda Pawłowskiego i była prawidłowo przechowywana przez wiele lat. Po drugie, materiał okazał się na tyle dobrej jakości, że nadawał się do ponownych badań. Co więcej, nie była to mieszanina DNA pochodząca od kilku osób, lecz materiał genetyczny jednej osoby, co znacząco ułatwiło analizę.
Kolejnym istotnym elementem było to, że genealogom udało się odnaleźć powiązanie, między osobami znajdującymi się w bazach genealogicznych, a rodziną, z której wywodził się sprawca. Wykorzystano również inne narzędzia, takie jak szacowanie wieku oraz predykcję wyglądu zewnętrznego sprawcy. Można powiedzieć, że śledczy skorzystali z całego arsenału współczesnej genetyki sądowej, co ostatecznie przyniosło oczekiwany rezultat.
Nie zawsze jednak takie działania kończą się sukcesem. Jeśli trop prowadzi za granicę, możliwości dalszej weryfikacji mogą być ograniczone. Zdarza się, że wskazówki kierują śledczych do krajów, gdzie nie ma dostępu do niezbędnych archiwów, rejestrów czy baz danych pozwalających ustalić miejsce pobytu lub historię danej osoby. W takich sytuacjach rozwiązanie sprawy może okazać się znacznie trudniejsze, a czasem wręcz niemożliwe.
Jak długo trzeba będzie czekać, żeby śledczy rozwiązali kolejną sprawę sprzed lat wykorzystując genealogię genetyczną?
- W najbliższych latach będziemy obserwować coraz więcej takich przypadków. Sukces tej sprawy pokazuje, że warto wracać do niewyjaśnionych przestępstw, w których zachował się odpowiedni materiał biologiczny.
Mimo że jest to czasochłonna metoda?
- Zawsze najtrudniejsza jest pierwsza sprawa. Kiedy jednak przećwiczy się już określone procedury i schematy działania, szybko okazuje się, że podobnych spraw można rozwiązać znacznie więcej.
Największym problemem jest brak materiału biologicznego. Bez niego nie da się rozwiązać sprawy przy pomocy nowoczesnych badań DNA, w tym genealogii genetycznej.
I to nie zawsze chodzi o to, że sprawca nie zostawił śladów lub technicy policyjni ich nie zabezpieczyli?
- Problem polega na tym, że po zakończeniu badań materiał biologiczny nie zawsze jest przechowywany przez wystarczająco długi czas.
Gdyby prof. Ryszard Pawłowski wyrzucił go do kosza, to sprawca zabójstwa Izy Strzałkowskiej nie zostałby wykryty?
- Tak, bo nie byłoby czego badać. Na szczęście prof. Pawłowski przechowywał próbkę w zamrażarce.
Nie ma w tej kwestii szczegółowych przepisów , ale niszczenie takiego materiału w najpoważniejszych nierozwiązanych sprawach uważam za poważny błąd. Jak później miałoby się taką sprawę wyjaśnić? Przecież nauka i technologia stale się rozwijają i pojawiają się nowe możliwości badawcze. Zawsze istnieje nadzieja, że zabezpieczone ślady okażą się kluczowe za kilka czy kilkanaście lat, gdy dostępne będą skuteczniejsze metody ich analizy.
Jeśli sprawa nie została prawomocnie zakończona i nadal może być ścigana z urzędu, warto zachować wszelkie zabezpieczone dowody. Nawet jeśli obecnie nie potrafimy ich w pełni wykorzystać, w przyszłości mogą umożliwić rozwiązanie sprawy. Nie widzę powodu, by rezygnować z takiej szansy.
Dlatego pan również je przechowuje, a nie niszczy.
- Traktuję te próbki jako materiał powierzony przez organ procesowy. To on powinien decydować o ich dalszym losie. Dlatego materiał jest przechowywany dla potrzeb ewentualnych dalszych badań.
Dużo ich pan przechowuje? Ile miejsca zajmują?
- Można liczyć w tysiącach, ale trzyma się je w małych probówkach. To naprawdę nie są takie objętości, żeby trzeba było budować do tego specjalne hale. Wystarczy niewielkie pomieszczenie oraz odpowiednie zamrażarki utrzymywane w stałej temperaturze. I sprawny system archiwizacji, który pozwala zlokalizować dany materiał i przyporządkować go do konkretnej sprawy.
A co się dzieje z rzeczami, na których były ślady biologiczne?
- Dowody rzeczowe odsyłamy zawsze do zleceniodawcy (prokuratury - red.). Są one później przechowywane w archiwach dowodowych. Taką mam przynajmniej nadzieję. Problemem nie jest to, gdzie przechowywać dowody, a brak regulacji prawnych w tym zakresie.
Co powinno się wprowadzić do przepisów?
- Obowiązek przechowywania śladów do najcięższych nierozwiązanych spraw: zabójstw czy gwałtów. Dopóki nie zostaną rozwiązane, albo nie przedawnią się, dowody powinny być obowiązkowo przechowywane, bez możliwości ich niszczenia czy oddania rodzinie ofiary. Tak jak jest to w przypadku śladów daktyloskopijnych. To samo powinno dotyczyć próbek DNA.
To są niewielkie koszty w porównaniu z korzyściami, jakie może przynieść zachowanie tych śladów. Są ludzie, którzy przez znaczną część życia nie mogą przestać o nich myśleć, zwłaszcza, gdy chodzi o szczególnie brutalne lub głośne przestępstwa z ich okolicy. Złapanie sprawcy może także zapobiec kolejnym zbrodniom i w ten sposób uratować innych ludzi. Dlatego warto patrzeć na to również z tej perspektywy. Być może zabrzmi to patetycznie, ale chodzi tu także o elementarną sprawiedliwość społeczną. Właśnie po to istnieją instytucje odpowiedzialne za ściganie przestępstw i dochodzenie prawdy.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET