"Musiałam podjąć dramatyczną decyzję". Burmistrzyni Bystrzycy Kłodzkiej załamał się głos
Pilnie potrzebna pomoc w Bystrzycy Kłodzkiej (woj. dolnośląskie). Gmina została prawie odcięta od świata, można tam dojechać jeszcze tylko od strony Piwnicznej Zdrój. Kilka ulic jest już pod wodą, bo wylewa rzeka Nyska Kłodzka. - Mieszkańcy wcześniej nie chcieli opuścić domów, teraz dzwonią i proszą o pomoc - powiedziała Radiu ZET burmistrzyni miasta Renata Surma. W trakcie rozmowy załamał jej się głos.
- 19 zdjęć Zobacz galerię
Powódź na Dolnym Śląsku. Dramatyczna sytuacja w Bystrzycy Kłodzkiej
Bystrzyca Kłodzka to miejscowość położona na południu Kotliny Kłodzkiej, blisko granicy z Czechami. Przepływa przez nią Nyska Kłodzka, która zalała cześć miasta. Wezbrane wody odcięły od świata też dwie małe miejscowość położone w sąsiedztwie Bystrzycy - Wilkanów i Pławnicę. Z kolei do Bystrzycy można dojechać jeszcze tylko jedną droga (DW 388), przez Polanicę-Zdrój.
W samej Bystrzycy Kłodzkiej zalane są dolne części miasta, położone wzdłuż Nysy Kłodzkiej, a w gminie wiele gospodarstw, które zostały zalane przez wody opadowe oraz rzeczne. Sytuacja jest dramatyczna, a pomoc dla miasta pilnie potrzebna. "Zalana Bystrzyca Kłodzka. Na rynku stoi nadal kurtyna wodna, schładzała mieszkańców w czasie niedawnych upałów - dzisiaj walczą z powodzią" - informuje reporter Radia ZET Przemysław Taranek.
Cała gmina została prawie odcięta od świata, można tam dojechać jeszcze tylko od strony Piwnicznej Zdrój. Część ulic jest już pod wodą, o czym w rozmowie z Radiem ZET mówiła burmistrzyni miasta. - Mieszkańcy wcześniej nie chcieli opuścić domów, teraz dzwonią i proszą o pomoc - powiedziała Radiu ZET Renata Surma.
- Ludzie proszą o ewakuację, ale niestety, są już takie miejsca, do których nie możemy dotrzeć. Musiałam podjąć dramatyczną dla mnie decyzję: życie samotnej osoby albo pięciu chłopaków, którzy mieli tam pojechać - przyznała ze łzami w rozmowie. - To nie jest moja pierwsza powódź, ale tak źle jeszcze nigdy nie było. I znikąd pomocy - dodała. Zapytana, jakie są w tym momencie najważniejsze potrzeby, odparła, że "potrzebowałaby jakiejś amfibii albo helikoptera". - By zawieźć tym ludziom żywność, oni są tam bez niczego - podkreśliła samorządowczyni.
Źródło: Radio ZET/PAP/Przemek Taranek