Próba zamachu na Zbigniewa Ziobrę. Ojciec oskarżonego: “Proces jest zmontowany”
- Poszedłem do mojego wówczas przyjaciela, sędziego Sądu Najwyższego Kamila Zaradkiewicza. Wiedziałem, że przyjaźni się z Ziobrą. Zapytałem go: „Dlaczego Ziobro montuje fałszywe oskarżenie wobec mojego syna? Odpowiedział: „Wiesz, jaki jest Zbyszek, potrzebuje publiczności” - zeznawał w sądzie Jacek S., ojciec oskarżonego Jana S. o podżeganie do zabójstwa ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie dowody zostaną ocenione ponownie w sprawie Jana S.?
- Dlaczego sędzia Anna Ptaszek została wyłączona z orzekania?
- Co skłoniło Jana S. do powrotu do Polski?
- Które przestępstwa są zarzucane Janowi S. w procesie?
Sędzia Jolanta Marek-Trocha zdecydowała, że sąd będzie kontynuował postępowanie dowodowe w sprawie o podżeganie do zamachu na m.in. Zbigniewa Ziobrę. Proces był na ostatniej prostej, kiedy niespodziewanie doszło do wyłączenia przewodniczącej składu sędziowskiego Anny Ptaszek. Sędzia wydała decyzję o doprowadzeniu byłego już ministra sprawiedliwości przed komisję śledczą ws. Pegasusa, co polityk ostro krytykował na antenie Radia Maryja. Te okoliczności zdecydowały o wyłączeniu sędzi Ptaszek z orzekania w sprawie przeciwko Janowi S.
Nową przewodniczącą składu sędziowskiego została sędzia Jolanta Marek-Trocha. Podjęła decyzję o kontynuowaniu procesu. Sąd zamierza ocenić ponowne najważniejsze dowody w sprawie.
Ojciec oskarżonego broni syna
Jednym z nich są zeznania ojca oskarżonego Jacka S. To adwokat z Lublina zajmujący się głównie prawem cywilnym. Ma własną kancelarię. W sądzie Jacek S. był pytany przez obrońcę oskarżonego o moment, w którym dowiedział się o sprawie zamachu na Zbigniewa Ziobrę. S. przebywał wówczas z synem w warszawskim hotelu nieopodal Prokuratury Krajowej. Jan S. był poszukiwany w sprawie handlu dopalaczami (został już nieprawomocnie skazany).
- Janek przyjechał do Polski z Holandii. Nakłoniłem go, aby zgłosił się do prokuratury w sprawie dopalaczy - opowiadał Jacek S.
W pokoju hotelowym Jan S. przeglądał internet. Natknął się na artykuł, w którym informowano, że zarzuca mu się podżeganie do zamachu na ministra sprawiedliwości. Początkowo myślał, że to żart. W sieci popularne wówczas były serwisy umożliwiające produkcję nieprawdziwych artykułów. Strony łudząco przypominały prawdziwe portale informacyjne. S. znalazł jednak więcej artykułów, co przekonało go do tego, że oskarżenie go o zamach na Ziobrę nie jest żartem.
- Zapytałem Jana, czy ma coś wspólnego z zamachem. Czy jakakolwiek informacja w tych artykułach jest prawdziwa. Odpowiedział, że absolutnie nie - zeznał ojciec oskarżonego.
Ojciec uwierzył synowi. Podobnie zrobił dziadek oskarżonego, również prawnik. Złożył nawet do prokuratury poręczenie za wnuka. - Uznał, że wnuk jest uczciwy i godny zaufania. Poręczeń było wiele. Nie zostały przyjęte - opowiadał Jacek S.
„Wiesz, jaki jest Zbyszek. Potrzebuje publiczności”
Jan S. ubiegał się o list żelazny, który gwarantuje podejrzanemu odpowiadanie z wolnej stopy pod warunkiem stawiania się na przesłuchania. Prokuratura nie zgodziła się na tę propozycję. W mediach zaczęło być głośno o “Królu dopalaczy”, który chciał zabić ministra sprawiedliwości.
- Nazywanie tak mojego syna wydawało mi się mocno na wyrost. Wówczas pojawiła się kwestia rekonstrukcji rządu Mateusza Morawieckiego i ewentualnej dymisji Zbigniewa Ziobry. To złożyło się w jedną całość: “Jan S. jest przestępcą szytym na miarę”. To znaczy, że celowo konstruowane były zarzuty rzekomego zamachu. W związku z tym powiedziałem Janowi, żeby nie zgłaszał się do prokuratury, bo żadne fakty i przepisy prawa nie przeszkodzą w skazaniu go na 25 lat albo na dożywocie – mówił w sądzie ojciec oskarżonego.
Następnego dnia ojciec odprowadził syna na pociąg. Jan wyjechał z Warszawy. Jacek S. próbował dowiedzieć się czegoś w sprawie zarzutów dla syna. - Poszedłem do mojego wtedy przyjaciela, sędziego Sądu Najwyższego Kamila Zaradkiewicza. Wiedziałem, że przyjaźni się z Ziobrą. Zapytałem go: “Czy coś ci wiadomo w tej sprawie? Dlaczego Ziobro montuje fałszywe oskarżenie wobec mojego syna? Odpowiedział: „Wiesz, jaki jest Zbyszek, potrzebuje publiczności”. W telewizji cały czas leciały informacje na temat zamachu - wspominał prawnik.
Obrońca oskarżonego mecenas Mikołaj Pietrzak pytał ojca o okres dorastania Jana i czy jako dziecko zachowywał się agresywnie. - Janek złość przejawiał wyłącznie w słowach. Nigdy się nie bił. Nie było z nim problemów wychowawczych - opowiadał ojciec oskarżonego.
Pojawiła się jednak kwestia wulgarnego języka Jana S. - W dyskusjach podczas grania w gry komputerowe używał prostego i wulgarnego języka. Podobnie zresztą jak jego koledzy. To było dość dziwne, bo jego znajomi to były osoby mocno wykształcone, po dość dobrych szkołach - mówił Jacek S.
Zeznania skruszonego podejrzanego dowodem na zamach?
Kwestia wulgarnego języka i gier komputerowych nie pojawiła się jednak przypadkowo. Obrońca oskarżonego w ten sposób nawiązał do ustaleń prokuratury. Śledczy dysponują zeznaniami Bartosza M., współpracownika Jana S. Mężczyzna zajmował się w grupie S. laboratoriami, w których produkowane były dopalacze. Bartosz. M. został zatrzymany przez policję w sprawie dopalaczy i wtedy miał wyjawić śledczym, że S. rozmawiał z nim o zamachu na Ziobrę.
Rozmowy miały odbywać się przez szyfrowane komunikatory czy właśnie podczas gry w “League of Legend” - popularną sieciową grę komputerową. Zeznania Bartosza M. były kluczowe dla oskarżenia Jana S. o podżeganie do zamachu na Ziobrę. Dzięki współpracy z prokuraturą M. z podejrzanego stał się świadkiem. Obrońcy oskarżonego podważają jednak wagę tego dowodu. Ich zdaniem były to luźne rozmowy i nie wychodziły poza ramy fantazji Jana S.
To już trzeci raz, gdy wymiar sprawiedliwości próbuje osądzić Jana S. o jedno i to samo przestępstwo. Proces w tej sprawie ruszył w grudniu 2020 r. Sąd zaplanował kolejne rozprawy, co oznacza, że na finał sprawy trzeba będzie poczekać przynajmniej kilka miesięcy. Obrońca oskarżonego adwokat Mikołaj Pietrzak podkreślił w rozmowie z RadioZET.pl polityczny charakter sprawy.
- To jest polityczna sprawa par excellence. Prokuratura wniosła akt oskarżenia w czasie, gdy prokuratorem generalnym był Zbigniew Ziobro, występujący w tej sprawie jako pokrzywdzony. Jego zachowania w tamtym czasie wywierały wpływ na sądownictwo i podważały niezależność sądownictwa. Przejawem tego jest fakt, że doszło do zmiany przewodniczącego składu sędziowskiego ze względu na pomówienie Zbigniewa Ziobry względem sędzi Anny Ptaszek. Uważamy, że jest to kolejne oddziaływanie na ten proces przez Zbigniewa Ziobrę. To fundamentalnie zagraża prawu do obrony oskarżonego - powiedział po rozprawie obrońca oskarżonego.
Jan S. miał podżegać do zamachu nie tylko na Ziobrę
Jan S. odpowiada przed Sądem Okręgowym w Warszawie za 14 przestępstw, w tym podżeganie do zabójstwa ministra, prokuratora i policjantów, którzy prowadzili przeciwko niemu śledztwo, a także za nakłanianie do nękania funkcjonariuszy i usiłowanie wręczenia im łapówek.
Według śledczych za zabójstwo ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Jan S. oferował 100 tys. zł. Zdaniem prokuratury chciał w ten sposób doprowadzić do zaniechania prac nad zaostrzeniem kar za produkcję i handel dopalaczami, a samego Ziobrę oskarżał o to, że "zepsuł mu interes". Mężczyzna prowadził bowiem w Holandii firmę zajmującą się importem i eksportem materiałów chemicznych.
Oskarżony miał planować zabójstwo ministra przy użyciu m.in. materiału wybuchowego, trucizny albo pierwiastka radioaktywnego. Do przyjęcia zlecenia nakłaniał osobę, która - jego zdaniem - potrafiła skonstruować ładunek wybuchowy.
Jan S. miał też podżegać do zabójstwa prokuratora, który prowadził przeciwko niemu postępowanie dotyczące handlu dopalaczami oraz funkcjonariuszy z wydziału narkotykowego Komendy Stołecznej Policji, którzy rozpracowywali grupę przestępczą handlującą dopalaczami. Według prokuratury miał też nakłaniać do nękania policjantów, podszywając się pod nich na portalach internetowych. Namawiał też do tworzenia fikcyjnych zdjęć i filmów, które miały służyć zdyskredytowaniu śledczego.
Mężczyzna był poszukiwany dwoma listami gończymi, dwoma europejskimi nakazami aresztowania i tzw. czerwoną notą Interpolu. Ostatecznie został zatrzymany w Milanówku pod Warszawą. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do stołecznego sądu w czerwcu 2020 r.
Jan S. był oskarżony także w innym procesie, który toczył się przed Sądem Okręgowym Warszawa-Praga. Został w nim skazany na 12 lat więzienia i 225 tys. zł grzywny za kierowanie grupą handlującą dopalaczami oraz narażanie życia i zdrowia ponad 16 tysięcy osób. Pięć z nich zmarło.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET