Sprawa Wiplera o przywłaszczenie pieniędzy. “Zostawiał komputery w toaletach”
Sześć lat minęło od oskarżenia Przemysława Wiplera o defraudację środków finansowych Fundacji Wolność i Nadzieja. Sprawa wciąż toczy się przed warszawskim sądem. Prokuratura została sama na placu boju, bo z oskarżenia wycofała się poszkodowana fundacja, a świadkowie podkreślają “chaotyczność” i “brak organizacji” Wiplera, a nie jego świadome działanie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie zarzuty postawiono Przemysławowi Wiplerowi?
- Dlaczego Łukasz Wróbel złożył zawiadomienie do prokuratury?
- Co doprowadziło do zmiany postawy oskarżycieli wobec Wiplera?
- Jakie były skutki oskarżeń na działanie fundacji WiN?
Sprawa Przemysława Wiplera sięga 2016 roku. To wtedy w mediach wybuchła afera dotycząca przywłaszczenia pieniędzy Fundacji Wolność i Nadzieja, której Wipler był prezesem, założycielem, a także darczyńcą.
Niedługo po pierwszych medialnych doniesieniach w tej sprawie ówczesny wiceprezes fundacji Łukasz Wróbel złożył zawiadomienie do prokuratury. Niespełna dwa lata później Wipler został oskarżony przez warszawską prokuraturę o przywłaszczenie niespełna 150 tysięcy złotych z kasy fundacji WiN. Jak ustalili śledczy, Wipler opłacał służbową kartą własne wydatki m.in. pobyty w hotelach i restauracjach, bilety lotnicze czy gry wideo. Prokuratura zarzuciła mu również siedem innych przestępstw dotyczących kierowania fundacją.
Kto chciał pozbyć się Wiplera z fundacji?
Wipler nie przyznał się do winy. Jeszcze przed rozpoczęciem przewodu sądowego zwrócił pieniądze, które był winien i poprosił sąd o umorzenie postępowania. Sędzia nie przystał na tę propozycję.
W sprawie odbyło się kilkadziesiąt rozpraw. Oprócz prokuratora, jako oskarżyciel posiłkowy, Wiplera oskarżał zarząd fundacji, ale szybko się z tego wycofał. Również Łukasz Wróbel, który zawiadomił prokuraturę, zaczął zmieniać zdanie. Przed sądem stwierdził nawet, że ten ruch był błędem.
Skąd taka nagła zmiana postawy oskarżyciela posiłkowego i zawiadamiającego o popełnieniu przestępstwa? Wipler po wybuchu afery bronił się w mediach, że cała sprawa jest polityczna i wykreowana przez samego Łukasza Wróbla.
Zapoznaliśmy się z aktami sprawy Wiplera. Jak ujawniliśmy na portalu RadioZET.pl, tuż przed złożeniem zawiadomienia Łukasz Wróbel skontaktował się mailowo ze Sławomirem Mentzenem. Jak twierdził w prokuraturze, Mentzen poprosił go o przesłanie wyciągów bankowych z konta fundacji, bo chciał zorientować się w finansach. Planował wejść we władze fundacji, ale po analizie wycofał się z tej decyzji.
O analizie sporządzonej przez Mentzena mówił też w czasie zeznań jeden ze świadków Robert Anacki, wówczas wiceprezes partii Wolność. Jego zdaniem Mentzen przygotował analizę pokazującą niegospodarność Wiplera, która miała posłużyć w pozbyciu się go z fundacji i partii.
“W najlepszym wypadku jest to niegospodarność i zmarnowanie partyjnych pieniędzy” - pisał Mentzen w mailu do Łukasza Wróbla, po czym dodał:
“Potrzebuję jednak wglądu w dokumenty fundacji, sam wyciąg nie wystarczy (mediom w zupełności wystarczy)” - czytamy w mailu Mentzena do Wróbla. Kilka dni po wysłaniu tego maila gazeta “Fakt” ujawniła, że Wipler opłacał pieniędzmi fundacji własne wydatki.
Wersję o “politycznym zamachu” na Wiplera potwierdzają zeznania, które w ostatnich miesiącach złożyli świadkowie przed sądem. Damian M., który współpracował z fundacją WiN, zeznał też: “Dotarły do mnie informacje, być może pochodziły one od Łukasza Wróbla, być może od Sławomira Mentzena, a być może od pana Roberta Anackiego, o nieprawidłowościach w fundacji”.
W sądzie powiedział także, że na początku 2017 roku były szykowane zmiany organizacyjne w fundacji. „Miał rozszerzyć się, chyba całkowicie zmienić. W skład nowego zarządu miał być powołany pan Mentzen, wydaje mi się, że pan Paweł Szut. Jeśli mnie pamięć nie zawodzi, w kontekście tych zmian te osoby zaczęły fundację audytować” - mówił M.
Paweł Szut zasiada dziś w zarządzie fundacji WiN. Wszedł w miejsce Łukasza Wróbla, który zrezygnował ze stanowiska po wybuchu afery. “Fundacja jest fundacją martwą i nie ma aktualnie działań tej fundacji na bieżąco” - tłumaczył w sądzie Szut.
Na walkę o władzę w fundacji wskazywał również w swoim zeznaniu były współpracownik fundacji Damian S. Zerwał współpracę przez Wiplera. “Na obraz trudnej współpracy składa się autorytarna osobowość Przemysława Wiplera oraz pewne zamiłowanie do rozgrywania pracowników” - twierdził S. “Był jakiś konflikt między Przemysławem Wiplerem a Łukaszem Wróblem” - podkreślał też w sądzie Michał P., który współpracował z fundacją WiN.
“Przemysław Wipler jest chodzącym koszmarem”
Operacja usunięcie Wiplera z fundacji zakończyła się niepowodzeniem. Wipler był prezesem WiN do 2020 roku, a sama fundacja przestała działać. Skończyły się wpływy od darczyńców, w tym samego Wiplera. Łukasz Wróbel odszedł z fundacji i dziś pracuje dla innej. Robert Anacki jest już poza polityką. Z kolei Mentzen stał się liderem Konfederacji i zaprosił w swoje szeregi Przemysława Wiplera.
Nad posłem Konfederacji wciąż wisi jednak sprawa karna dotycząca nieprawidłowości w fundacji. Prokuratura będzie miała trudne zadanie, aby doprowadzić Wiplera do skazania. Świadkowie zgodnie utrzymują, że nic nie wiedzieli o tym, żeby Wipler defraudował środki fundacji. Ewentualne nieprawidłowości w wydatkowaniu pieniędzmi tłumaczą roztargnieniem Wiplera.
“Przemysław Wipler jest człowiekiem skrajnie niezorganizowanym. Zostawiał komputery w toaletach, gubił legitymacje poselskie. Zapominał rzeczy, które mi zlecał” - tak opisywał Wiplera jego były asystent społeczny Mariusz K.
W podobnym tonie mówił Przemysław S., szef firmy zajmującej się księgowością fundacji: “Przemysław Wipler jest chodzącym koszmarem pod względem organizowania się, jeśli chodzi o dokumenty. Prowadziłem sprawy nie tylko fundacji. Prowadziłem księgi jednoosobowej działalności oskarżonego. Jego podejście do dokumentów jest niefrasobliwe, notoryczne gubienie i roztargnienie”.
Wipler rezygnuje z immunitetu? Chce oczyszczenia z winy
Wiplera chroni immunitet, choć sam poseł nie złożył wniosku o zawieszenie postępowania karnego. - W dalszym ciągu zależy mu bowiem na możliwie najszybszym zakończeniu sprawy - tłumaczyła nam mecenas Monika Orczykowska, pełnomocniczka Wiplera.
Posłowi Konfederacji grozi do pięciu lat pozbawienia wolności. Sąd zwołał kolejną rozprawę. Do przesłuchania wciąż jest wielu świadków, co oznacza, że postępowanie może nie zakończyć się szybko.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET