Śledztwo w sprawie Beaty Klimek utknęło w miejscu? Były policjant: "Zdecyduje przypadek"
Śledczy mają coraz większy problem z wyjaśnieniem, co stało się z Beatą Klimek. Kobieta zaginęła jesienią ubiegłego roku, a śledztwo utknęło w martwym punkcie. - Za parę lat przypadkowo zostaną odnalezione zwłoki - przewiduje były policjant Dariusz Loranty.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie działania podjęli już śledczy, by odnaleźć zaginioną Beatę Klimek?
- Jaki udział w sprawie ma mąż zaginionej?
- Jaki jest schemat działania w podobnych sprawach?
Jak udało nam się ustalić, śledczy czekają na opinie biegłych zaangażowanych w śledztwo dotyczące zaginięcia Beaty Klimek. Przesłuchano blisko 60 świadków, przeprowadzono szereg czynności w postaci przeszukań i oględzin miejsc oraz rzeczy. Wydano również 11 postanowień o zasięgnięciu opinii biegłych. Badaniu na wariografie poddała się obecna partnerka Jana K., męża poszukiwanej, Agnieszka B.
- Najważniejszą kwestią, którą śledczy próbują ustalić, jest to, gdzie jest Beata Klimek - żywa lub martwa. Samo określenie, potwierdzenie bądź wykluczenie związku Jana K. niewiele w tym przypadku daje - mówił w rozmowie z RadioZET.pl dr Marcin Gołaszewski, biegły sądowy z zakresu badań poligraficznych. Mąż Beaty Klimek (są w czasie rozwodu) nie zgadza się na badanie poligraficzne. Wcześniej został przebadany prywatnie, ale opinia z tego badania nie może posłużyć jako dowód w sprawie. Według byłego policjanta Dariusza Lorantego śledczy powinni obserwować każdy krok Jana K. i prowokować go do popełniania błędów.
- W takich wypadkach ukryty punkt obserwacyjny robi się w lesie na drzewie lub w sąsiednim domu. Ludzie godzą się udostępnić policji swoje mieszkania za opłatą. Następnie policjanci czekają na ruch podejrzanego. Na przykład czy nie pojedzie sprawdzić miejsca ukrycia zwłok – opowiada o schemacie działania Loranty.
Zaginięcie Beaty Klimek. Śledczy będą szukać dalej?
Na początku kwietnia Jan K. został zatrzymany przez prokuraturę, ale sprawa nie dotyczyła zaginięcia jego żony. Mężczyzna usłyszał zarzuty znęcania się nad dziećmi. Dariusz Loranty uważa, że akcja policji była spóźniona. - Gdyby doszło wcześniej do zatrzymania, Jan K. mógłby coś zdradzić w emocjach. Często policjanci zatrzymują podejrzanego i zamykają go w celi z podstawionym aresztantem, żeby wydobyć z niego informacje przydatne do śledztwa - mówi były policjant.
Pod koniec marca śledczy przeszukali przy użyciu ciężkiego sprzętu posesję Jana K. Przeszukanie miało na celu odnalezienie przedmiotów, bądź śladów mogących stanowić dowód w sprawie. “Przeszukanie realizowano z wykorzystaniem urządzeń technicznych, w tym georadaru i sprzętu zmechanizowanego umożliwiającego przeprowadzenie inwazyjnych prac ziemnych oraz z wykorzystaniem wyspecjalizowanych policyjnych psów służbowych. Czynności prowadzono z udziałem biegłego z Zakładu Genomiki i Genetyki Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie” - informowała prokuratura.
Służby otrzymały informację, że górka usypanej ziemi w przydomowym ogrodzie może być grobem zaginionej. Hipoteza ta nie znalazła jednak potwierdzenia. Policjanci nie odnaleźli ciała Beaty Klimek. Jeżeli kobieta została zamordowana, to jej zwłoki mogły zostać wrzucone do jeziora lub rzeki. Przeszukanie takich miejsc jest jednak bardzo kosztowne. - Takie akcje często przerastają możliwości finansowe polskich służb. Prokurator musi liczyć się z kosztami - tłumaczy Loranty.
Zaginięcie Beata Klimek. "Sprawa się szybko nie wyjaśni"
Były policjant nie ma złudzeń, że sprawa zaginięcia Beaty Klimek nie wyjaśni się szybko. Osoba odpowiedzialna za jej zniknięcie musiałaby popełnić błąd. - W tej sprawie musiałaby zostać przerwana zmowa milczenia. Jeżeli sprawcą jest faktycznie Jan K., to być może pokłóci się z partnerką i ta w końcu wyjawi prawdę policjantom - tłumaczy Loranty.
Beata Klimek zaginęła 7 października w Poradzu w powiecie łobezkim (woj. zachodniopomorskie), gdzie mieszkała. 47-latka odprowadziła wówczas dzieci na przystanek autobusowy, ale później nie pojawiła się w pracy o godz. 8 rano i nikt więcej jej nie widział. Jej samochód wciąż stał przed domem. Mimo intensywnych poszukiwań do dziś nie udało się wpaść na trop kobiety. Śledztwo prowadzi Prokuratura Regionalna w Szczecinie. Wszczęto je dopiero w połowie listopada, a więc nieco ponad miesiąc od jej zaginięcia.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET