"Nieporównywalna" skala wstrząsu w kopalni Rydułtowy. "Jeszcze nigdy w historii"

2 min. czytania
11.07.2024 13:40
Obserwuj nas na Google

Ekspert ds. górnictwa i były minister przemysłu Jerzy Markowski w rozmowie z reporterką Radia ZET Marzeną Duchnowicz powiedział, że wstrząs w kopalni Rydułtowy był najpoważniejszym w historii powojennego polskiego górnictwa. - Jeszcze nigdy w strefie zagrożenia zawałowego nie znajdowało się ponad 50 osób - mówił.

Wstrząs w kopalni Rydułtowy
fot. PAP/Kasia Zaremba

Wstrząs w kopalni Rydułtowy

Przed godziną 08:00 w czwartek w kopalni Rydułtowy na Śląsku doszło do silnego wstrząsu. Reporterka Radia ZET Marzena Duchnowicz zapytała o szczegóły tej sprawy eksperta ds. górnictwa oraz byłego ministra przemysłu Jerzego Markowskiego. Ten już na wstępie ocenił, że "skala tego zdarzenia jest nieporównywalna". - Jeszcze nigdy w powojennym polskim górnictwie w strefie zagrożenia zawałowego nie znajdowało się ponad 50 osób, a tak jest teraz - mówił. 

- Miejmy też świadomość tego, jakie są warunki akcji ratunkowej, bo to się dzieje 1200 metrów pod ziemią w kopalni czynnej, w kopalni starej, w kopalni, w której mogą wystąpić różnego rodzaju wstrząsy wtórne, co dodatkowo komplikuje akcję ratowniczą - mówił.

"Niewyobrażalnie duży", "9 w skali Beauforta"

Ekspert zapewnił jednocześnie, że "kierujący akcją ratowniczą robią wszystko, co jest możliwe". - To jest kopalnia, w której tąpnięcia występują praktycznie od zawsze, więc ci ludzie naprawdę wiedzą, jak się zachować - powiedział. Przypomniał przy tym, że mówimy o "niewyobrażalnie dużej skali" zdarzenia. Żeby zobrazować siłę wstrząsu, do którego doszło w kopalni Rydułtowy, ekspert przytoczył nomenklaturę morską - jak stwierdził, był on porównywalny do sztormu o sile 9 w skali Beauforta.

Redakcja poleca

Były minister przemysłu wyjaśnił też, że "nie ma znaczenia, ile zastępów jest na miejscu". - Bo w tym froncie, gdzie trzeba przebierać kamienie, może być najwyżej 2-3 górników, bo nie ma więcej miejsce. Także na froncie są dwa zastępy jeśli idą z dwóch stron. Jeśli idą z jednej, to jeden zastęp. Ci pozostali czekają na swoją kolej, żeby dalej robić to samo, czyli odgruzowywać wyrobisko. Bo na ten moment nikt nie wie, czy ta przestrzeń, która się zawaliła ma 5 metrów czy 1000 metrów - powiedział. 

Jest kontakt z górnikami. "Pozostaje pytanie"

Z informacji, które trafiły do mediów wiadomo, że z poszkodowanymi górnikami jest kontakt. - To jest bardzo dobra informacja, tylko pozostaje pytanie, jaki to jest kontakt. Czy mówimy o kontakcie słuchowym, wzrokowym, kontakcie przez lampę, a może lokalizator, który pokazuje tylko, gdzie ten górnik się znajduje. Byłoby dobrze, gdyby to był kontakt wzrokowy i słuchowy, bo to by znaczyło, że są blisko - powiedział. 

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET