„To cały czas siedzi w głowie”. Strażacy nie kryją emocji po wypadku w Łomiankach
Dwoje nastolatków zginęło w wypadku samochodowym w podwarszawskich Łomiankach. Kierowca auta, który sprokurował tragedię, przed podróżą miał wypić litr wódki. O ogromnych emocjach, które wiązały się akcją ratunkową na miejscu zdarzenia, opowiedzieli Radiu ZET strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Łomiankach.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były okoliczności wypadku w Łomiankach.
- Dlaczego strażacy uważają akcję za jedną z najtrudniejszych.
- Co czuli strażacy uczestniczący w ratownictwie.
- Które działania podjęli sprawcy po wypadku.
Wypadek w Łomiankach. Nie żyją dwie osoby
Nie milkną echa śmiertelnego wypadku, do którego doszło w niedzielę w podwarszawskich Łomiankach i w którym uczestniczyło kilka samochodów. Zginęły w nim dwie osoby: 19-letnia kobieta i 15-letni chłopak. 44-letni Patryk R. kierowca Audi, który podejrzany jest o spowodowanie wypadku, i 33-letni Piotr B., pasażer tego auta, uciekli z miejsca zdarzenia. Ostatecznie zostali zatrzymani przez policję, obaj byli pod wpływem alkoholu. Na miejscu pracowali policjanci, służby medyczne i strażacy.
Reporter Radia ZET Michał Dzienyński rozmawiał ze strażakami uczestniczącymi w akcji. - To wielka tragedia dla rodziny, która straciła bliskich. My jako ludzie też przeżywamy takie rzeczy, nie można powiedzieć, że to dla nas przejście obok takiej sytuacji. Każdy na swój sposób odczuwa to inaczej - mówił jeden z nich. - Na pewno jest jakaś złość, że ktoś nieodpowiedzialny wsiada za kierownicę i powoduje coś takiego. Jest oczywiście smutek, współczucie dla rodzin, które straciły swoich bliskich. To cały czas siedzi w głowie - dodaje inny.
Strażacy przyznali, że z uwagi na liczbę poszkodowanych i skalę wypadku była to jedna z najtrudniejszych akcji, w jakich uczestniczyli. Jeden ze strażaków na pytanie, czy osoba ratująca płacze w takich sytuacjach, odparł: - To nawet nie tak, że strażak. Ale to bardzo indywidualna sprawa i każdy takie emocje inaczej przeżywa. Jeden będzie dusił to w sobie, drugi musi o nich porozmawiać, inny zapłacze.
„Na koniec trzeba wrócić do domu”
Z ustaleń śledczych wynika, że Audi z dużą prędkością jechało w stronę Warszawy trasą DK7. - Na wiadukcie w Łomiankach kierowca wymijał slalomem samochody jadące przed nim. W pewnym momencie zahaczył tylnym nadkolem o wymijaną Toyotę, którą podróżowały osoby wracające do Warszawy z pikniku - powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba. Dodał też, że kierowca Audi przed trasą wypił litr wódki, wiadomo też, że miał dwukrotny zakaz prowadzenia samochodu. O to również nasz reporter zapytał swoich rozmówców.
- Nie jesteśmy od zmiany prawa, pozostawiamy to innym służbom i całemu pionowi legislacyjnemu. My nie mamy żadnego wpływu na to, co taka osoba zrobi. Ona wsiądzie, pojedzie, zrobi tragedię, a my tylko przyjedziemy - relacjonował OSP-owiec z Łomianek. Na pytanie, czy mają czas refleksje na temat tego, czy to zawód dla nich, jeden z nich odpowiedział, że choć uczestniczą w licznych szkoleniach i wykłady, starając się przygotować na takie, zdarzenia, to ostatecznie, działają „według schematu, procedur, dowodzenia osoby, która wydaje rozkazy, a czas na rozmyślenia pozostaje później po wszystkim."
- Na koniec trzeba wrócić do domu. Do dzieci, do swojej rodziny i te emocje jakoś rozładować, ale jednocześnie nie przerzucić ich na swoich bliskich. To bardzo trudne, a każdy ma inne doświadczenia wewnętrzne - podkreślił jeden ze strażaków.
Strażacy z OSP w Łomiankach opublikowali też w mediach społecznościowych poruszający wpis. „Z uwagi na charakter naszych działań chcemy zachować jak największą wrażliwość i ograniczyć się do kilku słów. Zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. Zainteresowanych aspektami strażackich działań odsyłamy na naszą stronę internetową. Zdarzenie bardzo nas poruszyło. Swoją skalą, jak i skutkami. Bezpośrednio po powrocie długo rozmawialiśmy, podsumowując działania oraz dzieląc się doświadczeniami i sposobami radzenia sobie w takich sytuacjach. Wielu z nas, także tych młodszych, widziało już wiele, jednak tym razem wyraźnie dało się odczuć ogrom towarzyszących nam emocji” - czytamy na Facebooku.
Źródło: Radio ZET/PAP/Facebook/Michał Dzienyński
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET