Odciski, monitoring ze sklepów i stacji, zagraniczne służby. Szczegóły ze śledztwa po dywersji
Śledztwo w sprawie dywersji na torach pod względem liczby zaangażowanych służb, ekspertów i funkcjonariuszy to największe śledztwo w historii Polski. Biorą w nim udział wszystkie służby, łącznie z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym, o pomoc w ściganiu sprawców poproszono nawet amerykańskie NSA i europejskie agencje Europol i Interpol – ustalili autorzy podcastu „W związku ze śledztwem” Mariusz Gierszewski z Radia ZET i Dominika Długosz z „Newsweeka”.
Nowe informacje ws. aktów dywersji. W akcji wszystkie służby specjalne
Według ustaleń dziennikarzy Radia ZET i „Newsweeka” do śledztwa w sprawie dywersji zaangażowano wszystkie polskie służby specjalne. Włączono nawet Centralne Biuro Antykorupcyjne, które na co dzień nie zajmuje się ściganiem takiej przestępczości, ale ma – jak określili to nasi rozmówcy z kręgów śledczych – „zasoby informatorów”.
Wśród ekspertów, którzy biorą udział w ściganiu sprawców aktów na torach znaleźli się między innymi fachowcy z mechanoskopii i pirotechniki z Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia i Wojskowej Akademii Technicznej. Jak dowiedzieli się autorzy podcastu „W związku ze śledztwem”, na miejscu dywersji na torach zabezpieczono setki odcisków palców. Służby przejęły także nagrania z monitoringu stacji benzynowych, sklepów i prywatnych posesji w promieniu 10 kilometrów od zdarzenia. Wykorzystano również psy tropiące.
Według naszych informatorów polskie służby zwróciły się również o pomoc do amerykańskiej służby wywiadu NSA (National Security Agency) o dane z globalnej sieci wywiadu elektronicznego Echelon. System gromadzi i analizuje transmisje fal elektromagnetycznych z całego świata, czyli rozmowy telefoniczne, transfery plików czy e-maile. Polscy śledczy liczą również na pomoc Europolu i Interpolu w tej sprawie.
Na trasie kolejowej Warszawa-Dorohusk doszło między 15 a 17 listopada do dwóch aktów dywersji. We wsi Mika w powiecie garwolińskim eksplozja ładunku wybuchowego zniszczyła tor kolejowy, a w innym miejscu, niedaleko stacji kolejowej Gołąb w powiecie puławskim pociąg z 475 pasażerami musiał nagle hamować z powodu uszkodzonej linii kolejowej.
Jak dowiedziało się Radio ZET, niedaleko miejsca, gdzie doszło do dywersji, w pobliżu torów służby znalazły ładunek wybuchowy, który nie eksplodował, oraz kamerę, która mogła służyć sprawcom do nagrania zamachu terrorystycznego. Premier Donald Tusk powiedział we wtorek w Sejmie, że osoby podejrzewane w tej sprawie to dwaj obywatele Ukrainy współpracujący z Rosji, a ich tożsamość znana jest służbom.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET