„Nie lada wyzwanie, dzieci wpadały w panikę". Jak szkoły zareagowały na alarm?
Alarmy, syreny i ewakuacje do piwnic. Czwartkowe zagrożenie z powietrza pokazało, jak przygotowane są szkoły i szpitale na wschodzie kraju. Nie wszędzie wnioski są optymistyczne.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak szkoły reagowały na alarm o zagrożeniu z powietrza.
- Dlaczego ewakuacja w szkole była wyzwaniem.
- Co szkoły zrobiły, by uczniowie czuli się bezpiecznie.
- Jakie wyzwania stoją przed szpitalami w sytuacji zagrożenia.
Zagrożenie atakiem z powietrza. Jak szkoły zareagowały na alarmy?
W czwartek na wschodzie kraju rozpętał się prawdziwy chaos. Mieszkańcy Podkarpacia i Lubelszczyzny dostali alerty o zagrożeniu z powietrza. Zawyły też syreny alarmowe. Ostatecznie alarm został odwołany około godz. 13.00.
Radio ZET sprawdziło, jak na informacje o zagrożeniu zareagowały placówki takie jak szkoły czy szpitale. W przypadku tych pierwszych uczniowie i nauczyciele zostawali najczęściej w budynkach, zeszli na niższe piętra, do szatni czy piwnic, gdzie było najbezpieczniej.
Niektóre dzieci wpadały w panikę
Co ciekawe, Szkoła Podstawowa nr 15 w Lublinie planowała na czwartek przeprowadzenie próbnej ewakuacji, scenariusz okazał się jednak zupełnie inny. - Ewakuacja 500 uczniów do piwnicy to nie lada wyzwanie. Zdarzało się, że niektóre, zwłaszcza młodsze dzieci, wpadały w panikę. Uczniowie zdawali sobie sprawę, że to była pierwsza taka ewakucja, która nie była próbną - powiedział Radiu ZET Roman Kotarski, dyrektor placówki. Zapewnił jednak, że szkoła w czasie zagrożenia jest jednym z najbezpieczniejszych miejsc.
Podkreślił, że od otrzymania alertów RCB do sprowadzenia dzieci w bezpieczne miejsce minęło około 15 minut. - Zmieściliśmy się w naszej piwnicy, choć było ciasno. Mamy też świadomość, że nasza szkoła jest jedyną w okolicy, w której są wzmocnione piwnice, także jeżeli będzie się działo coś naprawdę złego, to pewnie dzieci z okolicznych przedszkoli też trafią do nas. Musimy być na to gotowi - powiedział.
- Chciałbym prosić rodziców o to, żeby rozmawiali z dziećmi o tych zagrożeniach. My też będziemy z nimi rozmawiać, tłumaczyć, że nie ma potrzeby wpadania w panikę, że pracownicy szkoły będą się nimi zajmować i są w bezpiecznym miejscu. Ta ewakuacja na pewno dużo nas nauczyła - dodał.
Realne zagrożenie w szpitalach
Mniej optymistyczne wnioski po czwartkowych alertach płyną ze szpitali, w których wciąż nie ma schronów, a na niższe piętra można przenieść tylko część pacjentów. Dyrektor Wojewódzkiego Szpitala w Lublinie Piotr Matej mówił wprost, że to realne zagrożenie.
- Całego szpitala ja nie przeniosę, nie ma na to szans. Więc część pacjentów rzeczywiście jest zagrożona - dodał. Placówka ma zgodę na budowę schronu, jednak wciąż czeka na pieniądze od Ministerstwa Zdrowia.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET