Skończyły się pieniądze na in vitro. Pacjenci muszą dłużej czekać na leczenie
Ministerstwo Zdrowia nie ma i nie przeznaczy w tym roku więcej pieniędzy na rządowy program leczenia niepłodności in vitro. Jak ustaliło Radio ZET, oznacza to między innymi wstrzymanie przyjmowania nowych pacjentów w tym roku nawet w kilkudziesięciu miejscach.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie kliniki potwierdzają brak finansowania na leczenie?
- Dlaczego wizyty pacjentów są przekładane na późniejszy termin?
- Które przepisy określają cykl leczenia w klinikach Invicta?
- Dlaczego program leczenia cieszy się dużym zainteresowaniem?
"Robimy, co w naszej mocy, żeby pomóc parom”
Informacje o braku pieniędzy oficjalnie potwierdzają nam kliniki między innymi z Warszawy, Wrocławia, Szczecina czy z Poznania. Pieniędzy na ten rok nie ma już między innymi Invicta. To renomowany ośrodek leczenia niepłodności, który leczy pacjentów w Warszawie, Wrocławiu, Gdańsku czy w Bydgoszczy.
– W związku z tym podjęliśmy działania, aby jak najlepiej zarządzić kolejką oczekujących pacjentów – mówi dla Radia ZET Dorota Białobrzeska-Łukaszuk, prezeska Zarządu Klinik i Laboratoriów Medycznych INVICTA. W praktyce oznacza to przełożone nawet o kilka tygodni wizyty. - Biorąc pod uwagę liczbę par, które są obecnie w trakcie realizacji procedur oraz dostępność terminów w grafiku lekarzy, część wizyt musieliśmy przełożyć na późniejsze terminy w 2025 roku, a część na początek 2026 roku – dodaje Białobrzeska-Łukaszuk.
- Robimy wszystko, co możliwe, aby czas oczekiwania był jak najkrótszy, z zachowaniem zasad określonych przez Ministerstwo Zdrowia – zapewnia prezeska klinik Invicta.
Leczenie po Nowym Roku
Swoje leczenie dopiero po Nowym Roku może rozpocząć też część par w Klinice TFP Vitrolive w Szczecinie. Jak podkreśla jednak doktor Anna Janicka, dyrektorka ds. jakości i rozwoju firmy, środki na jego realizację zostały zabezpieczone, tak, żeby bezpiecznie przeprowadzić procedury in vitro u wcześniej zakwalifikowanych już par.
Jak to wygląda? Z reguły - jak słyszymy - w firmie Invicta, oznacza to, że każda para musi mieć zapewnioną możliwość pełnego cyklu leczenia: obejmującego transfer wszystkich powstałych zarodków - oraz, jeśli będzie to konieczne, rozpoczęcie kolejnego cyklu nie później niż 6 miesięcy po zakończeniu poprzedniego, co wynika z przepisów programu.
Jak jednak słyszymy nieoficjalnie w jednej z klinik z Warszawy – w przypadku braku pieniędzy na początku nowego roku ta ciągłość może być zachwiana lub pacjenci będą musieli płacić ze swojej kieszeni.
Pieniędzy brakuje, bo jest duże zainteresowanie
Jak przyznaje w rozmowie z Radiem ZET profesor Stanisław Horak specjalista endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości oraz szef bytomskiego Centrum Medycznego Antrum, na leczenie zaczyna brakować i będzie brakować pieniędzy, bo projekt cieszy się coraz większym zainteresowaniem wśród Polaków.
– U nas też program przerwaliśmy do końca roku – mówi prof. Horak. - Uważam więc, że program MZ w świetle problemu demograficznego w Polsce jest strzałem w dziesiątkę i mam nadzieję, że w przyszłym roku finansowanie wzrośnie na tyle, że nie trzeba będzie go przerywać – dodaje.
- Z nadzieją czekamy na szybkie podpisanie ustawy budżetowej przez Pana Prezydenta, co umożliwi zawarcie aneksów do umów z realizatorami programu. Im szybciej to nastąpi, tym szybciej będziemy mogli wznowić leczenie naszych pacjentów w ramach programu – dodaje prezeska klinik Invicta.
Resort Zdrowia: dodatkowych pieniędzy nie będzie
Resort zdrowia potwierdza i informuje, że nie zamierza przeznaczać dodatkowych środków na realizację programu, bo nie takie są jego założenia. Ministerstwo tłumaczy, że pieniądze są przyznawane w formie dotacji. Każda placówka musi je więc odpowiednio zaplanować, bo konkretne kwoty są wskazane do realizacji na dany rok. - W przypadku, gdy ośrodek nie posiada aktualnie funduszy oznacza to, że przyznane na bieżący rok środki, zostały wykorzystane – tłumaczy biuro prasowe resortu zdrowia.
Ministerstwo zaznacza też, że coroczna dotacja jest wyższa i niezagrożona. W tym roku z budżetu państwa przeznaczono już 600 milionów złotych. Dzięki temu do końca września do programu zakwalifikowało się prawie 40 tysięcy par. Ponad 20 tysięcy z nich zaszło w ciążę. Urodziło się ponad 6 tysięcy dzieci.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET