`

Puma grasowała po Mazowszu? Przełom po analizie nagrania i fotopułapek

5 min. czytania
18.08.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Tajemnicza puma miała pojawiać się w różnych częściach północnego Mazowsza. Policja i samorządy ostrzegały mieszkańców, służby przeczesywały teren, a w sieci pojawiło się nagranie wielkiego kota. Teraz jeden z uczestników poszukiwań ujawnia RadioZET.pl, co wykazała analiza filmu i fotopułapek.

Kilka dni temu mieszkańców północnego Mazowsza zelektryzowała sensacyjna informacja o dużym kocie, najprawdopodobniej pumie, zaobserwowanym w kilku miejscowościach.
fot. East News (zdjęcie ilustracyjne)

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie obszary północnego Mazowsza były celem poszukiwań pumy.
  • Dlaczego mieszkańcy Mazowsza zostali ostrzeżeni przed dużym drapieżnikiem.
  • Co ujawniły nagrania i fotopułapki dotyczące obserwacji wielkiego kota.
  • Które teorie dotyczące obecności pumy na Mazowszu były brane pod uwagę.

Kilka dni temu mieszkańców północnego Mazowsza zelektryzowała sensacyjna informacja o dużym kocie, najprawdopodobniej pumie, zaobserwowanym w kilku miejscowościach. Lokalne władze zaczęły lawinowo wydawać ostrzeżenia przed drapieżnikiem, a służby rozpoczęły zakrojone na szeroką skalę poszukiwania. Egzotyczne zwierzę miało być widziane w okolicach Ciechanowa, Pułtuska, Wyszkowa i Ostrołęki. W sieci pojawiło się nawet nagranie, które miało potwierdzać obecność wielkiego kota.

„W okolicach ulic Perłowej i Pułtuskiej zauważono pumę. Na miejscu działają już służby [...] Jeśli zobaczycie pumę, zachowajcie spokój i powiadomcie służby” – alarmowała 14 sierpnia Gmina Wyszków. Podobne komunikaty wydawały wcześniej inne samorządy.

Puma zauważona w okolicach Ciechanowa, Pułtuska i Wyszkowa

„Do czasu wyjaśnienia sytuacji zalecamy szczególną ostrożność, zwłaszcza podczas spacerów w pobliżu lasów i terenów zalesionych. Należy zadbać o bezpieczeństwo dzieci i osób starszych, nie pozwalać dzieciom na samodzielne poruszanie się w takich miejscach oraz, w miarę możliwości, unikać spacerów po terenach leśnych. Najważniejsze jest bezpieczeństwo – nie ryzykujmy i nie próbujmy samodzielnie sprawdzać, czy napotkane zwierzę jest poszukiwanym dużym kotem” – apelowała z kolei wyszkowska policja.

– Staram się zachować zimną krew, mieszkańcy również. My wiemy o tym zdarzeniu już od wczoraj. Ludzie są przygotowani, wiedzą, jak się zachować, nie wywołujemy sztucznej paniki – mówił w rozmowie z TVP Włodzimierz Kaczmarczyk, wójt gminy Zatory.

Nietypowa informacja uruchomiła lawinę domysłów i hipotez. Wiadomo było, że zaginięcia pumy nie zgłosiło żadne zoo, więc jeden z tropów prowadził do osób, które mogły przetrzymywać takie zwierzę nielegalnie. Zgodnie z polskim prawem pumy, tygrysy, lwy czy pantery objęte są zakazem hodowli i utrzymywania przez osoby prywatne. Należą bowiem do kategorii I, czyli zwierząt niebezpiecznych dla życia i zdrowia ludzi. Nieoficjalnie pojawiały się nawet spekulacje o możliwej prowokacji ze strony służb białoruskich lub rosyjskich.

Redakcja poleca

Była jedna puma, a może kilka?

Możliwość, że puma przywędrowała na Mazowsze samodzielnie ze swojego naturalnego obszaru występowania, jest praktycznie zerowa. Zwierzęta te żyją bowiem w obu Amerykach – od Kanady po Patagonię. Nie ma możliwości, aby drapieżnik pokonał taką trasę i samodzielnie, niezauważony dotarł do Europy.

Każdy kolejny dzień i nowe informacje na temat niecodziennych poszukiwań tylko podgrzewały emocje mieszkańców i użytkowników mediów społecznościowych. Jedni bagatelizowali sprawę, inni podchodzili do niej śmiertelnie poważnie. Ostrzeżenia nie były przecież fake newsami – wydawały je miejscowe władze i służby. W lokalnych mediach puma na krótko stała się tematem numer jeden. Wieści szybko dotarły również do ogólnopolskich portali i stacji telewizyjnych.

Czy po północnym Mazowszu krąży jedna, a może nawet kilka pum? Czy mamy do czynienia z realnym zagrożeniem, czy jedynie lokalną legendą, której źródłem było zwykłe nieporozumienie? A może cała historia to precyzyjnie zorganizowana prowokacja, której celem było wywołanie paniki i zdezorganizowanie pracy lokalnych służb? To najważniejsze pytania, jakie w ostatnich dniach pojawiały się wokół tej sprawy.

„To bardzo dziwna sprawa”

W okolicach Pułtuska poszukiwania zakończyły się jednak w piątkowe popołudnie. – Nie ujawniono żadnego zwierzęcia przypominającego pumę – mówi portalowi RadioZET.pl asp. Magdalena Bielińska z pułtuskiej policji. – To bardzo dziwna sprawa. Jakieś zwierzę przypominające dużego kota było widziane, ale nie z bliskiej odległości. Taka informacja się rozeszła. Wykonaliśmy czynności, ale żadnego takiego drapieżnika czy w ogóle dużego kota nie ujawniono – dodaje.

Na wspomnianym nagraniu, wykonanym w miejscowości Stawinoga w gminie Zatory, rzeczywiście widać dużego, jasnego kota przechadzającego się wśród gęstych krzaków. Na pierwszy rzut oka obraz może wydawać się dość jednoznaczny. Wszystko zmienia się jednak, gdy przyjrzymy się szczegółom.

Sebastian Majer ze Stowarzyszenia Nadwiślański Psi Patrol brał udział w poszukiwaniach pumy na północnym Mazowszu. Jego analiza nie potwierdziła jednak obecności tego drapieżnika we wskazywanych miejscach.

– Zmierzyłem wysokość krzaków, które są z tyłu, na tle tego zdjęcia. One mają 130 cm wysokości. Zwierzę, które szło obok, było zdecydowanie mniejsze – ujawnia naszemu portalowi.

Nie znaleziono żadnych śladów drapieżnika

To kluczowy wątek. Wielkość zwierzęcia widzianego z dużej odległości przez kilka sekund, szczególnie o zmierzchu, w wysokiej trawie lub zaroślach, może być bardzo trudna do prawidłowego oszacowania. Jeszcze bardziej mylące bywają zdjęcia i nagrania wykonane telefonem, jeśli w kadrze brakuje obiektu pozwalającego określić skalę.

Rozwiązanie zagadki może być zatem znacznie bardziej prozaiczne, niż początkowo przypuszczano. – Były tam fotopułapki. Nagrał się na nich zwykły kot. Więc to na 99 proc. kot, a nie żadna puma – przekonuje Majer.

Jak udało nam się potwierdzić, w wymienianych okolicach nie doszło do żadnego ataku, za którym mógłby stać duży drapieżnik. Nie ucierpiał ani żaden człowiek, ani zwierzę domowe czy hodowlane. Nie znaleziono również śladów, które potwierdzałyby obecność egzotycznego kota.

Co zatem mogło być źródłem tej niecodziennej historii, która postawiła na nogi policję i inne służby w kilku miejscowościach? Na to pytanie wciąż nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Sprawa byłaby znacznie prostsza do wyjaśnienia, gdyby rzekomą pumę widziano tylko w jednej okolicy. Tymczasem doniesienia o dużym kocie napływały w krótkim odstępie czasu z kilku różnych powiatów, a miejsca kolejnych obserwacji dzieliły dziesiątki kilometrów.

Kolejne sygnały. Tym razem z Goworowa

– Ludzie to powielili – uspokaja Sebastian Majer. – Ktoś coś zobaczy, wydaje mu się. Inni naoglądają się, nasłuchają. Wyobraźnia robi swoje. I potem tak wychodzi – dodaje.

Do momentu publikacji tego artykułu na oficjalnych stronach internetowych oraz profilach lokalnych władz i służb w mediach społecznościowych nie pojawił się komunikat informujący o zakończeniu lub odwołaniu poszukiwań pumy.

Sprawa nie zakończyła się jednak wraz z weekendem. W poniedziałek, 17 sierpnia, ostrzeżenie przed możliwą obecnością pumy wydano również w powiecie ostrołęckim. Do redakcji jednego z lokalnych portali trafiło nawet zdjęcie, na którym widać zwierzę przypominające pumę stojącą na rozległym, zielonym terenie w gminie Goworowo. Autentyczność fotografii budzi jednak wątpliwości – nie można wykluczyć, że obraz został wygenerowany lub zmodyfikowany przy użyciu sztucznej inteligencji.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET