To pierwsza taka szkoła w Polsce. Nowy zakaz wywołał poruszenie. "Skrajna głupota"

2 min. czytania
07.01.2026 15:12
Obserwuj nas na Google

To pierwsza taka inicjatywa w całej Polsce. Uczniowie Szkoły Podstawowej im. Orła Białego w Mielenku Drawskim (woj. zachodniopomorskie) korzystają ze specjalnych saszetek blokujących telefony komórkowe na czas lekcji. Rozwiązanie ma zapewniać "większy spokój, skupienie i realne rozmowy między sobą" - wyjaśnia instruktorka Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom Anna Stolarczuk.

Smartfony w szkole
fot. Wojciech Olkusnik/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak działa system saszetek blokujących telefony w szkole w Mielenku Drawskim.
  • Dlaczego uczniowie zdecydowali się na poparcie pomysłu.
  • Co sądzą internauci o wprowadzeniu systemu saszetek w szkołach.

Nowy sposób na walkę z problemem smartfonów w szkołach

Jak wynika z badań KUL, aż 40 proc. dzieci ma własny smartfon przed 9. rokiem życia i spędza na nim do pięciu godzin dziennie. Częste korzystanie z urządzeń mobilnych staje się również poważnym problemem w placówkach oświaty. Część polskich szkół wprowadziła całkowity zakaz korzystania ze smartfonów, np. Szkoła Podstawowa Paderewski w Lublinie. 

Na inny krok zdecydowała się Szkoła Podstawowa im. Orła Białego w Mielenku Drawskim ( woj. zachodniopomorskie). Tutaj uczniowie oddają swoje telefony do specjalnych saszetek, które zamykają się na czas trwania lekcji. Po zakończeniu zajęć urządzenie powraca do właściciela. Pomysł miał przyjść z Wielkiej Brytanii, gdzie działa już od wielu lat. 

"To pierwsza szkoła publiczna w Polsce, która wprowadziła nowoczesny system saszetek blokujących telefony na czas lekcji. Jak to działa? Po przyjściu do szkoły uczniowie wyłączają telefon lub włączają tryb samolotowy. Chowają go do specjalnej saszetki. Saszetka automatycznie zamyka się przy blokadach ustawionych przy wejściu. Chowają zamkniętą saszetkę do plecaka. Po lekcjach – jedno przyłożenie i telefon znów jest dostępny" - wyjaśnia instruktorka Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom Anna Stolarczuk, która prowadziła warsztaty w zachodniopomorskiej placówce. 

Redakcja poleca

Uczniowie zgodzili się na saszetki 

Co ważne, saszetki nie były odgórnie narzuconym pomysłem przez dyrekcję szkoły. Rozwiązanie poparli sami uczniowie, a saszetki zostały w całości ufundowane przez Radę Rodziców (80 zł za sztukę). "Miałam przyjemność prowadzić w tej szkole warsztaty i zapytałam uczniów, co faktycznie sądzą o systemie saszetek na telefony. Odpowiedzieli wprost: to działa. Telefon przestał być rozpraszaczem, bo nie ma już pokusy sięgania do plecaka" - dodaje edukatorka. 

Wpis Anny Stolarczuk o innowacyjnym pomyśle spotkał się z mieszanym odbiorem internautów. Część docenia próbę ograniczenia rozproszenia wśród uczniów. "Fajny pomysł. Szkoła to właśnie miejsce nauki, dobrze, że w dobie masy bodźców dzieci rozumieją, że to rozwiązanie dla ich dobra", "Tak powinno być w każdej szkole". Inni uważają, że zakaz jest niepotrzebny, a potencjalnie nawet niebezpieczny. "Bzdurny i niebezpieczny pomysł. Rozumiem, że nauczyciele też chowają do tych saszetek swoje telefony, żeby dawać dobry przykład i nie rozpraszać się podczas prowadzenia lekcji? Kto wtedy zadzwoni po pomoc, jeśli będzie potrzebna?", "Trzeba uczyć ludzi mądrego korzystania z technologii, zamiast rozwiązywać każdy problem kolejnym zakazem. Takie podejście donikąd nie prowadzi", "Skrajna głupota". 

Źródło: Radio ZET 

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET