To jednak nie koniec sprawy Krzysztofa Kononowicza? Ostatnia szansa na sprawiedliwość
Po interwencji RadioZET.pl prokuratura jeszcze raz przeanalizuje decyzję o umorzeniu śledztwa w sprawie znęcania się nad Krzysztofem Kononowiczem. Wcześniejsza decyzja śledczych z Białegostoku wywołała ogromne oburzenie osób walczących o sprawiedliwość dla wykorzystywanego mężczyzny.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były zarzuty wobec prokuratury w sprawie Krzysztofa Kononowicza.
- Dlaczego Prokuratura Krajowa analizuje decyzję o umorzeniu śledztwa.
- Co obejmowało przygotowane zawiadomienie do prokuratury.
Śledztwo w sprawie znęcania się psychicznego nad Krzysztofem Kononowiczem Prokuratura Rejonowa Białystok-Południe umorzyła 29 grudnia ubiegłego roku. Śledczy nie dopatrzyli się przestępstwa, mimo że w internecie nadal można oglądać filmy, na których nie do końca świadomy sytuacji mężczyzna jest upokarzany.
- Decyzja o umorzeniu śledztwa jest prawomocna. Z naszej strony postępowanie zostało zakończone - mówi prokurator Elżbieta Bułat z Prokuratury Rejonowej Białystok-Południe. RadioZET.pl chciało poznać uzasadnienie decyzji o umorzeniu śledztwa, jednak śledczy z Białegostoku odmówili nam dostępu do dokumentów. Dlatego postanowiliśmy zainterweniować w Ministerstwie Sprawiedliwości i Prokuraturze Krajowej. Nasze działania przyniosły wymierny efekt. Okazuje się, że to jeszcze nie koniec sprawy.
Prokuratura Krajowa przeanalizuje decyzję o umorzeniu śledztwa
- Sprawę aktualnie nadzoruje Departament Postępowania Przygotowawczego Prokuratury Krajowej. Prokurator obecnie zapoznaje się z aktami i ocenia przebieg postępowania, a także prawidłowość podjętej decyzji merytorycznej. Będzie analizował, czy decyzja o umorzeniu śledztwa była w pełni prawidłowa, a także czy nie była przedwczesna - mówi RadioZET.pl prokurator Anna Adamiak, rzeczniczka prasowa Prokuratora Generalnego.
Ta procedura pozwala na podjęcie sprawy na nowo. Oczywiście w przypadku, gdy śledczy uznają, że na jakimś etapie postępowania popełniono błędy lub też nie przeanalizowano dokładnie materiału dowodowego. Prokuratura Krajowa nie ma wyznaczonego terminu na podjęcie decyzji co dalej ze sprawą. Natomiast z naszych ustaleń wynika, że postępowanie nie powinno być przesadnie długie.
Zarzut dotyczący przedwczesnego umorzenia sprawy podnosi Łukasz Wójcik, youtuber, mieszkaniec Białegostoku, który od dłuższego czasu walczy o sprawiedliwość dla zmarłego w ubiegłym roku Krzysztofa Kononowicza. To on jest współautorem zawiadomienia do prokuratory. Jak mówił niedawno w podcaście Radia ZET "Podejrzani Politycy", pismo z załącznikami ma około tysiąca stron.
Zostało przygotowane bardzo szczegółowo. Zwrócono w nim uwagę na wszystkie krzywdy, jakie spotkały Kononowicza, który przez wiele lat był bohaterem internetowego kanału "Mleczny człowiek" na YouTube. Pokazywano tam jego codzienne życie. Twórcy materiałów prezentowali m.in. nagrania, na których Kononowicz pił mocz i oblewał się odchodami przesyłanymi w paczkach. Występował także w koronie cierniowej, twierdząc, że jest męczennikiem.
Na podstawie tego zawiadomienia białostocka prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie m.in. poniżania, dokuczania, wszczynania awantur, kierowania wobec pokrzywdzonego słów powszechnie uznawanych za obelżywe, ośmieszania i krytykowania. Sprawa obejmowała okres od 22 grudnia 2022 roku do 6 marca 2025 roku, czyli dnia śmierci Krzysztofa Kononowicza. Mężczyzna zmarł w białostockim hospicjum.
Umorzenie sprawy Kononowicza. Długa lista zarzutów wobec śledczych
Wójcik decyzję o umorzeniu nazwał w sieci "hańbą". Mimo że składał zawiadomienie, nie mógł odwołać się od decyzji, bo nie był stroną postępowania. Tą była tylko jedna osoba z rodziny Krzysztofa Kononowicza. Według naszych rozmówców wcześniej nie interesowała się jego losem.
Łukasz Wójcik w naszym podcaście tłumaczył, że dowody przestępstw są nadal dostępne w sieci. Można je oglądać na YouTube. A autorzy nadal zarabiają na ich prezentacji. Według niego w szczytowym momencie mogły to być kwoty sięgające nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie.
"Prokuratura od kwietnia nie zabezpieczyła dysków z nagraniami, nie przesłuchano kluczowych świadków. Pozorowanie działań, bo media mówiły. Jestem w stanie poświęcić swój czas, by pokazać, ile nieprawidłowości było, jakie dowody były niewystarczające, by postawić zarzuty. Oprawcy Kononowicza zakładali się z widzami o pieniądze, że dojdzie do umorzenia, na co też mam dowody" - komentował na portalu X Łukasz Wójcik.
Szefem kanału i mózgiem projektu był mieszkający na południu Polski Sławomir N. To właśnie on miał mówić, że sprawa będzie umorzona, mimo że śledztwo trwało. Natomiast na miejscu z N. współpracowali m.in. Jarek "Aron" i znany białostocki aktywista Rafał Kosno. Po 2019 roku to właśnie te osoby miały na filmowanie Kononowicza niemalże monopol.
Na kanale pokazywano nagrania po tym, jak posesja Kononowicza została oblana fekaliami. Pewnej nocy za domem wykopano mężczyźnie grób. Osoby prowadzące kanał odczytywały Kononowiczowi nienawistne listy, w których był nazywany "knurem" oraz "ostatnim ch**em Polski". Codziennością chorego na cukrzycę Kononowicza był też niewyobrażalny brud i smród, dostarczane przez widzów słodkie napoje, hektolitry mleka oraz całkowity brak ruchu. W jego domu umieszczano osoby z marginesu społecznego, często uzależnione od alkoholu, co prowadziło do nieustannych awantur. Wszystko to było filmowane i transmitowane na YouTube.
Politycy obiecali pomoc. Teraz milczą
Po umorzeniu śledztwa Łukasz Wójcik mówił, że próbował zainteresować sprawą także polityków. Zarówno prawicy, jak i lewicy. Wśród nich wymieniał m.in. byłego posła PiS Tadeusza Cymańskiego, wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego z Lewicy oraz Katarzynę Kotulę, wiceministrę w Kancelarii Premiera (także Lewica). Ta ostatnia niedawno deklarowała nawet pomoc. - Jestem zszokowana decyzją prokuratury. To dawanie przyzwolenia na wykorzystywanie osób w patostreamingu i generowanie przychodów na takich treściach. Będę interweniowała w tej sprawie, m.in. w Ministerstwie Sprawiedliwości - mówiła RadioZET.pl Katarzyna Kotula w połowie stycznia.
Poprosiła o dodatkowy czas na zapoznanie się ze szczegółami sprawy. Jednak gdy ponownie zwróciliśmy się do niej z pytaniami o to, jakie działania podjęła, już nie odbierała od nas telefonu. Nie odpowiedziała też na prośbę o kontakt.
Zapytaliśmy Ministerstwo Sprawiedliwości, czy podejmie działania w tej sprawie, m.in. czy rozważa zmiany przepisów dot. patostreamów tak, aby ściganie podobnych przestępstw było skuteczniejsze. Biuro Komunikacji i Promocji MS odpisało, że "Ministerstwo nie prowadzi, ani nie komentuje spraw prowadzonych przez prokuraturę" oraz żeby w tej sprawie zwrócić się do Prokuratury Krajowej. Zauważaliśmy jednak, że ministrowie interweniują w różnych sprawach oraz że jedno z naszych pytań dotyczy zmian legislacyjnych, czyli kompetencji ministerstwa. Na te uwagi Biuro Prasowe już nie odpisało.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET