Atak na lokal Nowej Lewicy we Wrocławiu. Poseł: "Boję się o życie moich asystentów"
W nocy z piątku na sobotę ktoś zdewastował wejście do siedziby Nowej Lewicy we Wrocławiu. Na elewacji budynku pojawiły się różne napisy - m.in. "Stop aborcji!". O całej sprawie z portalem RadioZET.pl rozmawiał poseł Arkadiusz Sikora. - W tym lokalu znajduje się również moje biuro poselskie. I muszę przyznać, że boję się o życie i zdrowie asystentów, którzy ze mną współpracują - powiedział nam polityk. Akt wandalizmu skomentował także Robert Suligowski, wrocławski radny.
Lokal Nowej Lewicy we Wrocławiu został zdewastowany
Do dewastacji lokalu, który mieści się przy al. Jana Matejki, doszło w nocy z piątku 19 lipca na sobotę 20 lipca. Zniszczona została elewacja siedziby Nowej Lewicy we Wrocławiu. Wandale zostawili napisy, m.in. "Stop aborcji!" czy "Why do you even alive? [Dlaczego w ogóle żyjesz? - przyp. red.]". Ponadto ktoś czerwoną farbą zamalował tabliczki informujące o partyjnym biurze. O komentarz w sprawie portal RadioZET.pl poprosił m.in. posła Arkadiusza Sikorę.
- Gdy zobaczyłem, co się stało, poczułem przede wszystkim złość - również na to, co dzieje się w polskim społeczeństwie. Takie działania powodują zaostrzenie języka debat politycznych i prowadzą do nasilenia się agresji - a wiemy, że agresja słowna szybko przenosi się na agresję fizyczną. Zdarzały się już przecież ataki na asystentów biur poselskich, również śmiertelne. Tym razem we Wrocławiu skończyło się na akcie wandalizmu, niemniej jednak w tym lokalu znajduje się również moje biuro poselskie. I muszę przyznać, że boję się o życie i zdrowie moich asystentów, którzy ze mną współpracują. Sytuacja powinna być monitorowana, a działania tego typu piętnowane, również przez służby mundurowe - powiedział nam poseł Arkadiusz Sikora.
Zapytaliśmy posła związanego z Nową Lewicą o to, czy ma jakieś podejrzenia, kto może stać za atakiem. - Niestety nie mamy tam zainstalowanego monitoringu, więc trudno przesądzać o tym, kto to był. Na pewno ta radykalizacja życia publicznego i ostatnie decyzje dotyczące ustawy aborcyjnej spowodowały bardziej agresywne zachowanie wyborców. Opinia publiczna też w różny sposób reaguje. To się niestety przenosi na ulicę - powiedział nam Sikora. - Pewnie było to działanie jakichś bojówkarzy, ideologicznie bardzo mocno zaangażowanych w działania antyaborcyjne. Nie mam w tej chwili nikogo konkretnego na myśli, ale prawdopodobnie było to jakoś powiązane z tymi ostatnimi atakami na biuro PSL-u - być może w tym kierunku należałoby swoje podejrzenia kierować, ale - podkreślam - są to tylko i wyłącznie podejrzenia.
"Mój dom również kilkukrotnie był obrzucony jajkami"
O dewastacji lokalu Nowej Lewicy we Wrocławiu rozmawialiśmy również z Robertem Suligowskim - prawnikiem, ekologiem i radnym Rady Miejskiej Wrocławia. - Przede wszystkim chciałbym wyrazić ogromne ubolewanie dla koleżanek i kolegów z Nowej Lewicy, bo to był nie tylko akt wandalizmu, ale również akt zastraszania środowiska politycznego - powiedział nam Suligowski. - Po ataku poczułem przede wszystkim zażenowanie, bo w przestrzeni publicznej nie powinno być miejsca na tego typu sytuacje. Ja się nie boję - mój dom również kilkukrotnie był obrzucony jajkami podczas kampanii wyborczej, więc wiem, co to znaczy - dodał.
Wrocławski radny kwestię podejrzeń, kto mógł stać za dewastacją budynku, skomentował krótko: - Najprawdopodobniej jest jakaś grupa prawicowych ekstremistów we Wrocławiu, którzy zdolni są do takiego zamachu - być może też do innych ataków. Nie tylko na mienie, ale również na osobę. Oczekuję więc, że służby we Wrocławiu ustalą sprawców i ich ukarzą. Nie ma miejsca na przemoc polityczną, na terroryzm wobec osób o innych poglądach - dodał. - Miasto powinno być bezpieczne dla wszystkich. W momencie, w którym przemoc ma zamknąć usta osobom, z którymi się nie zgadzamy, to demokracja umiera.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET