Czechowice-Dziedzice zalane. "Nie mamy gdzie odpompowywać wody"
W nocy z brzegów wystąpiła rzeka Iłowica i zalała część Czechowic-Dziedzic (woj. śląskie). Niektóre ulice miasta znalazły się całkowicie pod wodą, zarządzono ewakuację mieszkańców. Jak sytuacja wygląda teraz? - Tam, gdzie Iłownica wpływa do Wisły, to najgorsze miejsce, woda nie mieści się w korycie. Rzeki są przepełnione, nie są w stanie odbierać tej wody - tłumaczył w rozmowie z RadioZET.pl mł. asp. Michał Orlicki z bielskiej straż pożarnej.
- 9 zdjęć Zobacz galerię
Powódź w Polsce 2024. Czechowice-Dziedzice zalane
Czechowice-Dziedzice, położone niedaleko Bielska-Białej (woj. śląskie), to jedno z miast, które zostały dotknięte gigantyczną powodzią w południowej Polsce. Najgorzej było w nocy i nad ranem, gdy rzeka Iłowica przekroczyła stan alarmowy i wystąpiła z brzegów. Zalane były ulice, domy i inne budynki. Z informacji podanych w godzinach porannych wynikało, że ówczesny poziom wody wynosił 646 cm, a więc o 6 cm więcej niż w 2010 roku, gdy poprzednim razem żywioł zaatakował miasta.
Zarządzono ewakuację mieszkańców, dla których podstawiono specjalne autobusy. Najgorzej było w okolicach ulic: Zabrzeskiej, Sikorskiego, Pasiecznej i Waryńskiego. O tym, jak wygląda obecnie sytuacja, mówił w rozmowie z portalem RadioZET.pl mł. asp. Michał Orlicki z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Bielsku-Białej, której jednostki interweniowały w Czechowicach-Dziedzicach.
- Najtrudniej jest na ul. Waryńskiego, Burzej, Księża Grobel, zarówno w pobliżu wałów Iłownicy, jak i Wisły. Tam doszło do największego zalania terenów - mówił, dodając, że spore zniszczenia woda pozostawiła także w okolicznych miejscowościach: Kaniowie i Dankowicach. Jak przyznał, ewakuacja była prowadzona w nocy i rano, teraz już nie. - Jeśli mieszkańcy chcieli, to strażacy pomagali. Obecnie nie mam szczegółowych informacji dotyczących dokładnych liczb - powiedział.
Zaznaczył, że służby cały czas są na miejscu i monitorują sytuację, jednak na wspomnianych, zalanych terenach "woda tak szybko nie opada". - Tam, gdzie Iłownica wpływa do Wisły, to najgorsze miejsce, woda nie mieści się w korycie. Rzeki są przepełnione, nie są w stanie odbierać tej wody - tłumaczył strażak. Orlicki przekonywał, że trzeba poczekać aż rzeki opadną. - Nie możemy pompować wody, bo nie mamy gdzie jej odpompowywać - przyznał, dodając, że służby interweniowały właściwie w każdej części obszaru powiatu bielskiego.
Źródło: Radio ZET