“Pusty umysł, szczere serce”. Kandydatów do służby w policji jest wielu, ale nie wszyscy się nadają

6 min. czytania
20.09.2025 08:02
Obserwuj nas na Google

- Zdarzały się  jednostki wybitne, ale też ludzie mniej kompetentni czy wręcz bardzo dziwni. Niektórzy naoglądali się filmów i chcieli zostać filmowymi policjantami, a inni szli za teorią, że jest to stała państwowa praca - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Jan Gołębiowski, autor książki “Kryminalne portrety. Zapiski psychologa policyjnego”.

fot. WOJCIECH MATUSIK / POLSKAPRESS/Polska Press/East News

Trwa wielka odbudowa polskiej policji. Stopniowo zmniejszana jest ilość wakatów w całej formacji. Kilka miesięcy temu ówczesny szef resortu Spraw Wewnętrznych i Administracji Tomasz Siemoniak chwalił się, że policyjny mundur cieszy się dużą popularnością.  “Mamy rekordową liczbę kandydatów do służby – od stycznia do maja tego roku zgłosiło się ponad 14 tysięcy osób. Od kilku miesięcy obserwujemy pozytywny trend: więcej osób przychodzi do służby, niż z niej odchodzi” - mówił ówczesny minister nadzorujący policję. 

Redakcja poleca

Ważną rolę w doborze przyszłych policjantów pełnią psychologowie policyjni. To oni badają kandydatów do służby. 24 września w księgarniach pojawi się książka “Kryminalne portrety. Zapiski psychologa policyjnego”. Jej autorem jest były psycholog policyjny, a dziś profiler kryminalny Jan Gołębiowski. Jak wygląda rekrutacja dla chętnych do odbycia służby? Kto bierze w niej udział? Czy brakuje dziś prawdziwych policjantów? O tym w rozmowie z RadioZET.pl opowiada Jan Gołębiowski.

Mateusz Kapera: Olbrzymia część pracy psychologa policyjnego skupia się na rozmowach z kandydatami do policji. Porównuje je pan w książce do meczu tenisowego, co bardzo mi się spodobało ze względu na to, że jestem miłośnikiem tej dyscypliny. Skąd pomysł na takie porównanie?

Jan Gołębiowski: -  Może zbyt literacko do tego podszedłem, bo nie gram w tenisa ani nie jestem jego fanem. 

Czyli kontekst jest negatywny…

- Chodziło mi raczej o sam fakt odbijania piłki (pytanie i krótka odpowiedź), bez jakiegoś dostrzegania piękna tego sportu. Rzeczywiście takie były trochę spotkania z kandydatami do służby w policji. Trzeba było sprawdzać przyszłych policjantów. To był rzeczywiście taki fundament naszej pracy codziennej. Zwłaszcza w czasie, kiedy pracowałem w policji, to chętnych do służby było bardzo dużo. Teraz wiemy, że jest w drugą stronę. Za moich czasów były momenty, że pracowaliśmy - psychologowie - na trzy zmiany, bo było tak dużo chętnych. Myślę, że żadna firma rekruterska nie miała tylu kandydatów do pracy. Komenda Stołeczna Policji była specyficznym miejscem. Wiele osób z całej Polski przyjeżdżało, bo chciało po prostu osiedlić się w Warszawie i związać ze stolicą swoje plany na przyszłość. 

Popularność służby w policji miała też swoje konsekwencje.  W książce wspomina pan o jednej z kandydatek tak: “pusty umysł, szczere serce”. To był skrajny przykład kandydata?

- W książce opisałem rzucające się w oczy historie. Zdarzały się  jednostki wybitne, z których się bardzo cieszyliśmy, ale też ludzie mniej kompetentni czy wręcz bardzo dziwni. Niektórzy naoglądali się filmów i chcieli zostać takimi filmowymi policjantami, a inni szli za teorią, że jest to stała państwowa praca. Dostawali rady od członków rodziny, jeszcze z poprzedniego systemu politycznego, że jest to stosunkowo lekka praca. Posiedzi się do 16, dostanie się wcześniejszą emeryturę, są mundurówki, uposażenia, “trzynastki”,  dodatek stołeczny za mieszkanie w Warszawie - same korzyści. A okazywało się, że to bardzo ciężka i wymagająca ciągłej dyspozycji praca. 

Córka jednego z policjantów z wydziału zabójstw obejrzała serial Pitbull, chodzi o te pierwsze części, i mówi: “tato, to jest straszne, co tam się dzieje. Jak ty tam funkcjonujesz?”.  Jedna z postaci była też częściowo wzorowana na jej ojcu. On odpowiada jej: “słuchaj, to wszystko, co tam się działo zostało wciśnięte w jedno miejsce,  bo w serialu musi być duża dynamika”. Tak samo jest też w mojej książce. Spokojnych dni, czy takich typowych wydarzeń nie było sensu opisywać, bo książka byłaby zbyt gruba i nudna. Opisując kandydatów, wybrałem te osoby, które rzucały się w oczy. 

Byli też tacy, którzy wyróżniali się zdecydowanie na plus, ale niekoniecznie spełniali profil kandydata do pracy w policji. Mówię tu o mężczyźnie, który cechy, jakie powinien mieć na umiarkowanym poziomie, miał w natężeniu. Z kolei te, które były absolutnie wymagane, u niego nie osiągały progu. Stwierdził pan, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego będzie dla niego lepszym miejscem niż policja. Dlaczego?

- On sam wspominał, że chce dostać się do ABW.  Praca w policji jest bardzo specyficzna. Trzeba znać swoje miejsce w szeregu. To jest praca zespołowa, z umiejętnością podporządkowania się hierarchicznej strukturze służbowej. Znamy z wielu filmów postaci niepokornych policjantów. Na przykład, kultowy “Brudny Harry”, w tej roli Clint Eastwood, który jest na granicy wyrzucenia z policji, bo robi wszystko po swojemu. Przekracza pewne procedury, ale jest bardzo skuteczny, bo łapie morderców.

W rzeczywistości policja nie może tak funkcjonować. Muszą być ludzie, którzy potrafią wypełniać swoje obowiązki, słuchać rozkazów i rezygnować z osobistych chęci dla ogólnego dobra. Człowiek, o którym pisze miał bardzo dużo dobrych cech i kompetencji. Natomiast był za dużym indywidualistą z wysokim progiem oczekiwań wobec swojej osoby. Powiedziałem mu, że od razu powinien wejść na wysoki stopień oficerski i być od razu komendantem. Tyle że tak to nie działa. Najpierw musiałby “wycierać chodniki” (pracować w prewencji). Wówczas przyznał się, że równolegle stara się w ABW o pracę. Uchwyciłem się tego i powiedziałem mu, że on jest za dobry na policję, ale być może odnajdzie się właśnie w służbie specjalnej.  

Policja nie potrzebuje tak wyróżniających się jednostek?

 - Na pewno policjant kryminalny musi być kreatywny, zwłaszcza im bardziej skomplikowana jest sprawa. Takich ludzi spotykam na przykład w tzw. zespołach Archiwum X. Oni myślą niekonwencjonalnie, korzystają z niecodziennych metod,  jak profilowanie kryminalne. Tacy ludzie są w policji potrzebni. Natomiast to musi być w odpowiednim natężeniu: kreatywność, niesztampowe myślenie, indywidualizm. Do tego musi umieć stać sztywno w szeregu. Jeśli w ogóle nie rozumie idei pracy zespołowej, to nic z tego dobrego nie wyjdzie dla policji. To jest tak, jakby w drużynie piłkarskiej każdy chciałby być Lewandowskim. Reprezentacji szłoby jeszcze gorzej, niż idzie. 

 Rola psychologa policyjnego nie kończy się na rozmowach z kandydatami do służby. Wsparcie psychologiczne jest potrzebne czynnym policjantom. Podczas kariery zawodowej mierzą się z wieloma problemami, m.in. z alkoholem czy kłopotami rodzinnymi. 

- Dziś to się już zmieniło i to na lepsze. Ostatnio byłem na szkoleniu z policjantami kryminalnymi. Po nim mieliśmy ognisko. 80 proc. policjantów nie piło alkoholu. Ktoś nawet nie piekł kiełbaski, bo jest wegetarianinem. Zaskoczyło mnie to, tym bardziej, że to formacja podlegająca pod Centralne Biuro Śledcze Policji (elitarna jednostka do zwalczania najcięższej przestępczości). W latach kiedy pracowałem (pierwsza dekada lat 2000.), takie ognisko zupełnie inaczej wyglądałoby. 

Ostatnie zdanie w mojej książce brzmi: “jakie społeczeństwo taka policja”. Dlaczego? Bo policjanci to nie są ludzie z kosmosu. Policjant jest taki samym człowiekiem, jak ten, którego spotykamy na ulicy.  W naszym społeczeństwie nadal jest spore przyzwolenie na alkohol, więc dlaczego policjanci mają nie pić, skoro robi się to na budowie czy w innych miejscach pracy? To jest dość prosty i szybki sposób, aby rozładować napięcie. A w policji jest ono duże, więc i pokusa jest niemała. 

 Policja chwali się, że więcej osób zgłasza chęć do służby. Pytanie tylko, czy są to ludzie z powołania?

- Przełożeni zorientowali się, że muszą inwestować cały czas w ludzi, bo nie będzie komu pracować. Konkurencja na rynku jest dość duża, są łatwiejsze prace, często też postrzegane bardziej atrakcyjnie. Zmienia się społeczeństwo. Młode pokolenia mają coraz większe wymagania. Każdy już teraz myśli o tym, żeby mieć jakąś korzyść i zadbać o siebie, a nie tylko poświęcać się innym.

 Niedawno rozmawiałem z kolegą-emerytem policyjnym, który przesłużył 30 lat w policji - głównie w zabójstwach. Opowiadał, że był w domu, gdy dostał zawiadomienie, że jest zabójstwo na mieście. Spakował się, wziął ze sobą broń i pojechał na zdarzenie. Na miejscu zdał sobie sprawę, że on w ogóle to jest na urlopie.

Wezwali go, bo jest bardzo kompetentny.  Dzisiaj ciężko sobie wyobrazić, żeby ci młodzi policjanci coś takiego zrobili. Niedawno odwiedziłem kolegę, który nadal służy w warszawskiej policji. Opowiadał, że była 15.30 i wpadł, jako ten stary policjant kryminalny   do pokoju, w którym byli młodzi funkcjonariusze. Mówi, żeby się zbierali, bo jadą zatrzymać człowieka. Młodzi spojrzeli na zegarek i odpowiedzieli: “ale dzisiaj pracujemy do 16.00, więc chyba nie ma sensu jechać, bo za pół godziny trzeba będzie skończyć pracę”. Wiadomo, że jak się kogoś zatrzymuje, to trzeba wypisać dokumentację, a wcześniej nawet może go gonić. Trochę to może potrwać, a ktoś mówi, że nie może, bo ma umówione spotkanie z dziewczyną. 

20 lat temu w policji, to byłoby nie do pomyślenia. Wracając do wspomnianego serialu Pitbull, tam jest taka bardzo prawdziwa scena. Do postaci “Despero”, grającej przez Marcina Dorocińskiego, dzwoni bliska osoba. Mówi jej, że jest na zdarzeniu. Pada pytanie: “A kiedy wrócisz?”. Odpowiada: “Nie wiem”. Tak to się kiedyś pracowało.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET