Skandal na łódzkiej uczelni. Studenci wysyłali sobie zdjęcia ludzkich zwłok
Studenci Uniwersytetu Medycznego w Łodzi wymieniali się zdjęciami zwłok - poinformował Mateusz Szkudlarek, dziennikarz Radia ZET. Rzecznik dyscyplinarny uczelni zajął się już tą sprawą. Rektora uczelni powiadomił anonimowy sygnalista.
- Studenci Uniwersytetu Medycznego w Łodzi przyznali, że wysyłali sobie zdjęcia ludzkich narządów
- Rektora uczelni o całej sytuacji powiadomił anonimowy sygnalista
- Uczelnia ma teraz zdecydować o dalszym losie studentów
Studenci Uniwersytetu Medycznego w Łodzi wymieniali się zdjęciami zwłok
Rzecznik dyscyplinarny Uniwersytetu Medycznego w Łodzi zajął się sprawą zdjęć zwłok, które mieli wysyłać sobie studenci tej uczelni. - Rektora uczelni powiadomił anonimowy sygnalista. Zaalarmował, że studenci potajemnie zrobili zdjęcia ciała w czasie zajęć z anatomii - przekazał dziennikarz Radia ZET. Autor zawiadomienia, cytowany przez "Gazetę Wyborczą", pisał 7 marca między innymi: "Dwóch studentów potajemnie wykonywało zdjęcia zwłok podczas zajęć z anatomii i rozpowszechniało je wśród studentów oraz poza uniwersytetem. Skutki ich działań są przerażające: niektóre z ciał zostały rozpoznane przez osoby, których bliscy przekazali je do celów naukowych. Zdjęcia tych osób są teraz szeroko udostępniane, co nie tylko odbiera im godność, ale również powoduje ogromną traumę wśród ich rodzin i przyjaciół".
Ze studentami spotkał się w tej sprawie prodziekan do sprawy studiów w języku angielskim. - Studenci przyznali, że wysyłali sobie zdjęcia ludzkich narządów - powiedziała Joanna Orłowska z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi w rozmowie z Radiem ZET. - Oświadczyli, że wymieniali się nim tylko w zamkniętej grupie studenckiej w celu przygotowywania się do egzaminów i twierdzą, że nie publikowali zdjęć poza grupą - dodała Orłowska. Studenci mieli tłumaczyć, że "działali w dobrej wierze", a ponadto nie byli świadomi konsekwencji i że ich zachowanie może łamać regulamin zajęć w prosektorium. Uczelnia ma teraz zdecydować o dalszym losie studentów.
Przypomnijmy, że autor zawiadomienia wyraźnie zasugerował, że drastyczne zdjęcia mogły trafić do bliskich zmarłych osób uwiecznionych na fotografiach. Do tego fragmentu odniosła się łódzka uczelnia. - Czy zawiadamiający przedstawił dowody na poparcie tych słów? Jeśli nie, to sugestia, że zdjęcia zostały upublicznione i rozpoznane przez rodziny jest w naszej opinii co najmniej krzywdząca - stwierdziła Joanna Orłowska z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, cytowana przez "Wyborczą".
Źródło: Radio ZET/Gazeta Wyborcza
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET