Przepiłowali kraty, wskoczyli na dach. Brawurowa próba ucieczki z lubelskiego więzienia

4 min. czytania
04.11.2025 06:02
Obserwuj nas na Google

Dwóch mężczyzn próbowało uciec z Aresztu Śledczego w Lublinie. Udało się ich zatrzymać w ostatniej chwili – dowiedziało się RadioZET.pl. W jednostce trwa wewnętrzna kontrola, która ma wyjaśnić, jak osadzonym udało się wydostać z celi.

Areszt Śledczy w Lublinie
fot. Areszt Śledczy w Lublinie/facebook

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak doszło do próby ucieczki z Aresztu Śledczego w Lublinie.
  • Co umożliwiło złodziejom przepiłowanie kraty okiennej.
  • Dlaczego próba ucieczki w Lublinie zakończyła się niepowodzeniem.
  • Które działania służby więziennej są przedmiotem wewnętrznej kontroli.

- Czegoś takiego dawno nie było. Dwóch "złodziei" w ostatniej chwili złapano podczas próby ucieczki z Aresztu Śledczego w Lublinie. Wcześniej brzeszczotem przepiłowali pręty kraty w oknie celi, przecisnęli się przez otwór i oknem wydostali się na dach. A stąd dalej na teren zakładu. Dopiero gdy już byli w okolicy ogrodzenia zakończonego na górze koncertiną (drut żyletkowy – przyp. red.), zostali zauważeni i zatrzymani - relacjonuje RadioZET.pl jeden z funkcjonariuszy służby więziennej.

Do próby ucieczki z więzienia miało dojść w piątek, 24 października, około godz. 21. "Złodzieje" to określenie, jakiego strażnicy używają wobec osadzonych. Mężczyźni, którzy próbowali wydostać się na wolność, według naszego informatora, przebywali w oddziale dla tymczasowo aresztowanych.

Próba ucieczki i próba zrzucania winy na innych

Areszt Śledczy w Lublinie znajduje się przy ul. Południowej na obrzeżach miasta. Dyrektorką aresztu jest płk Anna Ausz. W więziennictwie pracuje od grudnia 1996 roku. W kwietniu 2020 roku powołano ją na zastępcę dyrektora AŚ w Lublinie, w marcu 2022 została szefową jednostki. W lubelskim areszcie przy ul. Południowej jest miejsce dla blisko 800 osadzonych. Znajdują się tu zarówno tymczasowo aresztowani, którzy czekają na proces, jak i skazani już więźniowie. Ci pierwsi (ok. 280 osób) mają znacznie mniej praw w porównaniu do więźniów. Na wiele rzeczy muszą uzyskiwać pozwolenie, choćby na wizyty czy telefony. Takie osoby są też izolowane od świata zewnętrznego. I teoretycznie mocniej nadzorowane przez strażników służby więziennej.

Areszt Śledczy w Lublinie
Fot. Krzysztof Radzki/East News
Areszt Śledczy w Lublinie

- Jak pokazuje sytuacja z Lublina, nie zawsze tak jest. Z tego co wiem, zaraz po tej ucieczce próbowano ukryć szczegóły tego, co się wydarzyło. Nie udało się, bo to zbyt poważna sprawa, żeby przeszła bez echa. Dlatego przez ostatnie dni było wzajemne obwinianie się o to, kto nie dopilnował osadzonych. To kluczowe, bo polecieć mogą głowy – od oddziałowych przez dyrektora ochrony po szefostwo aresztu - dodaje nasz rozmówca.

Według niego kluczowa będzie odpowiedź na pytanie, jak w celi mogła znaleźć się piłka do metalu. Każda osoba przychodząca z zewnątrz jest skrupulatnie sprawdzana, w celach jest monitoring, nikt z zewnątrz nie może wnieść żadnego nielegalnego przedmiotu na teren aresztu. Jak się dowiedzieliśmy, od kilku dni w Areszcie Śledczym przy ul. Południowej w Lublinie trwa wewnętrzne postępowanie. Na miejscu są funkcjonariusze z Biura Spraw Wewnętrznych, którzy sprawdzają, jak mogło dojść do próby ucieczki i kto z funkcjonariuszy zawinił.

Rzeczniczka Służby Więziennej potwierdza. W Lublinie trwa kontrola

Nasze ustalenia potwierdza ppłk Arleta Pęconek, rzeczniczka prasowa dyrektora generalnego służby więziennej. Przyznaje, że do próby ucieczki z AŚ w Lublinie doszło 24 października. - Osadzeni po przepiłowaniu kraty okiennej, nielegalnie posiadanym brzeszczotem, wyszli przez okno celi, wspinając się na dach pawilonu. Po wzbudzeniu bariery mikrofalowej funkcjonariusz pełniący służbę na stanowisku obserwatora zauważył osadzonych i poinformował dowódcę zmiany. Osadzonych ujęli przybyli na miejsce funkcjonariusze – informuje RadioZET.pl ppłk Arleta Pęconek.

Jak dodaje, próba ucieczki została udaremniona dzięki prawidłowemu działaniu systemu zabezpieczeń i właściwej reakcji funkcjonariuszy służby więziennej. Stało się to "zanim osadzeni dotarli do pasa ochronnego".

Redakcja poleca

Kim są niedoszli uciekinierzy? Rzeczniczka nie odpowiada na to pytanie, tłumacząc, że informacje dotyczące osadzonych nie podlegają udostępnieniu. Zapewnia jednak, że obaj mężczyźni przebywali w areszcie w związku ze sprawami dotyczącymi przestępstw "o lżejszym charakterze".

Ppłk Pęconek przyznaje też, że w Lublinie pracuje zespół specjalistów z Centralnego Zarządu Służby Więziennej. Prowadzą oni czynności sprawdzające, które mają ustalić okoliczności zdarzenia. Do czasu ich zakończenia SW nie udziela szerszych informacji dotyczących sprawy.

Na obecnym etapie nie wiadomo, czy ktoś - i ewentualnie kto - z funkcjonariuszy lubelskiego aresztu poniesie konsekwencje potencjalnych uchybień. Jak dodaje rzeczniczka, ta kwestia także jest przedmiotem prowadzonych czynności.

Głośna ucieczka Bartłomieja B. i dymisje w więziennictwie

Do próby ucieczki z aresztu lub więzienia w Polsce dochodzi niezwykle rzadko. Z informacji przekazanych przez SW wynika, że w ciągu ostatnich pięciu lat odnotowano dziewięć takich zdarzeń. Wszystkie zakończyły się fiaskiem.

Najgłośniejsza miała miejsce na początku października ubiegłego roku. Także na Lubelszczyźnie. 34-letni Bartłomiej B. czekający na proces w sprawie podwójnego zabójstwa ojca i brata w miejscowości Zagumnie koło Biłgoraja z aresztu w Zamościu został przewieziony do szpitala psychiatrycznego w Radecznicy. Miało to związek z nieudaną, i jak się później okazało, najprawdopodobniej upozorowaną próbą samobójczą. Ze szpitala uciekł w nocy z 6 na 7 października 2024 roku około godz. 4 w nocy.

Bartłomiej B. uciekł ze szpitala psychiatrycznego w Radecznicy
Fot. KWP Lublin
Bartłomiej B.

Mężczyzna poszedł do toalety, rozgiął kratę w oknie na pierwszym piętrze i zsunął się po rynnie. W tym czasie mający go pilnować funkcjonariusze służby więziennej spali. Mieli też złamać szereg innych przepisów. Wśród nich było korzystanie na służbie ze smartfonów czy pozwolenie Batłomiejowi B. na kontakt z innymi pacjentami. Gdy zorientowali się, że podejrzany uciekł, nie powiadomili o tym od razu przełożonych, tylko przez około trzy godziny szukali go na własną rękę.

B. został zatrzymany dopiero po 10 dniach pościgu, w który zaangażowane były setki policjantów, śmigłowiec i psy tropiące. Mężczyznę schwytano niedaleko granicy ze Słowacją. Później przyznał, że próbował uciec na południe Europy. Obaj funkcjonariusze pilnujący B. zostali zwolnieni ze służby. Zdymisjonowany został także dyrektor służby więziennej na Lubelszczyźnie Piotr Burak. Bartłomiej B. został skazany we wrześniu za podwójne zabójstwo na 30 lat więzienia. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET