`

Pożar lasu na Lubelszczyźnie. Dwóch strażaków trafiło do szpitala

3 min. czytania
06.05.2026 10:31
Obserwuj nas na Google

Poważny pożar lasu w powiecie biłgorajskim. Dwóch strażaków trzeba było przewieźć do szpitala, a mieszkańcy otrzymali alerty RCB z prośbą o nieotwieranie okien. Mimo zaangażowania śmigłowców i dziesiątek zastępów straży walka z żywiołem w trudno dostępnym terenie wciąż trwa. Służby ostrzegają: dym może rozprzestrzeniać się na wiele kilometrów.

Strażacy na miejscu pożaru
fot. PSP/mł. kpt. Dominik Ryba

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są aktualne działania w gaszeniu pożaru na Lubelszczyźnie.
  • Dlaczego strażacy trafili do szpitala podczas akcji gaśniczej.
  • Które środki wsparcia zostały wykorzystane w walce z pożarem.
  • Jakie jest ryzyko zagrożenia dla mieszkańców w okolicy pożaru.

Pożar lasu na Lubelszczyźnie. Dwóch strażaków w szpitalu

Nadal trwa gaszenie pożaru lasu na terenie Nadleśnictwa Józefów na Lubelszczyźnie. Służby poinformowały o dwóch strażakach, którzy podtruli się czadem w trakcie akcji gaśniczej. Zostali już przewiezieni do szpitala. Wiadomo, że czują się dobrze, a ich zdrowiu nie zagraża niebezpieczeństwo. 

Choć służby zapewniają, że sytuacja jest już opanowana, to działania gaśnicze mogą potrwać jeszcze nawet dobę. - Obecnie jest to już kwestia tylko frontu pożaru, bo z pozostałymi miejscami już sobie poradziliśmy. Mówimy tu o kilkuset metrach, jednak są to miejsca trudno dostępne - powiedział podczas konferencji prasowej komendant główny PSP Wojciech Kruczek. 

- Front pożaru ciągle się zmienia, ale to nie jest duża dynamika. W tym momencie to już nie jest pożar wierzchołkowy, to jest pożar, który rozprzestrzenia się na powierzchni lasu dość wolno, ale jednak powoli ten front pożaru cały czas się przesuwa - dodał. 

Do akcji wkroczyło wsparcie z powietrza

Do akcji wkroczyły już dwa kolejne śmigłowce, policyjny Black Hawk oraz 58 zastępów strażaków. - Podmieniamy ratowników, którzy pracowali całą noc i wczorajszy dzień. Z uwagi na trudno dostępny teren kluczowe są dla nas działania z powietrza - dodał Wojciech Kruczek. 

Redakcja poleca

- Będziemy też wykorzystywać kamery termowizyjne i drony, a także przelewać wszystkie miejsca, w których jest ta podwyższona temperatura, żeby nie doszło do zapłonu wtórnego - powiedział. Dodał, że na ten moment nie sposób ocenić, co było przyczyną pojawienia się ognia. 

Sześć kilometrów do najbliższych zabudowań

Dobra wiadomość jest taka, że obecnie nie ma zagrożenia dla okolicznych mieszkańców. Przypomnujmy, że do w powiecie biłgorajskim (gminy: Łukowa, Józefów, Aleksandrów) wysłany został alert RCB. „Nie otwieraj okien. Słuchaj poleceń służb" - napisano w wiadomości SMS. 

- Na ten moment zagrożenie jest oddalone od zabudowań, bo wstępnie mówimy o około sześciu kilometrach. Oczywiście dymy pożarowe, ze względu na wiatr, przesuwają się też na dalekie odległości. Dlatego, żeby nie doszło do podtrucia, pozostanie w domach i zamknięcie drzwi i okien jest jak najbardziej bezpieczne - powiedział Kruczek. 

Prokuratura zbada sprawę katastrofy samolotu podczas akcji gaśniczej

Przypomnijmy, że we wtorek wieczorem  podczas akcji gaśniczej w pow. biłgorajskim rozbił się samolot gaśniczy, tzw. dromader z bazy lotniczej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Warszawie. W wypadku zginął pilot maszyny. Śledztwo w tej sprawie prowadzić będzie Prokuratura Okręgowa w Zamościu.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu Rafał Kawalec poinformował w środę, że śledztwo prowadzone będzie w kierunku sprowadzenia katastrofy w ruchu lotniczym, w której zginęła jedna osoba. Od rana prowadzone są oględziny miejsca zdarzenia przez prokuratorów. Jest także biegły z zakresu medycyny sądowej. Oględziny będą kontynuowane także z udziałem przedstawicieli Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

Śledczy zamierzają zabezpieczyć wrak maszyny i poddać go specjalistycznym badaniom, a także zgromadzić potrzebną dokumentację i przesłuchać świadków. Zaplanowano również sekcję zwłok pokrzywdzonego. - To wszystko ma na celu ustalenie przebiegu zdarzenia i jego przyczyn oraz ewentualnie rozważenie, czy ktoś powinien z tego tytułu ponieść odpowiedzialność karną - wyjaśnił rzecznik.

Źródło: Radio ZET/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET