Kierowca Ubera śmiertelnie potrącił 26-latkę w Poznaniu. "Nie mam sobie nic do zarzucenia"
Kierowca Ubera śmiertelnie potrącił 26-letnią Aleksandrę w Poznaniu. Kobieta umarła mu na rękach. Sprawca wypadku częściowo przyznał się do winy, ale zaznaczył, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Proces ruszył w grudniu 2023 roku i już po miesiącu dobiegł końca. W piątek 9 lutego sąd wyda wyrok w tej sprawie.
Wszystko wydarzyło się 9 lutego 2023 roku na ulicy Dąbrowskiego w Poznaniu. Około godziny 19:40 na oznakowanym przejściu dla pieszych ze ścieżką rowerową została potrącona 26-letnia Aleksandra, która przejeżdżała na rowerze przez jezdnię. Sprawcą wypadku był 35-letni Aliaksandr z Białorusi, kierowca samochodu osobowego marki Skoda, który świadczył usługi przewozu na aplikację.
Aliaksandr S. w momencie wypadku przewoził klienta. Chwilę przed zdarzeniem pasażer krzyknął do niego, aby ten się zatrzymał, ale było już za późno. Siła uderzenia była bardzo duża. Kobieta upadła nieprzytomna na jezdnię. Sprawca wypadku próbował ją jeszcze ratować, ale jak później wyznał - Aleksandra zmarła na jego rękach. Kierowca Ubera został zatrzymany przez policjantów.
Śmiertelnie potrącił 26-letnią Aleksandrę w Poznaniu
Aliaksandr S. usłyszał zarzuty spowodowania śmiertelnego wypadku i jazdy pod wpływem środków odurzających w stężeniu odpowiadającym ponad 0,5 promila alkoholu. Proces 35-latka rozpoczął się w grudniu 2023 roku. Oskarżony połowicznie przyznał się do winy, ponieważ zaprzeczył, że był pod wpływem środka odurzającego. - Tego dnia nie paliłem marihuany, ale wcześniej tak. Było to w weekend, w piątek albo sobotę - powiedział Aliaksandr S. podczas grudniowej rozprawy.
"Głos Wielkopolski" relacjonuje, że proces szybko dobiegł końca i w środę 31 stycznia 2024 roku strony wygłosiły mowy końcowe. Prokurator Małgorzata Chudzińska-Ratajczak odwołała się do zeznań świadka oraz opinii biegłych i powiedziała, że oskarżony nie zachował ostrożności. - Przekroczył dozwoloną prędkość, która w tym miejscu wynosiła 50 km/h i prowadził pojazd, będąc pod wpływem środka odurzającego, w wyniku czego doprowadził do potrącenia rowerzystki, a następnie jej zgonu - powiedziała.
Prokuratura domaga się wymierzenia oskarżonemu kary łącznej 7 lat i 6 miesięcy więzienia oraz dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych - przekazał "Głos Wielkopolski". Pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego wypunktował błędy, jakie Aliaksandr S. popełnił w dniu wypadku. - Tego dnia oskarżony dokonał serii błędnych decyzji. Błędem było to, że wsiadł za kółko po spożyciu narkotyków, do auta, które, jak wynika z zeznań oskarżonego, było częściowo niesprawne. Błędem było to, że podjął się pracy i przewozu ludzi w tym stanie oraz to, że w ogóle nie badał swojego przedpola jazdy - powiedział adw. Andrzej Reichelt.
Obrona chce niższej kary dla kierowcy Ubera
Adwokat Grzegorz Gizelski wniósł o wymierzenie kary do 2 lat więzienia i zaznaczył, że "sprawa opiera się na serii hipotez i założeń". - Oskarżony był pod wpływem środków odurzających, przekroczył prędkość i niedostatecznie obserwował drogę, co należy oczywiście potępić samo w sobie. Natomiast, gdyby nie było tych wszystkich elementów, to i tak najprawdopodobniej życia pani Aleksandrze by to nie uratowało - mówił cytowany przez "Głos Wielkopolski".
Gizelski odniósł się też do zachowania sprawcy wypadku. - Chciałbym też wskazać na postawę oskarżonego, który z rozdzierającym serce poświęceniem starał się ratować życie. I tego nie wiemy z oświadczeń oskarżonego - on się tym nie chełpił - ale z zeznań świadka, który opisywał, w jaki sposób ta pomoc była udzielana - bez baczenia na to, że jest kontakt z krwią - zaznaczył.
Sam oskarżony powiedział, że jest uczciwym człowiekiem, który ciężko pracował na swoją przyszłość. Mówił, że w zawodzie pracuje od 10 lat, a w ciągu roku spędził za kierownica ponad tysiąc godzin. - Uważam, że jeżeli ja nie zdążyłem zareagować na to, jak Aleksandra wyjechała na przejście, to nikt by nie zdążył tego zrobić. Przed zdarzeniem rowerzystka znajdowała się cały czas za żywopłotem, który był wysokości mojego wzrostu. Wtargnęła w ostatniej chwili i uderzyła w prawy reflektor samochodu. Nie mogłem nic na to poradzić - powiedział.
Na koniec Aliaksandr S. powiedział, że nie ma sobie nic do zarzucenia. - Chcę przeprosić rodzinę, ale nie będę obciążał własnego sumienia. Uważam, że zrobiłem wszystko, co było możliwe. W życiu nie zrobiłem niczego, czego musiałbym się wstydzić, tym bardziej w tym wypadku - zaznaczył. W piątek 9 lutego sąd wyda wyrok ws. śmierci 26-letniej Aleksandry.
Źródło: Radio ZET/"Głos Wielkopolski"
- 14-miesięczne dziecko poparzone gorącą wodą z garnka. Dramatyczna akcja służb
- Kurier rzucał paczkami w Poznaniu. Wszystko się nagrało
- Proboszcz oskarżony o seksualne wykorzystanie dziecka. Kurię zaalarmowała matka
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET